Karola Kocieda, autor w serwisie https://www.muscle-zone.pl/blog/author/karola-kocieda/ Tue, 08 Jul 2025 08:40:33 +0000 pl-PL hourly 1 https://wordpress.org/?v=6.9 Jak zbudować tyłek? (Butt day) https://www.muscle-zone.pl/blog/jak-zbudowac-tylek-2/ https://www.muscle-zone.pl/blog/jak-zbudowac-tylek-2/#comments Mon, 27 Sep 2021 21:30:05 +0000 https://www.muscle-zone.pl/blog/?p=5213 Co jakiś czas pytacie się mnie, co trzeba zrobić by zbudować mięśnie pośladkowe 🙂 Tych pytań było tak dużo, że...

Artykuł Jak zbudować tyłek? (Butt day) pochodzi z serwisu Blog Muscle-Zone.

]]>

Co jakiś czas pytacie się mnie, co trzeba zrobić by zbudować mięśnie pośladkowe 🙂 Tych pytań było tak dużo, że postanowiłam Wam to w końcu zdradzić w tym artykule 🙂 Robiąc dwa razy w tygodniu nogi, jeden z treningów jest moim takzwanym BUTT DAY (tyłko-dniem), przy którym robię głównie ćwiczenia angażujące mięśnie pośladków.


Najważniejsze zasady trenowania pośladków.

  1. Żeby pośladki zbudować, trzeba wejść na nadwyżkę kaloryczną. Jeśli będziesz stale na deficycie kcal, nie zbudujesz mięśni. O masie u kobiet pisałam TU.
  2. Należy robić ćwiczenia na daną partie, by ją budować, wiadomo:) JEDNAK Nie trenuj codziennie tej samej partii, szczególnie tyłka, mięśnie muszą mieć czas na regenerację. Ale trenuj regularnie każdą partię. Nogi proponuje robić dwa razy w tygodniu, w tym jeden poświęcony tylko pupie (patrz pkt 3)!
  3. BUT(T) there is a problem.. Ciężkie treningi nóg nie oznaczają automatycznie u każdej kobiety lepszego, jędrnego tyłka! Często wykroki, przysiady, martwe ciągi, suwnica, tylko rozbudowują nogi, a tyłek pozostaje dalej płaski. Niestety jest to spowodowane przejęciem ciężaru przez "czwórki", bez angażowania dwójek i tyłka. Ludzie mogą być w doskonałej formie, robić olbrzymie ciężary w przysiadzie czy wykroku,  niestety nie angażują przy tym maksymalnie mięśni pośladkowych, które pozostają sflaczałe i smutne. Dlaczego tak sie dzieje? Chociażby przy skrzywieniach kręgosłupa, lordozach częstych u kobiet (patrz niżej - post o przysiadach)lub złej/niedokładnej technice, genetyce (endomorficzki) lub braku innych ćwiczeń izolujących mięsień pośladkowy. Jeśli masz skłonność do budowania nóg, nie znaczy jednak że masz zaprzestać ćwiczeń na dolne partie albo robić je z małymi różowymi hantelkami. Unikając trenowania ich w obawie przed zwiększeniem ich obwodu sprawisz jedynie, że pośladki będą opadać wraz z wiekiem, stracisz jędrność nóg, a cellulit będzie coraz bardziej widoczny. Ćwicząc nogi usprawniasz krążenie limfy, a to skutkuje poprawą estetyki nóg. Można je robić, ale dodatkowo  agresywniej podejdź do treningu na same pośladki (patrz przykłady niżej)! Najlepiej widać ten problem na scenie bikini, gdzie często dziewczyny mają super formę jak żyleta, a tyłek jak podwójny podbródek:(.. oczywiście dieta też ma znaczenie. Przepraszam za szczerość.
  4. Tu będzie jeszcze gorzej... ciut brutalnie, ale prawdziwie. Otłuszczenie biodrowo – pośladkowe u większości endomorficzek to tłuszcz oporny hormonalnie, którego ciało nie chce się wcale pozbyć, a już na pewno nie w pierwszej kolejności! Jeśli będziesz chciała odchudzić nogi i pupę, prawdopodobnie wpierw zgubisz biust i gęstość pleców, a nogi zawsze będą i tak większe niż u szczupłych ektomorficzek. Ale zawsze mogą być umięśnione i jędrne, a przy odpowiedniej diecie.. pozbawione cellulitu! Do tego nogi masz najprawdopodobniej silne, więc możesz więcej niż inni!
  5. Zmieniaj ćwiczenia, ciało potrzebuje wyzwań, bodźców do wzrostu 😉 ALE są pewne podstawowe ćwiczenia , szczególnie na tyłek, które polecam robić co tydzień! (będzie o nich niżej;))
  6. Nie bój się ciężaru. To on pomaga w budowaniu. Zważ kiedyś swoją torbę , którą nosisz codziennie do pracy:). Do tego zakupy, dziecko na rękach, noszenie kosza z praniem.. Czasami sobie nie zdajemy sprawy, jakie wyzwania siłowe stawiamy sobie na co dzień;). Dlatego nie bój się załadować na gryf talerzy;). Ale jak już je załadujesz- rób ćwiczenia dobrze technicznie lub nawet z asekuracją osoby doświadczonej.
  7. Nie ma czegoś takiego jak spalanie miejscowe mięśni danej partii przy ćwiczeniu na wysokim zakresie powtórzeń. To jest bzdura, którą wpajają laskom na siłowni trenerzy personalni. Choć nie mam nic przeciwko sprinterskim treningom.  Dodatkowo przy nogach o wysokim zakresie powtórzeń często dziewczyny skarżą się na spuchnięte nogi i zbieranie wody podskórnej.  Może dlatego lepiej robić mniej powtórzeń, progres ciężarem i skupić się na mięśniu i technice?
  8. Stepperem czy bieżnią nie zbudujesz fajnego tyłka. Przestań zatem oblegać strefę cardio. JEŚLI jednak mam polecić jakieś cardio pod kątem naszych kopytek, to polecam: schody (stairmaster) oraz bieżnię pod górkę (poziom8-12). Spalamy na nich dużo kalorii, a przyczyniają się do wzmocnienia nóg. Tylko nie trzymajcie rąk na poręczach!! Bo to robi dużą różnicę! Dodatkowo dla tych co nie są jeszcze w super formie polecam na dobry początek robienie długich spacerów, najlepiej codziennie, a teraz mamy super pogodę:). Zresztą chodzenie po parku z psem jest lepsze niż chronicznie wykonywane cardio! Nie dość , że nie upośledzają metabolizmu to do tego nie są tak cholernie nudne;P.
  9. Nogi i pośladki to duże grupy mięśniowe, a trening na nie powinien być ciężki. Jestem tego zdania, że trening ten powinien być wykonany tak solidnie, że po nim nie ma już sił na cardio lub interwały!
  10. Spraw by każde powtórzenie miało znaczenie dla Twojego tyłka! (lubię to stwierdzenie, więc będzie to prawie filozoficzny złoty punkt dziesiąty;))
  11. Trening siłowy, z zaplanowaną progresją, pomoże nam redukować tkankę tłuszczową (z całego ciała, nie partiowo-patrz pkt 4 jeszcze raz) i zwiększy metabolizm. W dzień nietreningowy warto wprowadzić interwały. Szczególnie polecam endomorfikom, o wolnym metabolizmie z natury, którzy powinni go ciągle stymulować. Przykładowe interwały: marsz na bieżni ze stałym tempem i zmiennym nachyleniem lub odwrotnie na stałym poziomie bieżni, ze zmiennym tempem (trucht/sprint). Wystarczy 20 minut.
  12. Taka moja mała rada dodatkowa: warto robić w ciągu dnia, kilka razy po 10-30 sekund skurcze izometryczne mięśni pośladkowych, takich jak: napinanie tyłka, nie wiem, chociażby stojąc w tramwaju :D. Oczywiście nie zastąpi to treningu oporowego, ale trochę pomoże;). Przy okazji:  również przy ćwiczeniach, wyczuwaj mięśnie- napinaj je!
  13.  Zasada ruchów negatywnych jest znana ze zbioru popularnych zasad Weidera. Wiedza o nich myślę, że pomaga przy budowaniu mięśni pośladkowych. , bo  ruchy negatywne zwiększają to na czym nam zależy czyli intensywność treningu, dzięki czemu dajemy mięśniom bodziec do wzrostu masy i siły. Blisko dwudziestoletnie badania na szerokiej grupie osób dowiodły, że jeśli opuszczamy w sposób kontrolowany ciężar to występuje tak zwany ekscentryczny skurcz mięśni. Owy skurcz jest wysoce efektywne dla rozwoju mięśni!
  14. Podczas ćwiczeń mamy do czynienia z 3 rodzajami skurczy; pierwszy to tzw koncentryczny występujący podczas podnoszenia ciężaru. Drugi z nich to ekscentryczny występuje w trakcie kontrolowanego (istotna do jego wystąpienia jest tzw walka z grawitacją i hamowanie) opuszczania ciężarów do pozycji wyjściowej. Trzecim jest izometryczny. Występuje w grupie mięśni, podczas stabilizacji ciała.
  15. Niewątpliwą zaletą skurczy ekscentrycznych względem koncentrycznych jest aktywacja większej liczby włókien mięśniowych poprzez bodźcowanie ich większym ciężarem. Badania dowiodły że może on wynosić do 30% więcej! Zatem większy ciężar = większe napięcie mięśni = większy bodziec. Te wszystkie czynniki sprawiają że są to świetne alternatywne metody do uzyskania lepszej stymulacji mięśni.
  16. Kulturysta Bret Contreras, który słynie jako trener pośladków stwierdził: "Mięśnie pośladków są naprawdę skomplikowane, dzielą się na mniejsze sekcje, z których każda pełni inną funkcję, w związku z czym, aby je prawidłowo ukształtować konieczne jest wykonywanie różnego rodzaju ćwiczeń. Tylko w ten sposób zmaksymalizujemy własną pracę nad nimi, uaktywnimy wszystkie partie, a cały mięsień pośladkowy wielki nabierze konkretnego kształtu".
IMG_6438

Moje ulubione ćwiczenia, którymi zbudowałam tyłek.

  1. Przysiady - ass to grass - ale akurat w moim przypadku (mając hiperlordozę) są to trochę "dodatkowe" ćwiczenia przed innymi, bardziej efektywnymi, w budowaniu tyłka.  Pisałam o tym, dlaczego muszę uważać z przysiadami TU.  Dzięki nim pracuje całe ciało, pięknie kształtują się nogi. Staramy się opuszczać tyłek do samej ziemi, by zapłonął i  by nie rozbudowywać sobie tylko samych czwórek;). Ale jednak trzeba pamiętać, że te czwórki, mocno tu pracują! U wielu kobiet przysiady będą w 80proc odpowiedzialne za "poprawę" tych właśnie mięśni a nie pośladków! Dla osób, które mają już dość duże i rozbudowane czwórki polecam ograniczyć przysiady, albo robić je w tabacie, HIIT bez ciężarów z podskokiem, natomiast skupić się na innych ćwiczeniach wzmacniających tylny łańcuch funkcjonalny, a konkretnie mięśni pośladkowych i dwugłowych. A! dla wielu osób na pośladki lepiej działają front squaty!
  2. "Dzień dobry" ze sztangą na barkach. Dwójki po tym ćwiczeniu palą:) Szczególnie, jak robi się je po przysiadach czy martwym. ALE również polecam wygoogować sobie "Zercher Good Morning". To jest ciekawe, angażujące mocno pośladki ćwiczenie.
  3. Martwy ciąg - myślę, że nie muszę nikomu przedstawiać to ćwiczenie. Bardzo ważna jest tu technika. Polecam martwe ciągi: rumuński, na prostych nogach i amerykański.
  4. Wymach nogi w tył z obciążeniem z wyciągu dolnego. Jest to proste, ale bardzo skuteczne ćwiczenie. Robimy szybki wymach nogi do tyłu, napinając poślad. Powoli wracamy do pozycji startowej. Również donkey kicks.
  5. Na koniec najlepsze z najlepszych ćwiczeń na pośladki: Wzniosy bioder ze sztangą w oparciu o ławkę. Ja robię je raz w tygodniu. Tu mała rada: ciężar nie musi od razu być bardzo duży, ale ważne jest umiejscowienie stóp! Ustaw je tak, by poczuć spięcie tyłka.  Stopy warto  złączyć i wsunąć pod siebie - pośladek przejmuje większość pracy. Pamiętajcie również o zatrzymaniu na górze, aż poczujecie, bardzo silny skurcz w swoich pośladkach. Ciężar przy tym ćwiczeniu warto progresować, tylko, zresztą jak przy wszystkich innych ćwiczeniach, trzeba uważać na technikę, by nie zrobić sobie krzywdy i nie zmiażdżyć miednicy;). Polecam ręcznikiem owinąć gryf sztangi.

Pamiętajcie aby wykonać sobie fotkę przed i po dla porównania efektów Waszej ciężkiej pracy - będziecie zadowolone 🙂

IMG_3437

Ja, tak jak pisałam już wcześniej, robię z reguły dwa razy w tygodniu trening nóg, w tym jeden skupiony na pośladkach. Pomiędzy nimi robię obowiązkowo 2-3 dni wolnego, na regenerację.

Szczerze wierzę, że nie trzeba robić 15 różnych  ćwiczeń na pośladki by je ładnie zbudować. Serio. Wystarczą dwa dobrze wykonane, w odpowiedniej ilości serii i powtórzeń, odpowiednim ciężarem, skupieniem na mięśniu! Gdzieś kiedyś przeczytałam: "Put your brain in your butt", jest to idealne stwierdzenie:) Pamiętajcie o nim przy wykonywaniu ćwiczeń na mięśnie pośladkowe :D. Dzieją sie wówczas cuda;). Warto też zacząć trening nóg od ćwiczeń angażujących pośladki. Ale nie katuje się ich od razu, tylko pompuje (napływa do nich krew), "przypomina o nich",  będą za to lepiej aktywowane w następnych złożonych ćwiczeniach. Na koniec dajecie jakiś killer (u mnie do wzniosy bioder;P).

A jak mają trenować osoby z chorą tarczycą jak ja?

Joga. Spacery. Izometryczne spinanie poślada podczas tych czynności.

Żartuje.

Normalnie trenujemy tak samo. Tylko staramy się by nasza jednostka treningowa nie przekraczała 60 minut i unikamy chronicznego cardio. Interwały w dzień nietreningowy będą bardziej na probsie. Nie róbmy go szczególnie po tak ciężkich treningach jak nogi. Ostatnio przez samopoczucie, brak energii przy niedoczynności ograniczałam treningi do 4 w tyg,  ale nie tylko: bo tak zaplanowałam, tylko przez brak motywacji, który w moim przypadku to jakiś fenomen. Do tej pory nie można było mnie wyciągnąć z siłowni, ostatnio - z łóżka. Widząc jednak już dużą poprawę w zdrowiu i samopoczuciu, wracam znów z powrotem do normalnego trybu trenowania. Jedynie pojawiły się dodatkowo dwa razy w tyg 60 minowe treningi boksu. Mam nadzieję, że dodatkowa masa, również mięśniowa, zostanie w końcu dobrze wycięta.

Powyżej przedstawiłam najlepsze ćwiczenia na pośladki - moim zdaniem. Ćwiczenia te są do wykonywania głównie na siłowni, ale dla kobiet ćwiczących w domu też dam garść porad.

Ćwiczenia na pośladki w domu

O tym czy uzyskamy szybkie efekty trenując pośladki w domu zależne jest od tych samych czynników które wymieniłam wyżej. Zatem skupmy się teraz jakie są najlepsze ćwiczenia na pupę w domu.

  1. Wypychanie nogi w tył z gumą 4x20
  2. Wypychanie bioder w górę z rozchyleniem kolan na boki z mini bandem 4x20
  3. LATERAL SIDE WALK 4x10
  4. Przysiad z wyskokiem z mini bandem nad kolanami 4x10
  5. Wznosy kolana w górę leżąc na boku z mini bandem 4x12

Poniżej znajdziecie filmik instruktażowy jak wykonać trening na pośladki w domu, w wykonaniu Natalii.

Sprawdź też moje inne artykuły: Miłość i Sex a neuroprzekaźniki 

Artykuł Jak zbudować tyłek? (Butt day) pochodzi z serwisu Blog Muscle-Zone.

]]>
https://www.muscle-zone.pl/blog/jak-zbudowac-tylek-2/feed/ 28
Żywienie i suplementacja przy nowotworze złośliwym piersi https://www.muscle-zone.pl/blog/zywienie-i-suplementacja-przy-nowotworze-zlosliwym-piersi/ https://www.muscle-zone.pl/blog/zywienie-i-suplementacja-przy-nowotworze-zlosliwym-piersi/#comments Fri, 12 Jun 2020 06:44:32 +0000 https://www.muscle-zone.pl/blog/?p=22687 Zindywidualizowana dieta stanowi jeden z podstawowych elementów terapii wspomagającej leczenie pacjentów onkologicznych, NIGDY natomiast nie może zastąpić całkowicie leczenia. Na...

Artykuł Żywienie i suplementacja przy nowotworze złośliwym piersi pochodzi z serwisu Blog Muscle-Zone.

]]>
Zindywidualizowana dieta stanowi jeden z podstawowych elementów terapii wspomagającej leczenie pacjentów onkologicznych, NIGDY natomiast nie może zastąpić całkowicie leczenia.

Na nowotwory złośliwe składa się ok 100 różnych schorzeń onkologicznych, stanowiący duży problem cywilizacyjny XXI wieku. W Polsce jest to bowiem jeden z głównych czynników umieralności Polaków (1) ; obecnie co druga osoba umiera ze względu na raka; kobiety – nowotwór złośliwy piersi lub płuc, mężczyźni – płuc. Prognozy sugerują, że liczba ta będzie wzrastać. Z tego względu warto szerzyć wiedzę dotyczącą świadomego zdrowego żywienia wśród wszystkich oraz dietoterapii wśród osób onkologicznych.

Właściwe odżywianie jest olbrzymim wrogiem raka- począwszy od zmniejszenia tempa rozprzestrzeniania się komórek nowotworowych (metastaza), przez wspomaganie ich śmierci (apoptoza), aż do hamowania czynności wzrostu. Najnowszy raport World Cancer Researcg Fund i American Institute for Cancer Research potwierdza istotny wpływ sposobu odżywiania na zachorowalność i wyniki leczenia.

Odpowiednio ułożona dieta stanowi integralny element leczenia onkologicznego. Jednak należy pamiętać, że nie istnieje uniwersalny sposób żywienia dla wszystkich osób chorych na nowotwory. O ostatecznej formie żywienia decyduje wiele czynników; m.in. umiejscowienie guza, stadium choroby, obecny stan zdrowia, obecny stan odżywienia, współtowarzyszące jednostki chorobowe. Wszystkie zmiany żywieniowe powinny być omówione z lekarzem prowadzącym.

Warto też wspomnieć, że dzięki epigenetyce mamy wpływ na procesy regulacji genetycznej (tzw. Ekspresję genów) oraz na działanie mitochondriów za pośrednictwem diety, stylu życia i nastawienia psychicznego. To potężne lekarstwo.

6 charakterystycznych cech raka:

  1. Niekontrolowany rozrost: komórki rakowe namnażają się nawet bez sygnałów chemicznych (proliferacja).
  2. Odmowa posłuszeństwa: niereagowanie na rozkazy powstrzymywania rozrostu wydane przez komórki usytuowane w pobliżu, które rejestrują niebezpieczeństwo, w jakim znalazła się tkanka.
  3. Odporność na samozniszczenie (unikanie apoptozy)
  4. Zdolność tworzenia nowych naczyń krwionośnych w procesie angiogenezy, umożliwiających dostarczenie tlenu i składników odżywczych niezbędnych do wzrostu.
  5. Nieśmiertelność́:uzyskanie wszystkich powyższych właściwości powoduje, że komórki rakowe stają się nieśmiertelne, zdolne do nieskończonego namnażania.
  6. Zdolność́ inwazji i kolonizowania tkanek organizmu. Przerzuty.

Podłoże nowotworów piersi jest w większości przypadków nieznane, jednak wiedza na temat czynników ryzyka oraz mechanizmów kancerogenezy rośnie. Rozwój nowotworów piersi, podobnie jak innych typów nowotworów, jest zależny od działania czynników mutagennych, które uszkadzają cząsteczkę DNA, prowadząc do powstania mutacji w genomie prawidłowej komórki, jak i czynników mitogennych, sprzyjających mitotycznym podziałom komórkowym. Spośród tych pierwszych wymienić należy między innymi nadmiar wolnych rodników, promieniowanie jonizujące i UV, niektóre związki chemiczne, barwniki akrydynowe czy wirusy określane mianem onkogennych. Czynnikami mitogennymi mogą być natomiast niektóre hormony czy endotoksyny bakteryjne  (2).

Udokumentowane czynniki ryzyka: to głównie elementy stylu życia, cechy fizjologiczne, zaburzenia regulacji hormonalnej i immunologicznej, czy akumulacja substancji kancerogennych (3).

Przykładowo, konsekwencją nadmiernej masy ciała oraz braku aktywności fizycznej jest rozwój insulinooporności, nasilenie procesu przekształcania androgenów do czynnych form estrogenów (aromatyzacja), który zachodzi w tkance tłuszczowej, wątrobie, nadnerczach, mięśniach i tkance gruczołowej piersi, jak również obniżenie syntezy białek transportowych dla tych hormonów w wątrobie. W efekcie stężenie estronu i estradiolu we krwi (które stanowią aktywne formy estrogenów) może się znacząco zwiększać (4).

Bardziej narażone są kobiety po menopauzie, ze względu na przekierowanie syntezy estrogenów tylko do obszarów pozagruczołowych oraz fizjologicznie niższą wrażliwość na insulinę. Udowodniono, że na zwiększenie produkcji estrogenu u kobiet po menopauzie wpływają otyłość, nadczynność tarczycy, marskość wątroby oraz kortykosteroidy a im wyższa jest zawartość tkanki tłuszczowej w organizmie, tym produkcja estrogenów, stężenie insuliny i IGF-1 oraz stopień insulinooporności są wyższe, natomiast stężenie ochronnych adiponektyn — niższe (5).

Przyczynić się może również podwyższone stężenie androgenów, estrogenów, FSH i LH, uwarunkowania genetyczne (obecność mutacji w genach predysponujących do rozwoju nowotworów piersi, np. BRCA 1 i 2, P53, MSH2). (6)

Z powyższych względów, w naszej strategii dietoterapi bierzemy pod uwagę cały organizm człowieka, nie tylko sam guz nowotworowy. Przykładowo wysoki poziom stresu prowadzi do zaburzeń hormonalnych czy podwyższenia stanu glukozy we krwi. Do tego wysoki poziom glukozy osłabia działanie układu odpornościowego.

To na co trzeba zwrócić uwagę:

- równowaga gospodarki glikemicznej i hormonów płciowych

- kontrola wpływu toksyn. Bardzo ważne jest ograniczenie toksyn, pestycydów, ponieważ od czasu kiedy wprowadzono pestycydy, zachorowalność kobiet na raka piersi wzrosła od 1:20 do 1:8.

- odbudowa i równoważenie mikrobiomu (głównie przy chemioterapii)

- wzmacnianie układu odpornościowego,

- łagodzenie stanu zapalnego i stresu oksydacyjnego

- osiągnięcie równowagi hormonalnej

- wyrównanie poziomu stresu i biorytmów,

- poprawa stanu mentalnego i emocjonalnego.

Strategia powinna zawierać:

  1. Ocenę elementów, które mogły się przyczynić do rozwoju choroby

- sprawdzanie poziomu glukozy /insuliny/hemoglobina glikowana.

Hiperglikemia poposiłkowa, a więc duże stężenie wolnej glukozy we krwi, wpływa w sposób znaczący na wzrost i proliferację komórek nowotworowych. Sprzyja powstawaniu wielu zmian me- tabolicznych, tak na poziomie komórkowym, jak i tkankowym organizmu. Przewlekła hiperglikemia poposiłkowa, występująca w cukrzycy typu 2, dodatkowo potęguje wszystkie te zmiany. (źródło)

- mutacja MTHFR ; gen odpowiadający za metylację, zwiększa ryzyko zachorowania na raka piersi, spowalnia procesy metylacji, zdolność organizmu do wytwarzania przeciwutleniaczy,

- genetyczne predyspozycje

- poziom hormonów płciowych, przyjmowanie leków antykoncepcyjnych

- zamieszkanie obecne i wcześniejsze (kontakt z toksynami)

- alkohol (częściej niż 2-3x w tyg), papierosy (stały, bierny palacz), złe nawyki żywieniowe,

- inne choroby

- stan mikrobiomu jelit.

  1. Zmiana żywienia i stylu życia.

Każdy organizm wymaga pożywienia umożliwiającego wytwarzanie energii niezbędnej do życia i rozmnażania się. Pokarm jest paliwem, który pozwala organizmom funkcjonować. Cała energia, instrukcje genetyczne oraz materiały strukturalne i regulujące obszary ludzkiego organizmu pochodzą ze składników odżywczych. Krótko mówiąc, jedzenie i pozyskiwane z niego składniki odżywcze są niezbędne do podtrzymania zdrowia i życia.

Najwięksi wrogowie zdrowia to: przetworzone produkty zbożowe, cukier, napoje gazowane, konserwanty, dodatki do żywności, tłuszcze trans, syrop glukozowo-fruktozowy, oleje syntetyczne, utwardzane, GMO (kukurudza), herbicydy, śmieciowe jedzenie.

Najczęstszą przyczyną nowotworów piersi ma dieta zachodnia, nadmierne spożycie tłuszczów zwierzęcych (niewłaściwa obróbka), wysokie spożycie mięsa przetworzonego, niskie spożycie świeżych warzyw i owoców

Dodatkowo kluczowe w trakcie leczenia nowotworu piersi jest utrzymanie prawidłowej masy ciała (zarówno niedowaga jak i nadwaga będą działały negatywnie (źródło).

Na co zwracamy uwagę w diecie:

  • Regularność posiłków, w celu stabilizacji gospodarki glikemicznej. Co minimum 3-4h.
  • Tolerancja węglowodanów- odpowiednio dobrana strategia ilości źródeł węglowodanów do danego posiłku, dopasowana aktywność fizyczna
  • Kiszonki, warzywa organiczne (rolnik), kiełki ( własna kiełkownica), szpik kostny, podroby, zdrowe tłuszcze,
  • Ciemnozielone warzywa mogą wpływać na regulację genetyczną poprzez procesy zmian epigenetycznych, takie jak metylacja,
  • Foliany, wit B12, zawarte w herbacie polifenole, czy warzywa kapustne, wskazują właściwości przeciwnowotworowe wynikające z ich wpływu na DNA(źródło)
  • Jeśli u danej osoby występuje mutacja MTHFR lub w pożywieniu występowały małe ilości folianów, efektywność metylacji może być zmniejszona o 40-70%
  • FOLIANY , czyli rozpuszczalna w wodzie forma wit B9, oprócz metabolizmu, biorą udział w wytwarzaniu czerwonych krwinek. Badania epidemiologiczne pokazują związek niedoborów folianów z hipometylacją DNA i zwiększonym ryzykiem nowotworu piersi i ogólnym wzrostem ryzyka zapadalności na nowotwory (źródło)
  • Najbogatsze źródła folianów: szpinak, kapusta chińska, sałata rzymska, szparagi, kapusta, liście rzepy, wątróbka gęsi i kaczki, komosa piżmowa (warta uwagi, można stosować jak kolendrę w potrawach)
  • Dieta powinna opierać się na tłuszczach rybich, roślinnych zawierających omega 3, które wykazują działanie hamujące kancerogenezę (źródło)
  • Zadbać o dadatkową suplementację Omega 3 (np. TA)
  • 3-4 porcji warzyw i owoców bogatych w błonnik pokarmowy i antyoksydanty (porcja – ok 2 szklanki) (źródło 1, 2)
  • Zwracamy uwagę na indeks glikemiczny posiłków. Badania potwierdzają związek pomiędzy dietą o wysokim indeksie glikemicznym, a częstotliwością występowania nowotworu piersi. Jest to związane z podwyższonym stężeniem insuliny, która stymuluje insulinooporny czynnik wzrostu 1 (IGF-1), może wpływać to na wzrost guza nowotworowego  (źródło)
  • Spożywanie selenu jest uznawane za główny epigenetyczny przełącznik regulujący mutację BRCA (źródło) . Selen jest niezbędny do syntezy glutationu, silnego przeciwutleniacza. Jego niski poziom często jest wiązany z pojawieniem się raka. Główne źródła: Orzechy brazylijskie, krewetki, szparagi, grzyby shiitake, tuńczyk.
  • Cynk – prawidłowy rozwój neutrofili, oraz pozytywnie wpływa na gospodarkę węglowodanową i insulinowrażliwość. Główne źródła: ostrygi, wołowina, ryby, skorupiaki. Można dodatkowo suplementować, np TYM produktem. Uwaga cynk konkuruje z miedzią. A wysoki poziom miedzi sprzyja nowotworom złośliwym.
  • Rzepa, rzeżucha ogrodowa i kapustne- ze względu na korzystny wpływ na gospodarkę estrogenową
  • Potrzebne jest pełnowartościowe białko, warto sięgać po różne źródła, zarówno zwierzęce jak i roślinne, potrzebne jest do odpowiedniego działania układu odpornościowego, zapobieganiu i przeciwdziałaniu kacheksji- utracie tkanki mięśniowej, czy spadku masy ciała, jednak JAKOŚĆ i ILOŚĆ mają bardzo duże znaczenie. Mięso najwyższej jakości pochodzi od zwierząt karmionych  trawą, wolno pasących się, albo dzikich. Ekologiczne jaja, mięso dzikich ryb. Unikamy mięsa masowo hodowanego i karmionego przetworzoną karmą. Unikamy przetworzonego mięsa typu wędliny z konserwantami. Mam na myśli wszystkie wędliny, kiełbasy, parówki, gotowe burgery i tym podobne. Dowody na to, że takie produkty robią nam dużą krzywdę, zwiększając ryzyko chorób serca, nowotworów i cukrzycy są bardzo silne (źródła 1,2) Natomiast wyeliminowanie ich z diety jest stosunkowo łatwe. Wybieramy dobrej jakości produkty mięsne! Dbamy o temperaturę przyrządzania mięsa. Wybierajmy dłuższą obróbkę w niższej temperaturze (np. wolnowar, pieczenie, duszenie). Unikamy smażenia i traktowania mięsa bardzo wysokimi temp., np. powyżej 180 stopni. Warto wiedzieć, że w restauracjach mięso z reguły jest przyrządzane w temp. Ok 200 stopni, przez co wydzielają się związki mające wpływ na nasze DNA np. HA i PAH, lub AGE. Można również wstępnie podsmażyć mięsko na zdrowym tłuszczu np. oliwie, oleju z awokado, a potem dusić go w szczelnie zamkniętym naczyniu, na kuchence lub w piekarniku, ta metoda daje większy smak i soczystość dla mięska.
  • Dodawanie ziół typu ROZMARYN ma duże znaczenie, może znosić kancerogenny wpływ wcześniej wspomnianych związków.
  • Bardzo ważne są witaminy B12 i B6, które odpowiadają za metylację. Do tego betaina, cholina i metionina – główne składniki procesów metylacyjnych. Objadamy się produktami dostarczającymi grupy metylowe lub suplementujemy odpowiednią formę zmetylowanych wit B.
  • Witaminy B12 nie ma w roślinach. Głownie znajdziemy ją w wątrobie, jajach, rybach. W produktach sfermentowanych jest jej bardzo mało.
  • Betaina: burak, komosa biała (silne działanie przeciwzapalne), szpinak
  • Cholina: krewetki, przegrzebki, indyki, kurczaki z wolnego wybiegu, jaja
  • Uważamy na wzbogacane kwasem foliowym pieczywo.
  • Warto spożywać również jaja przepiórcze, indycze i gęsie. Jaja najczęściej gotujemy na miękko lub w koszulce.
  • Podroby – witaminy z gr B, wit A (80% zapotrzebowania w obie witaminy!, kurczak zaledwie 30%). - Serca są bogatym źródłem koenzymu Q10.
  • Rośliny z fitoskładnikami:

KAPUSTNE – izocyjaniny, zawierające siarkę. Sulforafan, jedna z form, zmniejsza ryzyko uszkodzeń genetycznych w wyniku z pestycydami. Brokuły, kiełki brokułów. Warto jeść 2-3 porcje po ok pół szklanki kapustnych/ dziennie.

Beta-kryptoksantyna – karetonoid- występuje w czerwonej papryce. Ale tu uwaga kupujemy tylko ekologiczną! Wykryto w paprykach największą ilość pestycydów (warto śledzić non profit Environmental Working Group, który przedstawia co roku listę najbardziej zanieczyszczonych pestycydami roślin). Inne warzywo zanieczyszczone to sałata rzymska.

- skórka cytryny (zest) – limonen, zawarty w skórce, o działaniu przeciwrakowym (7)

  • zmniejszenie konsumpcji cukru,

Jest to składnik diety, który wymaga monitorowania i pilnowania, by nie zjadać go w zbyt dużej ilości. Tak, cukier „karmi” komórki nowotworowe,  jak i nasze każde inne komórki. Najważniejsza jest ilość tego cukru! Nie chodzi o to by od razu ucinać go całkowicie. Należy natomiast ograniczyć biały cukier jak i rafinowane źródła węglowodanów typu jasne pieczywo i makaron oraz biały ryż. Spożywanie naturalnego cukru w takich produktach jak owoce jest bezpieczne, ale jemy je z rozsądkiem i patrzymy na ładunek glikemiczny.

Na 100g:

10 g lub więcej – oznacza wysoką zawartość cukru,
Pomiędzy 2 g a 10 g – średnią,
2 g lub mniej to produkt o niskiej zawartości cukru

  • Czym słodzić:

Stewia – jest najbardziej bezpieczna

Poliole- erytrol, ksylitol, ale uważamy by nie pochodziły z Chin, gdzie z reguły są tworzone poprzez GMO kukurydzę!

Cukier kokosowy, miód- z umiarem

Uważamy na słodziki sztuczne jak aspartam, sukraloza, nawet agawę- nie używamy. CUKIER BIAŁY eliminujemy.

  • Zwracaj uwagę na "E"

Substancje, które wg wytycznych UE można dodawać w procesie produkcji do produktów żywnościowych podzielono na grupy wg pełnionych przez nie funkcji. Warto tę listę zapamiętać, albo zapisać ją sobie w telefonie, aby zawsze mieć ją pod ręką:

  • Barwniki– od E-100 do E-199
    • Konserwanty– od E-200 do E-299 UNIKAMY!!!!!
    • Przeciwutleniacze – E-300 do E-399
    • Stabilizatory, zagęszczacze, emulgatory – od E-400 do E-499
    • Pozostałe – powyżej E-500

Jak widać, wiele substancji dodatkowych ma swój numer identyfikacyjny.
Np. E-621 oznacza glutaminian sodu; a E-951 to aspartam.
Należy jednak pamiętać, że producent nie ma obowiązku znakować substancji dodatkowych literą „E”. Może równie dobrze podać tylko nazwę zwyczajową substancji wraz z jej funkcją, np. regulator kwasowości – kwas cytrynowy.

E 300, czyli kwas askorbinowy, znany szerzej jako witamina C.

  • UNIKAMY dodatków: tłuszczów roślinnych utwardzonych czy syropu glukozowo-fruktozowego
  • Unikamy produktów, które w składzie mają więcej niż 10 składników;)

Suplementacja:

Warto dokupić kolagen rybi 1 gatunku – który można dodawać do koktajli! Polecam TEN.

- mniszek lekarski – wspomaga trawienie i detoksykację

- probiotyki ! niestety chemioterapia niszczy najważniejsze bakterie, biorące udział w metabolizmie pokarmu

- witamina C – acerola, brokuły, czerwona papryka, dzika róża, brukselka, dbamy o nią z pożywienia, oraz po części w suplementacji doustnej,

- mimetyki insuliny jak Gymnema sylvestre

Żywienie w trakcie chemioterapii:

Przy leczeniu chorób nowotworowych za pomocą chemioterapii mogą wystąpić zaburzenia w obrębie przewodu pokarmowego, neutropeniczne zapalenie jelit oraz nudności i wymioty.

Pacjenci bardzo różnie reagują na przyjmowane pokarmy – u większości można kontynuować żywienie doustne.

Kiedy występują biegunki- wskazane są gotowane warzywa korzeniowe, jajka na twardo, chude mięso, sok z marchwi, doustne podawanie wody i elektrolitów.

Przy zaparciach- dieta wysokobłonnikowa, oraz dbanie o nawodnienie.

W trakcie terapii mogą pojawić się nietolerancje pokarmowe, np. laktozy, w wyniku upośledzenia funkcji błony śluzowek jelita, co skutkuje niedoborem wytwarzania laktazy. Zaleca się wówczas dietę bezlaktozową .

Nowotwory nie są wskazaniem do diety bezglutenowej, z wyjątkiem pacjentów ze zdiagnozowaną celiakią, czy nadwrażliwością na gluten. Dietę bezglutenową włącza się jedynie u pacjentów z ciężkim popromiennym zapaleniem jelita po stosowaniu chemioterapii, najczęściej obserwuje się poprawę pracy jelit. Brakuje jednak badań naukowych wskazujących na pozytywne działanie eliminacji glutenu w tej grupie pacjentów (źródło).

Nadrzędnym celem dietoterapii jest poprawa jakości życia pacjenta oraz jego rodziny.

Niezależnie czy tyczy się to przypadku z nowotworem złośliwym, czy każdej innej osoby. W drodze do zdrowia musimy zadbać o 3 istotne rzeczy: Pokarm, wodę i „energię”.

- zdrowe pożywienie,

- niezbędną wodę

- warunki emocjonalne zapewniające organizmowi przepływ energii 🙂

Zadbanie o duszę, ciało, umysł; nowotwór to często pochodna relacji ciała i umysłu ze środowiskiem.

Doświadczenie choroby nowotworowej to sytuacja, która diametralnie zmienia tryb życia osoby chorej i jej najbliższych. Choroba wysuwa się na pierwszy plan w funkcjonowaniu, powoduje wiele ograniczeń, m.in. w zakresie potrzeb biologicznych (np. snu, odżywiania, seksualnych), psychicznych i społecznych (np. kontaktu z innymi, poczucia własnej wartości), ale także w obrębie układu wartości i celów, którymi kierował się pacjent przed zachorowaniem, a których realizacja staje się utrudniona lub uniemożliwiona. Bardzo ważne jest wsparcie osoby chorej i pomoc w nietraceniu nadziei.

Pozytywne myśli mogą zmienić ekspresję genów, co zostało udowodnione naukowo! Osoby z rakiem, które intensywnie myślały o tym, że ich komórki odpornościowe niszczą nowotwór miały znacznie lepsze wyniki badań. Niestety nasz mózg ma także zdolność do negatywnej plastyczności – im dłużej myślimy o czymś w negatywny sposób – tym bardziej ta myśl utrwala się w naszej głowie – i staje się prawdziwa.

Bardzo pomocne są afirmacje. Louise Hay specjalizująca się w psychosomatyce, rakowi przypisuje długotrwałą, tłumioną, noszoną w sobie nienawiść, nieszanowanie siebie (kosztem innych), nie kochanie siebie. Osobom z nowotworami złośliwymi poleca taką afirmację:

"Z miłością wybaczam i uwalniam się od całej przeszłości. Postanawiam wypełnić mój świat radością. Kocham i akceptuję siebie".

Trafiłam na cytat z książki „Nasze piekła”, gdzie autorka, Zofia Stigler, podsumowuje chorobę słowami:„Zauważyłam, że każdy człowiek zajmuje wobec swojej choroby zupełnie inną postawę [...] Niektórzy, jak na przykład ja, na początku rozpaczają, płaczą, wszystkiego się boją, po czym osiągają okres uspokojenia i pogodzenia się z losem. W tym właśnie okresie występują dwie odmienne postawy: albo abnegacja i rezygnacja, albo mobilizacja sił do przezwyciężenia choroby. Pierwsza postawa może być bardzo niebezpieczna, druga okazuje się w rezultacie zbawieniem”.

 

 

 

 

Bibliografia:

  1. Wojciechowska, J. Didkowska, W. Zatoński, Nowotwory złośliwe w Polsce w 2010 roku, Warszawa 2012; W. T. Olszewski, Badania przesiewowe w kierunku nowotworów, w: Onkologia kliniczna, t. 1, red. M. Krzakowski, Warszawa 2006, s. 53–54.
  2. Goździcka-Józefiak A, Bobowicz MA, Kędzia H. Geny a nowot- wory. W: Genetyka molekularna i biochemia wybranych chorób u ludzi. UAM, Poznań 2001.
  3. Lakhani S, Ellis I, Schnitt S, et al. WHO classification of tumours of the breast. 4th ed. IARC Press, Lyon 2012.
  4. Nowaczyk M. Rak piersi u kobiet. Krajowy Rejestr Nowotworów. .
  5. Custódio ID, Marinho Ed, Gontijo CA, et al. Impact of chemo- therapy on diet and nutritional status of women with breast can- cer: a prospective study. PLoS One. 2016; 11(6): e0157113, doi: 10.1371/journal.pone.0157113, indexed in Pubmed: 27310615.
  6. Biela A, Pacholska-Bogacka J. Nowotwory hormonozależne u ko- biet. Nowa Med. 2012; 4: 76–81.
  7. https://www.ncbi.nlm.nih.gov/pubmed/9255590

Artykuł Żywienie i suplementacja przy nowotworze złośliwym piersi pochodzi z serwisu Blog Muscle-Zone.

]]>
https://www.muscle-zone.pl/blog/zywienie-i-suplementacja-przy-nowotworze-zlosliwym-piersi/feed/ 1
Stres u kobiet i jego wpływ na hormony płciowe (wpływ sportu, zaburzenia miesiączkowania, niskie libido) https://www.muscle-zone.pl/blog/stres-u-kobiet-i-jego-wplyw-na-hormony-plciowe-wplyw-sportu-zaburzenia-miesiaczkowania-niskie-libido/ https://www.muscle-zone.pl/blog/stres-u-kobiet-i-jego-wplyw-na-hormony-plciowe-wplyw-sportu-zaburzenia-miesiaczkowania-niskie-libido/#comments Mon, 25 May 2020 14:43:02 +0000 https://www.muscle-zone.pl/blog/?p=24018 Najczęstszą przyczyną rozregulowanego cyklu menstruacyjnego, reprodukcji lub zaniku miesiączki jest stres. Bardzo ważne jest w tym wszystkim jaki jest czas...

Artykuł Stres u kobiet i jego wpływ na hormony płciowe (wpływ sportu, zaburzenia miesiączkowania, niskie libido) pochodzi z serwisu Blog Muscle-Zone.

]]>
Najczęstszą przyczyną rozregulowanego cyklu menstruacyjnego, reprodukcji lub zaniku miesiączki jest stres. Bardzo ważne jest w tym wszystkim jaki jest czas trwania stresora i jego rodzaj. Kiedy jesteśmy zestresowani nasz układ rozrodczy zostaje zablokowany (zaburzenia na osi podwzgórze- przysadka – jajniki). Cykl miesiączkowy rozregulowuje się, spada zainteresowanie seksem, zresztą jak i u mężczyzn- do tego u nich trudniej o erekcję, co powoduje jeszcze większy stres (lęk napędza lęk).

Jednak nie ma co ukrywać, kobiecy układ jest nieco bardziej skomplikowany. Magiczny, już na etapie podwzgórza, bo znacznie wrażliwszy na silne emocje. Do tego, żeby było śmieszniej, dużo komplikują hormony androgenne, czyli te „męskie”, których i tak mamy tylko 5% w porównaniu z płcią przeciwną.

Najczęstsze stresory wpływające na brak miesiączki to:

  • Czynniki stresujące psychiczne lub fizyczne; trauma, bądź operacja,
  • niska masa ciała i gwałtowne redukcje (również jest to stres fizjologiczny),
  • zbyt intensywny wysiłek fizyczny (stres fizjologiczny, liczne badania na sportsmenkach),
  • choroby (patrz niżej).

Jak to wszystko działa?

Podwzgórze produkuje hormon GnRH - skrót od Gonadotropin-Releasing-(gonadoliberyna), który pobudza naszą przysadkę do produkcji hormonów LH (hormon luteizujący) i FSH (folikulotropowy, od ang follice- pęcherzyk jajnikowy). FSH stymuluje jajniki do uwalniania jajeczek, LH – jajniki do produkcji estrogenu. W pierwszej połowie cyklu – fazie folikularnej, GnRH, LH i FSH, estrogen rosną, osiągając najwyższy poziom podczas owulacji. Rozpoczyna się faza lutealna. W ciałku żółtym powstaje progesteron, stymuluje ściany macicy do przygotowania się do zagnieżdżenia zapłodnionego tuż po owulacji jajeczka.

Bardzo często przy stresie (fizycznym, ale nie tylko, bo zostałyśmy przez naturę obdarowane bardzo dużą wrażliwością) GnRH spada, a tym samym LH i FSH, co ma wpływ na poziom estradiolu i progesteronu, bo w trakcie silnego stresu jako pierwszy aktywizuje się współczulny układ nerwowy, ktory po pewnym czasie uaktywnia układ podwzgórze-przysadka-nadnercza.U kobiet w przewlekłym stresie występuje podwyższone stężenie hormonów odpowiedzialnych za regulację czynności nadnerczy (CRH, ACTH) oraz kortyzolu. Zbyt wysoki poziom kortyzolu hamuje działanie progesteronu. Ciekawy jest fakt, że folikularna faza cyklu jest bardziej wrażliwa na stres niż lutealna.

źródło: Wikipedia

Adekwatnie u mężczyzn, stres chociażby fizjologiczny- brak snu, czy w postaci operacji, choroby, jak i zwolnienie z pracy, będzie się objawiało analogicznie niższym testosteronem. Pewnie wiele osób zdziwi się, jak napiszę, że głównym sprawcą blokowania podwzgórzowego hormonu GnRH pobudzającego przysadkę do produkcji hormonów stymulujących narządy rozrodcze, są endorfiny. Jak to możliwe? Są one odpowiedzią organizmu na ból, hamują receptory bólowe. To dlatego ultramaratoniści doświadczają po pewnym czasie biegu tzw. euforii biegacza. Niby sport to zdrowie, ale jak jesteśmy już przy tym temacie aktywności fizycznej, warto wspomnieć, że kobiety nadmiernie uprawiające sport, często mające wysokie stężenia glikokortykoidów we krwi oraz posiadają dysfunkcje układu rozrodczego. To, ze wydzielane podczas nadmiernych ćwiczeń beta endorfiny mają wpływ na hormony płciowe, pokazuje ciekawe badanie  na biegaczce, która nie miała miesiączki i posiadała niski poziom LH. Po podaniu jej leku naloxone, które blokuje produkcję endorfin, zaczął się jej podwyższać poziom LH.

Badań na temat wpływu forsującej organizm aktywności wśród sportsmenek jest wiele. Również wśród młodych dziewczynek, uprawiających zawodowo sport, które dojrzewają  później niż rówieśniczki (m.in. badanie na młodych baletnicach, Warren 1980).

Androgeny

W krwiobiegu kobiet znajduje się jak już wspomniałam pewna niewielka, względem mężczyzn, ilość hormonów androgennych, jak chociażby androstendion. Enzym pochodzący z komórek tłuszczowych, z reguły i tak przekształca je w estrogen. Ale co się dzieje, gdy tej tkanki tłuszczowej jest mniej (redukcja, głodowanie)? Jest oczywiście mniej estrogenu (uwaga przy przewlekłym stresie i niskich estrogenach na niski poziom wapnia), a wzrasta liczba androgenów. Taka sytuacja jest obserwowana w wielu przypadkach u osób z  zaburzeniami odżywiania lub sportsmenek, jest to oczywiście nie jedyny powód rozregulowania hormonów płciowych, ponieważ w momencie przybrania masy ciała, nie od razu cykl miesiączkowy powraca do normy. Oczywiście ważne jest też tu dotarcie i poradzenie sobie ze stresorem psychologicznym, w którym utrata wagi będzie tylko nasilać problem. Osoby z zaburzeniami odżywiania typu jadłowstręt czy bulimia, są dość szczególnym przypadkiem, ponieważ nie rzadko tracą one cykl rozrodczy zanim jeszcze dojdzie do istotnej utraty masy ciała!

Prolaktyna

Wraz ze stresem przysadka uwalnia hormon- prolaktynę, która skutecznie tłumi funkcje rozrodcze. To hormon luteotropowy, który ma za zadanie stymulowania produkcji mleka. Jeśli jednak poza ciążą obserwujemy nadmiar tego hormonu w organizmie kobiety to sygnał, że doszło do jakiś zaburzeń na przykład funkcji metabolicznych, reprodukcyjnych czy immunologicznych. Bardzo często również w wyniku stresu.

Prolaktyna koliduje z progesteronem (zakłóca to dojrzewanie ścian macicy), ale również zmniejsza ona wrażliwość na GnRH. Przy czym jak pamiętacie jednocześnie działają niekorzystnie endorfiny na GnRH. Do tego wszystkiego glikokortykoidy wpływają negatywnie na jajniki (u mężczyzn – na jądra), przez co są mniej wrażliwe na LH. Mamy zatem już obniżone: LH, FSH i estrogeny- w efekcie cykl staje się wydłużony (faza folikularna) i jest mniejsza szansa na jajeczkowanie. Może dojść do zatrzymania owulacji i wtórnego braku miesiączki. Dlatego często się mówi, że karmienie piersią jest najlepszą antykoncepcją, bo wtedy dochodzi do wysokiej produkcji prolaktyny i tłumienia estrogenu i progesteronu.

LIBIDO

Genitalia, a nawet mózg mają liczne receptory estrogenowe. Pod wpływem tego hormonu narządy stają się bardziej wrażliwe na dotyk. W mózgu - pojawiają się dzięki niemu sprośne myśli :D. Dlatego niski poziom hormonów płciowych takich jak estrogen wpływa znacząco na libido. Oczywiście mają tu też wpływ czynniki interpersonalne.

Bardzo ciekawe jest to, że po usunięciu nadnerczy, obniża się poziom popędu seksualnego, za to może zostać przywrócony poprzez podawanie syntetycznych androgenów.

OBJAWY ZABURZEŃ HORMONÓW PŁCIOWYCH

Kobiety z zaburzeniami osi podwzgórze-przysadka-jajnik, często mają objawy typu:

- zaburzenia emocjonalne, stany lękowe, spadek nastroju,

- anorgazm – zaburzenie, podczas którego w czasie stosunku nie udaje się osiągnąć w ogóle, pomimo występowania typowych objawów podniecenia seksualnego

- brak miesiączki, nieregularne miesiączki

- brak lub obniżone libido,

- zaburzenia obsesyjno-kompulsywne,

- dyspareunię, dysfunkcja seksualna objawiająca się odczuwaniem bólu w czasie stosunku

- depresję

- obniżony poziom wapnia, prowadzący do osteoporozy.

Strategia

Leczenie zaburzeń miesiączkowania, które wynikają z nadmiernego stresu polega w pierwszej kolejności na wyeliminowaniu czynnika blokującego miesiączkę, czyli  obniżenia napięcia psychoemocjonalnego. Do tego należy unikać czynników wywołujących przewlekły stres, chociażby zmniejszyć wysiłek fizyczny. Jeśli terapia poznawczo-behawioralna nie przynosi oczekiwanych efektów, trzeba nierzadko włączyć leczenie i zastosować terapię hormonalną estroprogestagenami lub poszukać innych przyczyn, tj.: endometrioza, zespół policystycznych jajników (PCOS), niewydolność ciałka żółtego, guzy w okolicy podwzgórzowo-przysadkowej, pierwotna niewydolność jajników, niedoczynność i nadczynność tarczycy, choroby weneryczne, nowotwory narządów rodnych. JEDNAKŻE

Jeśli powodem zaniku miesiączki lub nierównowagi hormonalnej jest za niska tkanka tłuszczowa, należy z reguły zwiększyć dostępność energii, by w następstwie wzrosła masa ciała (bierzemy pod uwagę kalorycznosć oraz ilość wysiłku fizycznego). W większości przypadków właśnie ten czynnik pomaga w regulacji zaburzeń cyklu, o ile nie występuje inny blokujący- na podłożu psychicznym. Bardzo fajne badanie pokazuje w jakim czasie u dwóch grup kobiet wraca miesiączka po zwiększeniu podaży kalorycznej. Najczęściej, z czasem, przy odpowiedniej diecie oraz suplementacji, powraca równowaga hormonalna. Pamiętajmy jednak, że występowanie lub powrót krwawienia menstruacyjnego niekoniecznie oznacza na początku, iż nie ma zaburzeń miesiączkowania. Szczególnie gdy cykl jest skrócony (bezowulacyjne cykle) lub wydłużony.

Możemy dopomóc sobie w walce ze stresem i przywróceniu homeostazy, zarówno suplementacją, jak i pewnymi technikami relaksacyjnymi, takimi jak joga, medytacja, modlitwa duchowa, czas spędzony na łonie natury, itp.

Warte uwagi są produkty jak:

Adaptogen L-theanina + inozytol

  • Łagodzi lęk i niepokój/może działać pobudzająco brana w ciągu dnia (np. łącząc z kawą/kofeiną)
  • Wspiera funkcjonowanie mózgu, w tym koncentracje, ale też na noc uspokaja
  • Działa ochronnie na serce i naczynia krwionośne (!)
  • Jest potężnym antyoksydantem!
  • Wsparcie podczas walki z rozregulowaniem hormonów płciowych
  • Poprawia jakość snu

W połączeniu z inozytolem:

  • Wsparcie zdrowia psychicznego
    Największe korzyści z działania inozytolu notuje się na polu zdrowia psychicznego. Ma on zdolność do redukcji ataków paniki, stanów lękowych, wahań nastroju, zwiększa tolerancję stresu oraz działa antydepresyjnie. Jego działanie jest na tyle silne, że z powodzeniem wykorzystywany jest jako wsparcie terapii w przypadłościach takich jak zaburzenia obsesyjno-kompulsyjne, zespół stresu pourazowego, przewlekły stres. Stanowi również wsparcie dla kobiet zmagających się z zespołem napięcia przedmiesiączkowego, znacznie łagodząc jego objawy.
  • Regulacja poziomu cukru we krwi!
    Inozytol stanowi prekursor cząsteczek sygnalizacyjnych, wpływających na aktywność receptorów insulinowych. W ten sposób, wykazuje zdolność do regulowania poziomu cukru we krwi poprzez regulację wychwytu glukozy na poziomie komórkowym. Stymuluje również procesy metaboliczne węglowodanów w ustroju.

Cordyceps - Preparat adaptogenny, przeciwstresowy. Korzystnie wpływa na funkcje układu odpornościowego i gospodarkę glukozową. Jest rekomendowany zwłaszcza osobom narażonym na intensywny wysiłek fizyczny albo umysłowy, dobrze sprawdza się w przypadku przemęczenia i spadku sił witalnych. Maczużnik chiński, bo tak naprawdę się nazywa, to gatunek grzyba, naturalnie spotykanego w rejonach Nepalu i Tybetu. Od wieków jest on stosowany w chińskim ziołolecznictwie, glównie w terapii dysfunkcji seksualnych i w przypadku obniżenia popędu płciowego. Korzystnie wpływa na poziom libido, problem z suchością pochwy i sprawność seksualną. Ale uwaga tu u kobiet z wysokimi androgenami, hirsutyzmem, pcos.

NNKT

witaminy z grupy B, donory grup metylowych

laktoferyna, wspomaga działanie układu immunologicznego, chroni mikroflorę jelitową, występuje w mleku matki. Szklanka mleka zawiera około 25 – 75 mg laktoferyny, czyli ilość podobną do tej, która znajduje się w większości suplementów diety. Niestety te białko jest wrażliwe na wysoką temperaturę i podczas sterylizacji w procesie UHT, ulega całkowitej denaturacji, co powoduje znaczne ograniczenie zdolności do wiązania różnych szczepów bakterii. Dieta osób dorosłych zawiera niestety znikome ilości tego składnika.

probiotyki - np Sanprobi Stress

magnez, cynk, wit C - głównie przy zaburzeniach lękowych

dbajmy też o niski ładunek glikemiczny.

To jak bardzo stres wpływa na naszą gospodarkę hormonalną, pokazuje często przytaczany przykład z holokaustu (zależało mi tu o pokazanie przykładu w ekstremum stresu), gdzie 54% kobiet straciło miesiączki, w tym większość zanim nawet doświadczyła głodu, znacznego obniżenia tkanki tłuszczowej, czy terroru psychicznego. Tą informację jednak pozostawiam tu również dlatego, bo pozostałe 46% kobiet, pomimo takich samych warunków, miało w dalszym ciągu miesiączki. Fakt ten pokazuje mimo wszystko (i mam nadzieję, że nie odbierzecie tego jako daleko idące w kosmos wnioski), że rozmnażanie jest jednym z najsilniejszych procesów biologicznych na Ziemi i nasze organizmy, zwłaszcza przy naszych chęciach, będą dążyć do równowagi, by jednak podtrzymać nasz gatunek. Także jeśli tylko zadbamy o nasze psyche, dobrą racjonalną dietę, wierzę, że uda się każdej osobie dojść do pożądanej równowagi. Mam nadzieję, że ta dzisiejsza biochemiczna (starałam się by była uproszczona) droga, pozwoliła Wam poznać siebie jeszcze bardziej.

Pamiętajcie, że każda/y z Was jest piękna/y, wyjątkowa/y i warto czasami sobie wyjechać gdzieś w naturkę, odpocząć i znaleźć czas, by spojrzeć na swoje życie z boku i pomyśleć, czy jesteśmy szczęśliwi, czy nie za bardzo przejmujemy się rzeczami , które nie są tego warte, a mogą zaburzać działanie naszego organizmu. Czy może powszechne zjawisko powierzchowności i związany z tym stres ( moda na piękne idealne ciało) nie zabrało nam kontroli nad naszymi myślami. Zdarzenia stresowe wpływają nie tylko na hormony płciowe, nadnerczowe, ale również na hormony odpowiadające za apetyt. Stres zmienia wzorce żywienia, może powodować wzmożony apetyt (hiperfagię) lub jego brak (hipofagia). A największym problemem dzisiejszych czasów jest nasza skłonność do przeżywania wielokrotnie podczas dnia licznych okresowych stresorów psychologicznych, w postrzeganiu za dużej ilości stresorów, niż ich rzeczywista ilość, a także potęgowanie małych przeszkód do rangi poważnych problemów. Ważne jest wówczas "samouleczanie" emocjonalne, ale o tym i o działaniu stresu na wzorce żywienia napiszę już w kolejnym artykule.

Buziaki <3

Karolina Kocięda

dietetyk

ig: karolakocieda

P.S. Chciałabym Wam też przypomnieć przy okazji mój artykuł o Miłości, seksie i neuroprzekaźnikach , 

gdzie dodatkowo poczytacie co wpływa na lepszy popęd seksualny. A przy okazji przypominam jak ważne jest w tym wszystkim by nasz układ przywspółczulny wtedy pracował , który odpowiada za spokój, relaks i .. ukrwienie penisa.  Utrzymanie przywspółczulnego układu jak najdłużej , powstrzymuje mężczyznę od "dojścia". Jeśli mężczyzna czuje, że zbliża się do końca, głęboki oddech wpływa na przełączenie się na układ przywspółczulny z parasympatycznego (rozszerzenie klatki piersiowej). (Pamiętacie układy współczulny i przywspółczulny nigdy nie działają razem, a jeden działa przy stresie, a drugi relaksie, trawieniu etc.) Stres- nie pozwala wejść w przywspółczulny tryb, który powoduje erekcję lub nagły stres podczas seksu może spowodować przedwczesny wytrysk. W większości przypadków problemy z impotencją pojawiają się właśnie ze względu na nadmierną ilość stresorów. A brak erekcji dodatkowo potęguje uczucie stresu, co tworzy zamknięte koło.

P.S. 2 Na kod KAROLA05 macie rabat 7% na wszystkie produkty muscle-zone.pl

Gospodarka hormonalna kobiet to bardzo złożony cykl zachodzących procesów, jeśli chcesz poznać ją od podszewki, poznać przemiany zachodzące w układzie ciele kobiet za sprawą nieprawidłowości hormonalnych to zapraszamy na webinar - Gospodarka hormonalna kobiety.

Artykuł Stres u kobiet i jego wpływ na hormony płciowe (wpływ sportu, zaburzenia miesiączkowania, niskie libido) pochodzi z serwisu Blog Muscle-Zone.

]]>
https://www.muscle-zone.pl/blog/stres-u-kobiet-i-jego-wplyw-na-hormony-plciowe-wplyw-sportu-zaburzenia-miesiaczkowania-niskie-libido/feed/ 3
Proteinowe białe michałki low carb – przepis https://www.muscle-zone.pl/blog/proteinowe-biale-michalki-low-carb-przepis/ https://www.muscle-zone.pl/blog/proteinowe-biale-michalki-low-carb-przepis/#respond Fri, 18 Oct 2019 15:43:37 +0000 https://www.muscle-zone.pl/blog/?p=10468   Mam dzisiaj dla Was prosty przepis bez pieczenia. Niestety robienie masy jest dla wytrwałych, bo bardzo ciężko się opanować...

Artykuł Proteinowe białe michałki low carb – przepis pochodzi z serwisu Blog Muscle-Zone.

]]>

 

Mam dzisiaj dla Was prosty przepis bez pieczenia. Niestety robienie masy jest dla wytrwałych, bo bardzo ciężko się opanować by nie podjadać jej 🙂

Przygotowanie zajmuje chwilę, najdłużej przysmak leży w zamrażarce, dlatego warto zrobić go wieczorem, na noc,  a przed podaniem wyjąć pół h wcześniej i wstawić do lodówki.

 

CO POTRZEBUJEMY:

(16 sztuk)

"Michałki":

  • czubata łyżka oleju kokosowego
  • 2 czubate łyżki masła orzechowego , polecam z orzecha laskowego <3 lub migdałowe
  • 25g posiekanych orzechów laskowych, migdałów, nerkowców (ja zakupiłam mieszankę)
  • 5 łyżek śmietanki kokosowej ( poleca Real Thai, śmietankę lub stała część mleczka z puszki, musi stać wcześniej w lodówce minimum 1 dobę!)
  • 25g odżywki białkowej, u mnie TA o smaku waniliowym
  • 5 łyżek mąki kokosowej
  • 2 łyżki ksylitolu lub innego słodzika

Biała czekolada:

gotowa biała czekoladowa wg preferencji

LUB

  • 50g tłuszczu kakaowego
  • 1 łyżka śmietanki kokosowej
  • 1 łyżka masła orzechowego
  • 2 łyżki ksylitolu (można więcej)
  • odżywka białkowa - 20g

CO ROBIMY:

  1. W rondelku rozpuść olej kokosowy z masłem orzechowym, najlepiej w kąpieli wodnej.
  2. Dodaj śmietankę kokosową, poszatkowane orzechy oraz odżywkę białkową. Wymieszaj razem.
  3. Na koniec dosyp mąkę kokosową i energicznie wymieszaj masę łyżką.
  4. Powstałą gęstą masę przelej do prostokątnej formy ( u mnie 20x14cm) pokrytej folią aluminiową lub natłuszczonym papierem do pieczenia, albo  po prostu użyj silikonowej formy. Rozprowadź masę i wstaw do zamrażalnika na ok 1 h.
  5. Wyjmij masę i pokrój ją na równe kawałki. Mi wyszło 16 sztuk.
  6. W rondelku zacznij przygotowywać białą czekoladę. Jeśli masz gotową czekoladę ze sklepu  rozpuść ją w kąpieli  wodnej i polej nią batoniki.
  7. Jeśli robisz czekoladę sam, w rondelku rozpuść tłuszcz kakaowy , dodaj pozostałe  składniki i chwilę podgrzewając zmieszaj wszystko łyżką, aż powstanie gęsta masa. Po wystygnięciu polej nią przygotowane prostokąty. Zamroź.
  8. Można jeść michałki już po 2h . Najlepiej chwilę wcześniej wyjąć je i wstawić do lodówki:)
  9. Smacznego!

Michałki bardzo dobrze komponują sie z kawą:) np proteinową latte 😀 --->>> KLIK 

Buziaki

Karola Kocięda

Artykuł Proteinowe białe michałki low carb – przepis pochodzi z serwisu Blog Muscle-Zone.

]]>
https://www.muscle-zone.pl/blog/proteinowe-biale-michalki-low-carb-przepis/feed/ 0
Zrestartuj swój metabolizm part 2 https://www.muscle-zone.pl/blog/zrestartuj-swoj-metabolizm-part-2/ https://www.muscle-zone.pl/blog/zrestartuj-swoj-metabolizm-part-2/#comments Thu, 04 Jul 2019 07:35:34 +0000 https://www.muscle-zone.pl/blog/?p=8492 W ostatnim artykule pisałam o tym, że w procesie przemiany materii uczestniczą różne hormony i gdy działają prawidłowo utrzymujemy zdrowie,...

Artykuł Zrestartuj swój metabolizm part 2 pochodzi z serwisu Blog Muscle-Zone.

]]>

W ostatnim artykule pisałam o tym, że w procesie przemiany materii uczestniczą różne hormony i gdy działają prawidłowo utrzymujemy zdrowie, utrzymujemy odpowiednią homeostazę organizmu dzięki której spalamy pobieraną energię. Mięśnie wykorzystują odpowiednią ilość cukru krążącego we krwi, insulina utrzymuje się na stałym poziomie, tarczyca pracuje tak jak powinna.

Problemy są  dopiero wtedy, gdy ta równowaga zostanie zakłócona, a zdesperowane gruczoły zaczynają produkować za mało lub za dużo hormonów. I dziś chciałabym Wam napisać o czynnikach, które mogą to spowodować, które zaburzają gospodarkę hormonalną, choć możemy nie być tego świadomi, a mogą występować w produktach, z którymi stykamy się na co dzień.

„Zakłócaczami” będziemy nazywać każdą substancję, bądź działanie, które zmienia sposób w jaki pracują nasze hormony. Mogą naśladować dany hormon, łączyć się z jego receptorem, aktywując go jakby rzeczywiście nimi były. Mogą również blokować im dostęp do receptora, lub zmieniać ilość receptorów w danej części ciała.

PLASTIK

Przykładową substancją jest chociażby BISFENOL A (BPA), substancja chemiczna, która przenika z plastykowych poliwęglanowych pojemników do znajdujących się w nich płynach. Teraz pytanie ile pojemników plastikowych, szejkerów, bidonów używacie jako kulturyści :)? . Wiemy, jaka jest odpowiedź. Dużo. A nie rzadko, jeszcze co gorsze, podgrzewamy je w mikrofali.

Bisfenol A stanowi formę syntetycznego estrogenu, co oznacza, że w organizmie człowieka może łączyć się z receptorami odpowiedzialnymi za wiązanie naturalnego estrogenu. Ze względu na to, że BPA „udaje” związek naturalny dla organizmu może być z łatwością akumulowany w tkankach , szczególnie w tkance tłuszczowej, skąd następnie jest stopniowo uwalniany.

Z wiadomych względów większość badań nad szkodliwością BPA prowadzi się na zwierzętach, jednak z wielu lat doświadczeń wynika, że to co szkodzi laboratoryjnym szczurom (zbliżonym genotypowo do ludzi) szkodzi też człowiekowi. Na podstawie badań można sporządzić pobieżną listę dolegliwości bezpośrednio związanych z obecnością BPA w organizmie, m.in.: otyłość (Elobeid, Allison, 2008), zaburzenia funkcjonowania hormonów tarczycy (Kashiwagi, et. al., 2009), zwiększone ryzyko zachorowania na raka (Soto, Sonnenschein, 2010), na raka piersi (Fernandez, Russo, 2009), prostaty  (Prins, Tang, Belmonte, Ho, 2008), insulinooporność, PCOS ,  tłumienie metylacji DNA (Bagchi, Debasis, 2010).

Sensacją stało się badanie naukowców Harvard School of Public Health w 2008 roku. Polegało ono na tym , że studenci - ochotnicy początkowo przez tydzień “oczyszczali” organizm z BPA pijąc napoje tylko z opakowań ze stali nierdzewnej. W tym czasie badano ich próbki moczu. Przez kolejny tydzień wolno im było pić zimne napoje tylko z butelek z poliwęglanu. Również analizowano w tym czasie próbki moczu.
Po analizie wyników naukowcy stwierdzili: ”Odkryliśmy, że pijąc zimne napoje z butelek zawierających BPA przez tydzień dochodzi do wzrostu stężenia BPA w moczu o 69%. Jeśli butelki byłyby podgrzewane lub myte w detergentach - jak to się dzieje w przypadku butelek, kubeczków do karmienia niemowląt - oczekiwać możemy jeszcze większego przedostawania się BPA”.

Odkąd zaczęło się ostrzegać przed BPA, wielu producentów postanowiło zarobić na tym, wypuszczając na rynek opakowania „wolne od bisfenolu” (BPA-free).
Badania finansowane przez Narodowy Instytut Zdrowia w USA opublikowane w "Environmental Health Perspectives" wykazały, że "prawie wszystkie" dostępne na rynku pojemniki, opakowania z tworzyw sztucznych, oznaczone jako BPA-free, które przetestowano, uwalniały związki o działaniu estrogennym, nawet wtedy, gdy nie były one narażone na działanie czynników sprzyjających uwalnianiu szkodliwych substancji chemicznych, takich jak ciepło kuchenki mikrofalowej, gorąca woda, para w zmywarce do naczyń, promienie ultrafioletowe słońca, tłuszcz. Według autorów badań, niektóre produkty oznaczane jako BPA-free uwalniają związki o silniejszym działaniu estrogennym niż BPA. Tylko tych związków nie zbadano jeszcze tak dokładnie jak BPA (https://ehp.niehs.nih.gov/1003220/).  Czy nie lepiej zatem podmienić pojemniki plastikowe na szklane lub ze stali nierdzewnej? Niech któraś trenująca osoba powie mi w twarz, że szklane pojemniki są cięższe :D.

We wrześniu 2009 roku, największa na świecie chemiczna baza danych (Chemical Abstracts Sernice – CAS) ogłosiła, że ma w rejestrze już 50 milionów związków chemicznych!! Nawet jeśli wydaje Ci się, że unikasz chemikaliów – możesz być w błędzie. One otaczają nas zawsze i wszędzie. Starajmy się zatem ograniczać je na tyle ile jest to możliwe.

NATURA w cywilizacji przesytu

Oczywiście są też naturalne czynniki wpływające na ilość hormonów, jak chociażby wiek. Ilość receptorów leptyny maleje nam wraz z upływającym czasem, ilość hormonów płciowych, zmniejsza się wrażliwość na insulinę, obniża się DHEA, nasz hormon młodości.

Sama aktywność fizyczna wpływa znacząco na układ hormonalny. Każdy kg mięśni spala 3x więcej kcal niż tkanka tłuszczowa, ,to przecież wiecie. Mięśnie obniżają poziom cukru i zwiększają wrażliwość na insulinę.  Trening zwiększa ilość hormonów spalających tłuszcz (hormon wzrostu, DHEA, tyroksynę).

TAK- potrzebna jest aktywność fizyczna, dla każdego bez wyjątku.

Sama natura dostarcza nam lekarstw, tyle, że my często ich nie doceniamy, a do tego często zamieniamy w truciznę. Jedną z nich są pestycydy. Co gorsza my nie tylko je dotykamy, ale i jemy.

PESTYCYDY

Naukowcy utrzymują, że pestycydy mogą w dużym stopniu przyczyniać się do rozwoju insulinooporności, innych chorób metabolicznych, czy w konsekwencji cukrzycy. Surowce wykorzystywane przez producentów żywności, które spożywamy,  często są genetycznie modyfikowane lub opryskiwane przez dziesiątki substancji zakłócających gospodarkę. Substancje te kumulują się w naszej tkance tłuszczowej i tkwią tam dziesiątki lat. Co gorsze są wykrywane już w organizmach niemowlaków! Tak samo się dzieje zresztą jeśli chodzi o zwierzęta karmione zbożami zanieczyszczonymi dioksynami, w ich mięsie, które spożywamy, a głównie w tłustych częściach znajdują się skumulowane owe substancje. Dlatego w miarę możliwości powinniśmy kupować ekologiczne mięso, najlepiej karmione trawą, choć i tam niestety znajdziemy niewielkie ilości pestycydów.

A do tego wszystkiego dochodzą  jeszcze hormony ciążowe i laktacyjne którymi faszeruje się bydło mleczne oraz antybiotyki wstrzykiwane kurczakom.

Jednym z takich siedmiu wspaniałych pestycydów występujących coraz szerzej w uprawianym jedzeniu jest herbicyd glifosat. Glifosat to jeden z głównych składników aktywnych w chwastobójczej substancji znanej jako Roundup. Jeśli ktoś jeszcze o nim nie słyszał, zapraszam do zapoznania się chociażby z TYM filmem . Okazało się, iż herbicyd Roundup, stosowany coraz częściej nawet na naszych pobliskich  trawnikach czy ogródkach,  jest bardzo szkodliwy dla środowiska oraz dla człowieka. Naukowcy podejrzewają, że preparat powoduje nieodwracalne uszkodzenia ludzkiego płodu,  zaburzenia hormonalne, uszkodzenia DNA, raka piersi. Z niewiadomych powodów dopuszczalne normy skażenia tym herbicydem oszacowano na poziomie 20 mg/kg, przy czym badania wykazały, że w roślinach i produktach paszowych stężenie jego wynosi ok. 17 mg/kg (!), czyli bliskie wartości granicznej. Glifosat jest używany w olbrzymich ilościach na świecie, głównie w USA. Monsanto, główny producent, tylko w ciągu 3 kwartałów zarobił na czysto blisko jeden miliard dolarów. W Polsce  środek od paru lat jest bardzo powszechny, ostatnio nawet w TV widziałam jakąś znaną aktorkę reklamującą ten produkt do ogródków.

Pożywienie nie jest jedynym źródłem rujnującym nasz układ hormonalny. Syntetyczne środki chemiczne otaczają nas z każdej strony. Nie wszystkie są przebadane w kierunku toksyczności czy wpływu na nasze zdrowie. Są badania, które pokazują, że przebieg zmian zachodzących w tarczycach zwierząt po styczności z dioksynami czy PCB, jest podobny do procesów i zmian, na które cierpią ludzie z hashimoto (!).  Zmiany poziomu hormonów + odbiegający od normy poziom neuroprzekaźników.  Np. tetrachlorek węgla jest powiązywany z chorobami tarczycy, a wykrywany jest czasami w wodzie. Co powiecie na nowe obserwacje ryb rzecznych i jeziornych, gdzie rybki chłopcy stają się dziewczynkami?

Czynników wpływających destrukcyjnie na nasze zdrowie jest oczywiście znacznie więcej, o czym pisałam już kilkakrotnie. Za dużo antybiotyków, papierosy, smog, za dużo pracy, za mało snu, za dużo leków. A leki to wielki biznes, gdzie firmy farmaceutyczne okazały się bardzo twórcze byśmy za bardzo nie poczuli się zdrowo;).

Czasami jednak sami sobie rujnujemy układ hormonalny na własne życzenie.

DIETA

Ludzie mając tak dużo problemów z wagą i równowagą hormonalną, zaczynają szukać pomocy wśród popularnych diet, bez wiedzy o swoim stanie zdrowia, często ograniczając całą grupę składników, jak węglowodany czy tłuszcze, co może być nierzadko dla nich szkodliwe. Szczególnie jeśli dodatkowo ograniczają znacznie podaż kaloryczną. To dlatego często się mówi chociażby, że dieta ketogeniczna (celowo nie piszę ketoza, bo wiele osób nawet nie wie, że w niej nie jest) może być zła dla kobiet, bo często praktykując ją bez odpowiedniej wiedzy, na tak sytej diecie, po prostu nie dojadają. Oczywiście podałam tu przykład bardzo skrajnej diety, to samo może występować na innej.

Ja akurat jestem zwolennikiem diet zrównoważonych, ale istnieją przypadki, z reguły choroby, gdy dieta Low Carb może przynieść najlepsze korzyści. ALE są też kondycje , takie jak problem z nadnerczami czy  ciągle wątpliwością owiane są choroby tarczycy, które mogą być przeciwwskazaniem do jej stosowania.

Ogólnie wiele osób pada w pułapki diet niskokalorycznych, poniżej 1200 kcal, gdzie nasz organizm zaczyna się zmieniać w  kanibala i zjadać własne tkanki mięśniowe, a wszystko tylko w celu zapewnienia sobie przeżycia. Spada tempo przemiany materii oraz poziom hormonów tarczycy, czasami kończy się to szybkim efektem jojo , co  jest niczym innym niż nagłym zarzuceniem spowolnionemu i osłabionemu organizmowi często ponad 2-krotnie wyższą podaż makroskładników.

Kolejną sprawą jest podtruwanie się na własną odpowiedzialność, wybierając produkty przetworzone. Ale o tym napiszę za chwilę, pod zdjęciami Wikingów (czekam na 5 sezon ;( ).

PLAN DZIAŁANIA

Wniosek nasnuwa się sam: mamy przesrane! I wydaje się kwestią czasu, że wszyscy zaczniemy chorować, czy tyć. Jesteśmy skazani na walkę, ale skoro przejrzeliśmy już na oczy, możemy zmienić sposób postępowania i przede wszystkim ustalić plan działania jak prawdziwy wojownik .

Z racji jednak, że działamy przeciwko masie ludzi, którzy nie życzą nam dobrze, nasz plan musi być systematyczny.  Jednak dzięki niemu nasz organizm na nowo nauczy się pracować, spalać tłuszcz oraz budować mięśnie.

Nie ma co się bać, na czym zależy też wielu ludziom. Osobami , które się boją, łatwiej manipulować, zresztą tak samo jak osobami uzależnionymi, chociażby od cukru ;). Trenując, dbając o zdrowie, o naszą psychikę, będziemy silni niczym Wojownicy, a ta siła przełoży się na jakość naszego życia.

Nasz plan nie jest trudny. Wystarczy, że wdrożymy poniższą taktykę:

   pozbycie się toksyn z diety i otoczenia,

  włączenie do diety gęstych odżywczo składników, naturalnych, które mają matkę, rosną na drzewie lub są hodowane na ziemi; więcej powiem o nich w kolejnej części

  zadbamy o podstawy w życiu ( pisałam o tym TU)

  oraz nauczymy się równoważyć energię pobieraną i wydalaną, zarówno mówię o tej spożywanej w pokarmie (jak liczyć zapotrzebowanie pisałam TU), jak i tej wewnętrznej, którą generują nam ludzie, nasze czyny, nasza motywacja.

Z reguły powtarzam wszystkim, by swoją energię zużywali na to co jest dla nich przyjemne i potrzebne, co pozwoli im prowadzić życie, takie jakie chcą. Energia ta musi być zrównoważona, dlatego należy ją pobierać, ale też chronić i wydatkować w odpowiedni sposób, bo wpływ ma na nasze życie, rodzinę, sytuacje intymne, a także zdrowie i hormony.

Dziś skupimy się na najważniejszym, ale też dla niektórych osób najtrudniejszym punkcie naszego planu:

ELIMINACJI

Musimy uciec od całego tego chemicznego syfu jak najdalej się da. Można zacząć od prostych kroków i przejrzeć swoją kuchnię. Pozbyć się plastikowych pudełek, zapachów do wnętrz, ale i pokarmów, które zachęcają nasz organizm do magazynowania tłuszczu:

olei uwodornionych, syropu glukozowo-fruktozowego, glutaminian sodu, margaryny, chemicznych dodatków do żywności, białego cukru, sztucznych słodzików, dietetycznych produktów, odtłuszczonych jogurtów, wyizolowanej fruktozy, zagęszczaczy, przetworzonego jedzenia i pseudo-jedzenia.

PSEUDOJEDZENIE

Ktoś  kiedyś fajnie napisał, że spożywanie pseudo-jedzenia jest jak próba porozumienia się z organizmem za pomocą bełkotu. Twoje ciało totalnie nie wie z kim ma do czynienia i co z tym zrobić, choć bardzo chce to zrozumieć. Jest zmuszony do kombinowania i tworzenia obejść, które będą się tylko nawarstwiać i stworzą chaos w Twojej biochemii (otyłość, depresja). Eliminacja takich substancji pozwoli Ci w końcu w prosty sposób komunikować się z ciałem oraz wsłuchania się w swój organizm.

ASPARTAM I GLUTAMINIAN SODU/EKSCYTOTOKSYNY

Z pseudo-jedzeniem często powiązane są sztuczne słodziki, a w tym powszechny aspartam. Aspartam (Nutra Sweet) to ekscytotoksyna, która może powodować trwałe uszkodzenie znajdującego się w mózgu ośrodka apetytu, co potwierdzają badania, a  może być to przyczyną otyłości. A im młodszy konsument, tym gorzej.

Podobnie jest z działaniem glutaminianu sodu (MSG, E621), choć niektórzy nadal uważają, że jest to zwykły środek konserwujący, co byłoby choć trochę zasadne w jego stosowaniu. Tymczasem jest to przede wszystkim tylko/aż wzmacniacz smaku, który za zadanie ma tak naprawdę nas uzależnić od danego produktu i wzbudzać chęć powrotu do niego. Nawet mówi się, że uwalnia dodatkowe  przyjemne doznania smakowe, obok pozostałych smaków: kwaśnego, słodkiego, słonego i gorzkiego. Szkoda tylko, że przy tym wszystkim zaburza równowagę chemiczną mózgu. Najbardziej wrażliwe na jego działanie jest podwzgórze, tzw. „strefa zero” dla hormonów głodu, takich jak neuropeptyd Y, o którym pisałam Wam ostatnio.

Naukowcy uważają, że MSG może odpowiadać za leptynooporność, zaburzenia hormonalne, otyłość.

SZTUCZNE DODATKI

Kolejnym produktem antyodżywczym są sztuczne dodatki i barwniki, które są kolejnym powodem obok wysoko-fruktozowych syropów (kukurydziany) i sztucznych słodzików, do unikania napoi gazowanych. Była kiedyś np głośna akcja z pewnym dużym znanym koncernem napoi, w którego składzie znaleziono znaczne ilości benzenu , substancji kancerogennej. Czynnik ten powstawał w wyniku procesu chemicznego substancji zawartych w popularnym napoju, na skutek dodawania pleśniobójczych soli benzoesanu. Oczywiście zostały one zastąpione innym „bezpieczniejszym” dodatkiem, jednak tak naprawdę, możemy nie wiedzieć ile innych mniej przebadanych substancji wchodzi w skład tego typu produktów. Naukowcy coraz częściej są pewni, że sztuczne substancje dodawane do jedzenia mieszają w naszej biochemii, nawet jeśli „zostały uznane za bezpieczne” przez FDA.

Międzynarodowa Agencja Badań nad Rakiem (IARC, z ang. International Agency for Research on Cancer) klasyfikuje BHA ( występuje też pod nazwami: anizol, butylowany hydroksy-, antioxyne B, antrancine 12, embanox, nepantiox, phenol, tenox BHA) jako możliwy czynnik rakotwórczy dla ludzi , ale mimo to występuje powszechnie w wielu produktach spożywczych jak i kosmetykach (zatwierdzone przez FDA!). Badania pokazują, że może zakłócać pracę hormonów, wpływać na płodność,  uszkadzać narządy takie jak m.in. nerki, wątrobę, tarczycą, płuca.

Podobno BHA można zastąpić wit E, więc po co podejmować takie ryzyko?

W niektórych przypadkach dodatki będą złem koniecznym, które musi być, ale możemy zawsze ograniczyć ich spożycie; będą to: maltodekstryna, kwas sorbowy, żelatyna, lecytyna, fosfaty, wanilina. Inne możemy uznać za bezpieczne: beta-karoten, alfa-tokoferol, fitosterole, kw askorbinowy, kwas mlekowy, kwas cytrynowy.

Najgorsze dodatki występują w przetworzonym mięsie. Azotan i azotyn sodu zawarte w boczku, szynce i innych wędlinach sklepowych, nadają tym produktom różowawą barwę oraz zapobiegają rozwojowi bakterii. Jednak w większości przypadków efekt ten można osiągnąć dzięki odpowiedniemu przechowywaniu, które nie zagraża naszemu życiu (polecam produkty wiejskie od sprawdzonego źródła!).

Badania niestety pokazują, że przetworzonych wędlin kupujemy bardzo dużo, a wraz z codziennym spożyciem 100g przetworzonego mięsa, bardzo szybko rośnie ryzyko raka jelita.

PRZETWORZONE PRODUKTY

Mówiąc produkty przetworzone, mam na myśli  powstałe z oczyszczonych/rafinowanych (przedłużających termin przydatności) ziaren zbóż, olejów roślinnych i z użyciem cukrów rafinowanych.

U osób, które spożywają dużo uwodornionych kw tłuszczowych - tłuszczy trans , zwiększa się ryzyko wystąpienia chorób zespołu metabolicznego, cukrzycy typu 2, chorób serca czy Alzheimera. Badania pokazują, że wystarczy jeść do 30- 60 kcal tłuszczy trans dziennie, by skutecznie sobie zniszczyć swoje zdrowie. Jak duże ryzyko jest, gdy codziennie smarujesz chleb „zdrową” ( tylko wg producenta)  margaryną i co jakiś czas dojadasz to chipsami, krakersami i ciasteczkami, nawet light.

Natomiast produkty z ziaren rafinowanych jak makarony, jasne pieczywo, płatki, są pozbawione wielu zdrowych składników odżywczych, do tego łatwo je strawić i szybko powodują gwałtowny wzrost cukru i wyrzut insuliny. Często mogą powodować szybki spadek energii, „brain fog”, węglowodanową śpiączkę, a że nie sycą – to również szybki głód. Jednym z największych wrogów naszej gospodarki hormonalnej jest kukurydza i pszenica, czyli te produkty, których dostępność w ostatnich latach „przypadkowo” bardzo się zwiększyła. Zmniejszyła się natomiast produkcja zdrowszego jęczmienia czy owsa.

Inne produkty , które możemy wyeliminować (lub ograniczyć):

- owoce z puszki, dżemy sklepowe

- nadmiar soji – izoflawonoidy to substancje naśladujące działanie estrogenów. Jeśli czerpiemy je z produktów naturalnych, organizm poradzi sobie z niewielką ich  ilością ( mówi się o porcji równej połowie filiżanki tofu ?). Jednak nadmiar może być potencjalnie niebezpieczny szczególnie dla starszych kobiet. Powinny jej unikać osoby z chorobami tarczycy i rakiem piersi. Małe spożycie nie jest problemem. Jednak należy uważać na przetworzone produkty zawierające izolowaną proteinę sojową, typu batoniki proteinowe , mleko/ser sojowy, czy sojowe zamienniki mięsa.

W Polsce podobno nie ma (jeszcze) soi GMO. Nie powinno się podawać mleka sojowego niemowlakom i małym dzieciom.

- konserwy, jedzenie z puszek (konserwanty, również BPA)

- kofeina powyżej 200-400 mg dziennie

Kofeina pobudza centralny ośrodek nerwowy, na skutek czego nasz układ hormonalny reaguje jak przy sytuacji zagrażającej życie. Ty sobie spokojnie sprawdzasz facebooka, ale Twoja trzecia kawa na biurku powoduje, że jesteś w trybie „walki lub ucieczki”. Twoje nadnercza produkują adrenalinę i noradrenalinę, wątroba uwalnia glukozę, trzustka – insulinę,  nie rzadko powoduje to spadek cukru i chęć na zjedzenie czegoś słodkiego.  Kortyzol wzrasta, a gdy stale pijesz kawę za kawą, ten stan się nie zmienia. Zbyt duże spożycie kofeiny może w efekcie doprowadzić do stałego nadmiernego pobudzania gruczołów nadnerczy i ich uszkodzenia.

Ważna jest też jakość kawy. Wyeliminuj napój, który nazywany jest kawą rozpuszczalną, a nie ma z kawą nic wspólnego. Jest to natomiast typowy produkt, który wybieramy dla wygody.

Kawa, choć w nadmiarze nie jest wskazana, posiada jednak wiele pozytywnych dla nas wartości, jak chociażby zawartość antyoksydantów –przeciwutleniaczy, które neutralizują w naszym ciele działanie wolnych rodników. W kawie rozpuszczalnej ich nie znajdziecie, jak i praktycznie samej kofeiny.  Za to w większości „kaw” rozpuszczalnych wykryto toksyczną kancerogenną substancję – ochratoksynę A. W Polsce w badaniu stężenia tej substancji  w niektórych kawach wynosiło czterokrotnie więcej niż dopuszcza norma.  Ochratoksyna  oprócz potwierdzonego działania rakotwórczego może odpowiadać za uszkodzenie układu odpornościowego, nerek, a także ma właściwości mutagenne.

 

Synergiczny efekt działania na człowieka wszystkich razem sztucznych substancji  jest jeszcze bardziej szkodliwy, a szerzenie się chorób metabolicznych, autoimmunologicznych, wraz z współwystępowaniem kilku innych zależnych czynników (np stres, czy ubogo-wartościowe i przetworzone żarcie), może być tego dowodem.

Może ta informacja Was trochę przekona do tego, że warto wspierać rolnictwo ekologiczne, które uprawia swoje produkty z poszanowaniem środowiska i naszego zdrowia, kupować lepszej jakości mięsko.

Szukajcie w sklepach (w tym także w sklepach internetowych) prawdziwych produktów rolnictwa ekologicznego posiadających odpowiednie certyfikaty .

Ten artykuł nie ma na celu straszenia czy generowania przesadności w naszych czynach, tylko myślenia oraz rodzenia świadomości co się dzieje i w miarę możliwości dokonywania wyboru co kupujemy, czy jemy. Nie chcę nikogo namawiać na zakupy w drogich sieciówkach organicznych, ale warto rozejrzeć się za lepszej jakości dostawcami, myśliwymi, rolnikami. Nie chce zadawać, zazwyczaj źle interpretowanego pytania, na ile oceniamy swoje zdrowie. Ale pomyślmy o tym, jak możemy, nawet w najprostszy sposób, ulepszyć nasze życie oraz zadbać o zdrowie przyszłych pokoleń.

Nawet sama świadomość wybierania owoców czy warzyw z kodem 5-ciocyfrowym jest już super krokiem.  Owoce i warzywa GMO są oznaczone za pomocą czterocyfrowego kodu. Organiczne warzywa do tego zawsze zaczynają się numerem 9, a modyfikowane genetycznie (GMO) -  numerem 8.

A może lepiej wydać dodatkowe pieniądze na lepszą żywność, niż później na leczenie, badania i leki ? Poza tym z różnych danych ONZ widać, że Polska góruje jako kraj UE, który marnuje żywność, a co roku wyrzucamy 2 mln ton jedzenia ! Często go nie zużywamy, bo lubimy robić hurtowe zakupy, często się psują. Może lepiej kupować mniej, a lepiej? To tylko pomysł, ale sami oceńcie jak wygląda u Was sytuacja.

Najgorzej, że my nie tylko dotykamy skażonego jedzenia, ale i go spożywamy.

Karola Kocięda

 

źródła zdjęć:

 

https://www.facebook.com/login/?next=https%3A%2F%2Fwww.facebook.com%2Fslowfoodinternational

https://nowaalchemia.blogspot.com

saferchemicals.org

 

Artykuł Zrestartuj swój metabolizm part 2 pochodzi z serwisu Blog Muscle-Zone.

]]>
https://www.muscle-zone.pl/blog/zrestartuj-swoj-metabolizm-part-2/feed/ 7
Zanim stwierdzisz, że już wszystko robiłaś, a efektów wciąż nie ma (hashimoto) https://www.muscle-zone.pl/blog/zanim-stwierdzisz-ze-juz-wszystko-robilas-a-efektow-wciaz-nie-ma-hashimoto/ https://www.muscle-zone.pl/blog/zanim-stwierdzisz-ze-juz-wszystko-robilas-a-efektow-wciaz-nie-ma-hashimoto/#comments Sun, 02 Dec 2018 17:19:08 +0000 https://www.muscle-zone.pl/blog/?p=5330 Chyba nikomu nie muszę mówić o tym, że przy leczeniu choroby hashimoto, samo zażywanie homonu t4 lub często nawet t4/t3,...

Artykuł Zanim stwierdzisz, że już wszystko robiłaś, a efektów wciąż nie ma (hashimoto) pochodzi z serwisu Blog Muscle-Zone.

]]>
Chyba nikomu nie muszę mówić o tym, że przy leczeniu choroby hashimoto, samo zażywanie homonu t4 lub często nawet t4/t3, nie jest wystarczające. Jestem zdania, że często jest to ważny pierwszy krok, by poczuć poprawę w samopoczuciu i mieć w ogóle energię i chęć wdrożenia kolejnych kroków naprawiających zdrowie.

Ja poczułam poprawę po pierwszych dwóch tygodniach, a po 1,5 miesiąca odzyskałam całkowitą "siebie" jeśli chodzi o energię i motywację do działania:). Pomimo, że mam połowę pojemności tarczycy niż przeciętna kobieta, zażywanie Letroxu 75 , odpowiednia suplementacja, uzupełnianie niedoborów, wdrożona dieta, spowodowały, że teraz odzyskałam całkowitą chęć życia, pełną koncentrację, pamięć, nie chce mi się ciągle spać, mam dużo energii, chęć trenowania, nie mam wahania nastrojów, znów jestem optymistką, znów mam ogrom siły, uwielbiam życie, ludzi, itd itd:). Wiem, że zrozumieją mnie tylko osoby, które przechodziły podobne objawy przy chorobach tarczycy. Przestałam też brać tabletki antykoncepcyjne, które UWAGA, spowodowały u mnie po tygodniu stosowania- nawrót objawów niedoczynności!!

Nareszcie powolutku podnosi się u mnie poziom ft3, co mnie bardzo cieszy, bo ft4 jest już w normie, a nie będę musiała póki co molestować endokrynolog o dodatkową suplementacje T3, choć nie mówię, że tego nie zrobię. Jeszcze chwilę poobserwuje jak u mnie zachodzi konwersja. Na razie muszę dać trochę czasu mojemu organizmowi, bo to dopiero początki mojej choroby, także ważne jest, jak przy każdej innej ciężkiej pracy prowadzącej do zamierzonego efektu,  by uzbroić się w cierpliwość. Nie wykluczam , że w przyszłości będę myślała o wprowadzeniu obu hormonów, nadal syntetycznych lub naturalnych. Chciałabym się dowiedzieć, czy w Polsce jest możliwe stosowania specjalnie komponowanych indywidualnie mieszanek t3/t4. Powoli również obserwuję obniżenie przeciwciał. Czekam na wynik rt3.

aa

To co jest ważne w leczeniu, to to, by dokładnie sprawdzić wszystkie możliwe przyczyny choroby. To, że nie widzimy od razu, albo po dłuższym czasie stosowania diety i hormonoterapii, zadowalających efektów, może być spowodowane innymi czynnikami, niż źle dobrana dawka leku, co z reguły z automatu usłyszysz od lekarza.

Ja wierzę, że można ustabilizować chorobę i  doprowadzić do tzw "remisji" wstrzymania  lub obniżenia procesu autoimmunologicznego (jednak nie wyleczenia całkowitego! ). Niestety nie u każdego. Wszystko zależy na jakim poziomie jest choroba i jakie szkody już wyrządziła. ALE na pewno można żyć nie czując się chorym i poprawić parametry zdrowotne!

Poniżej podam Wam 13 wybranych punktów, które  najczęściej przyczyniają się do braku poprawy zdrowia i samopoczucia przy chorobie hashimoto. Mam nadzieję, że okażą się dla Was pomocne. ALE to co jeszcze jest ważne i jest niezbędne, to Wasze nastawienie! Bez wiary w poprawę zdrowia, bez pozytywnej energii, będzie Wam ciężko odzyskać równowagę organizmu. Nie poddawajcie się zatem, załóżcie sobie plan działania, nawet długoterminowy, za to realny i krok po kroku odhaczajcie to co zrobiliście. Bez sensu narzekać, trzeba działać. To jest nasze zdrowie/życie, coś co powinno być naszym priorytetem. Może będzie od nas wymagać przez kilka miesięcy/lat wiele wyrzeczeń, ale doprowadzi do poprawy odporności/zdrowia/samopoczucia i co dla mnie równie ważne- do mojej wypracowanej latami formy.

Śmieję się, że jak się nauczę swojego organizmu, jeśli tylko zechcę, to znów stanę na scenie bikini fitness, z większą wiedzą o zdrowiu. Pewnie już w kategorii weteranek (od 35lat:D). Okej, Trochę żartuje bo mi już nie śpieszno do tego (jednak to nie moja bajka takie wystawianie ciała na ocenę oraz tak nadszargiwania układu odpornościowego:)).  Również przestałam słuchać wszystkich dobrych rad dotyczących trenowania, gdzie wiele osób uważa mnie za osobę chorą, która powinna się skupić jedynie na spacerach i jodze. Oczywiście nikt nie mówi, że spacery i joga są złe. Wręcz kiedyś chciałabym tego spróbować. Niestety ograniczenie treningów w moim przypadku, nie tylko za sprawą wskazówek, ale również przez większą ochotę spania, niż ruszania się z domu,  spowodowało wzrost masy ciała i z tego powodu większy stres. Powrót do treningów siłowych oraz do boksu, na nowo zaczęło stymulować mój "upadły metabolizm" oraz sprawiło, ze waga ruszyła. Treningi, tak jak pisałam, nie przekraczają godziny, ale nie odpuszczam ich, a poniżej zobaczycie, że mogą również nam pomóc w odzyskaniu równowagi immunologicznej. Dla motywacji wklejam Wam link od mojej inspiracji fitness bikini Andrei Brazier, która również się zmaga z Hashimoto i jego objawami: https://www.facebook.com/AndreiaBrazierModel/videos/715253678577177/ . Zatem działamy, nie poddajemy się, oczywiście wszystko z rozsądkiem, bez popadania w skrajności;).

 

NA CO WARTO ZWRÓCIĆ UWAGĘ PRZY HASHIMOTO:

  1. Eliminacja niedoborów - najczęstsze: selen (przypominam: przemienia t4 do t3, chroni tarczycę przed działaniem nadtlenku wodoru, dodatkowo dopowiem, że zmniejsza przeciwciała Tg oraz zwiększa liczbę komórek T regulujących - patrz pkt 9), cynk (nie magazynujemy go w ustroju, więc ważna jest jego codzienna suplementacja, niezbędny do produkcji TSH oraz konwercji t4 do t3; częsty niedobór przy problemach z jelitami; ale uwaga obniża wchłanialność miedzi!), żelazo (najlepiej wchłaniane z mięsa, w wersji hemowanej, wątróbka rules! ale buraczki z witaminką C też super), wit A, wit E, witaminy z grupy B, potas, jod. Wszystkie te składniki pokarmowe są niezbędne do prawidłowej pracy tarczycy. Warto sprawdzić poziom witaminy B12, B6, kwasu foliowego , antyoksydantów, ferrytyny ( czasami jej niedobór charakteryzuje się wypadaniem włosów u kobiet! Potrzebny jest poziom powyżej 40 ng/ml, a powyżej 70-by odrastały; a optymalnie przy niedoczynności powinno być 90-110 ng/ml) oraz glutationu . Przy mocnych niedoborach oraz częstych problemach z wchłanianiem witamin z pożywienia, polecam dodatkowo suplementację tabletkami. O tym co należy suplementować przy chorobach tarczycy pisałam  TU i TU. Jeszcze dopiszę, że nie wystarczy jeść dwóch orzechów brazylijskich dla odpowiedniej dawki selenu, jak mówią lekarze, ponieważ w produktach roślinnych zawartość tego pierwiastka będzie zależna od obecności jego w glebach (w Chinach i Rosji na przykład jest jego niedobór w ziemi), a dla obniżenia przeciwciał anty TPO niezbędna jest minimalna dawka ok 200 mcg dziennie. Selen łykamy na czczo z wit E. Jeśli chodzi o badanie pierwiastków, podobno najskuteczniejszy jest z analizy włosa, niestety nie mam co do tego pewności. Poniżej przedstawiam Wam moje badania ferrytyny i B12 z wczoraj, które bardzo się poprawiły od 3 miesięcy odpowiedniej diety, suplementacji. badania do bloga
  2. Niski poziom witaminy D. Tej witaminie dałam osobny punkt, by zwrócić Waszą uwagę jak jest ważna dla naszego układu immunologicznego. Im dalej od równika, im mniej czasu spędzamy na słońcu, tym większa częstotliwość zachorowań na choroby autoimmunologiczne i częstszy niedobór witaminy D. Uważa się, że optymalny jej poziom dla prawidłowej pracy tarczycy wynosi 60-80 ng/L. Dlatego bardzo ważne jest sprawdzanie jej poziomu. Ja np jak zachorowałam miałam tylko 32. Obecnie suplementuje po 5000 jednostek dziennie i poziom się podwyższa (zaleca się dla osób ok 2.000j). Do tego pomoże nam spożywanie ryb (łosoś ma najwięcej), jaj ( o ile nie szkodzą, bo nietolerancja jaj występuje u 80% osób z Haszimoto) oraz słońce:). Także czerpcie z niego teraz jak najwięcej. Ekspozycja na światło, plażing  jest mile widziane. Pewnie ktoś mnie za to zlinczuje, ale nawet zaleca się bezpieczne opalanie w solarium.  Niestety nie zawsze sama suplementacja jest wystarczająca, ponieważ u wielu osób z chorobami autoimmunologicznymi występowały problemy z przemianą nieaktywnej witaminy pochodzącej z suplementów do postaci aktywnej. Dodatkowo wirus EBV lub inne patogeny mogą "okupować" receptor wit D ( o tym poczytacie niżej).
  3. Niski poziom kwasu żołądkowego. Czasami występują problemy z trawieniem białek. Wówczas pomocne będą enzymy trawienne: Betaina z Pepsyną, polecam   chociażby ten produkt: Super Enzymes lub Betainę. Stosujemy je do posiłków z dużą ilością białka. Enzymy trawienne stymulują własną produkcję kwasów, które pomagają w absorpcji składników odżywczych z pokarmów, co często powoduje punkt 1. Głównie jeśli chodzi o wspomnianą wczesniej wit B12, która w naszych dietach często jest czerpana z produktów zwierzęcych. Wit B12 nie występuje w produktach żywnościowych pochodzenia roślinnego. Niski poziom wit B12 prowadzi do anemii, niewłaściwego ukształtowania kosmków jelitowych oraz upośledzenia wchłaniania. Poprzedzając Wasze pytania: nie, enzymy, nie powodują, że Wasz organizm sie rozleniwi i będzie wydzielał mniej kwasu, wręcz przeciwnie: Z czasem prawidłowa czynność produkcji kwasów powinna powrócić i  nie będzie potrzeby stosowania leku.
  4. Niedobór glutaminy - częsty przy chorobach haszimoto oraz przy przewlekłym stresie. Jest niezbędna do prawidłowej pracy układu pokarmowego oraz immunologicznego. Poprawia pracę jelit, regeneruje je, o czym niżej. Ale uwaga przy cukrzycy typu 1 i przeciwciałach antyGAD
  5. Spożywasz nadal soję w dużych ilościach . O ile działanie wolotwórcze warzyw kapustnych występuje tyko w stanie surowym, a po ugotowaniu zanika, to goitrogeny w soji, których szkodliwe działanie jest potwierdzone (hamuje aktywność peroksydazy tarczycowej TPO),  nie są dezaktywowane podczas obróbki cieplnej!!! Należy ją  bardzo ograniczyć, nie stosować do 4h po spożyciu hormonów tyroksyny.
  6. Suplementujesz jod. Jod jest bardzo kontrowersyjny przy leczeniu haszimoto. Jego podaż powinna być indywidualna. Gruczoł tarczycy jest bardzo wrażliwy na wahania jego ilości, a jod może zaostrzyć atak immunologiczny na tarczycę. Zarówno niedobór jak i nadmiar moze prowadzić do niedoczynności tarczycy. Nadmiar moze prowadzić do haszimoto.  Warto sprawdzić zatem poziom jodu z dobowej zbiórki moczu. Suplementacja dzienna zalecana jest na poziomie 150 mcg - 400 mcg.  Jeśli masz anty TPO powyżej 100 ogranicz jego spożycie.
  7. Nie spożywasz odpowiedniej proporcji kwasów tłuszczowych Omega 3 do Omega 6, która powinna wynosić 1:1. Zwracaj uwagę czy Twoje mięsko było karmione trawą, czy skrobią kukurydzianą (uwaga też na soję!), wyeliminuj pro zapalne oleje roślinne, zwiększ spożycie ryb (patrząc na pkt 5), lnu (o ile dobrze tolerujesz), olej w wątroby dorsza czy kryla (na zimno). Do smażenia - olej koko. Mój ulubiony Soncone, również do jedzenia na zimno. Na zimno - polecam jeszcze z oliwek, awokado. Stan zapalny możecie zbadać badaniem z krwi homocysteiny i C-reaktywnej proteiny.
  8. Masz infekcję bakteryjną, wirusową, grzyba lub pasożyta. Wiem, nie brzmi za fajnie, ale badania potwierdzają, że ich obecność często odgrywa sporą rolę powstaniu Hashimoto. Do tego mając Haszimoto, jesteśmy bardziej podatni na zakażenia, szczególnie jak dochodzą do tego : problemy z trawieniem, problem z jelitami (ZJD, SIBO), brak symbiozy we florze bakteryjnej. Wielu chorób autoimmunologicznym towarzysz a infekcję,  ich leczenie może doprowadzić do poprawy! O związek z powstaniem choroby autoimmunologicznej tarczycy podejrzewa się infekcje bakteryjne: Helicobacter pylori (choroba wrzodowa), Borrelia burgdorfei (borelioza) i Yersina enterocolitica.  Podobno błona komórkowa Yersinia jest zdolna wiązać TSH. Zakażenie tą bakterią może stymulować powstawanie przeciwciał. Yersinią można się zakazić chociażby z mięsa! Często przy Hashimoto występuje przerost Candidy oraz wirus EVB (Epsteina-Barra). Objawy infekcji Candidą mogą przypominać objawy niedoczynności tarczycy, takie jak uczucie zmęczenia, zimne kończyny czy problemy z koncentracją. Wirus EVB występuje czasami przy niskim poziomie wit D, może wówczas łatwiej przebywać w danym organie , np tarczycy i się tam namnażać.  Jest odpowiedzialny za powstawanie przeciwciał przeciwko T3, przez co wyniki laboratoryjne wykażą podwyższone T3 i obniżone wolne T3. Warto stosować naturalne produkty pomocne w zwalczaniu infekcji, takie jak: olej virgin kokosowy, czosnek, lukrecja, kwercetyna, koenzym Q10, olejek z oregano, kurkumina, pokarmy fermentowane. Pomagają natomiast eliminować pasożyty: wit C, surowy czosnek, błonnik, probiotyki, aloes, anyż, orzech czarny. Jednakże leczenie infekcji czy pasożytów powinno być konsultowane z lekarzem.
  9. Masz za mało limfocytów T regulujących (Treg) odpowiedzialnych za odporność immunologiczną,  hamowanie reakcji autoimmunologicznych i zwiększających tolerancję na własne antygeny. A brak równowagi immunologicznej w Hashmoto nasila stan zapalny. Do czynników zwiększających ich poziom należą: promienie ultrafioletowe, podnoszenie ciężarów, EGCG-składnik zielonej herbaty, wit A, wit D, papaja, glutation, maślany. To co zmniejsza ich ilość to: żywność przetworzona, prozapalne oleje roślinne, biały cukier, alkohol, cieknące jelito, niski poziom kwasu solnego w żołądku, zaburzenia trawienne, niska temperatura ciała, metale ciężkie, infekcje wirusowe i bakteryjne, siedzący tryb życia, bezsenność, zbyt szybki przyrost mięśni spowodowany podnoszeniem za dużych(?) ciężarów i stosowaniem sterydów.
  10. Masz  problem z jelitami. Przewód pokarmowy oprócz trawienia, wchłaniania pokarmów, utrzymywania równowagi wodnej i elektrolitowej, bierze udział w odróżnianiu substancji własnych od antygenów i w ten sposób jest bezpośrednio zaangażowany w odpowiedź układu immunologicznego. Nabłonek jelitowy stanowi barierę, która kontroluje jego przepuszczalność, jeśli zostanie ona uszkodzona, substancje szkodliwe mogą przedostać się do krwiobiegu i są uznawane za nasz ustrój za antygeny. Prowadzi to do stanu zapalnego. Medycyna konwencjonalna nie uznaje takiego terminu jak "przepuszczalność jelit". Nie ma badań naukowych stwierdzających jednoznaczne powiązanie choroby z tym problemem. Mówi się w świecie dietetyki o osobach z chorobą Hashimoto, u których występuje problem z jelitami. Mogą je powodować: celiakia (większe ryzyko zachorowania ), alergie pokarmowe, stres, nadmierny wysiłek fizyczny,  alkohol, przerost bakteryjny jelita. Jak temu zaradzić? Osiągniemy to eliminując szkodliwe produkty z diety, uzupełniając niedobory, biorąc probiotyki, pozbywając się szkodliwych nawyków i stresorów, wprowadzając antyoksydanty (coQ10, tauryna, kwercytyna, kurkumina) , stosując cynk i glutaminę. Ja stosuję glutaminę w ilości 10g na dzień, mówi się jednak często o dawce 0,5g/kg wagi ciała. Niektórzy stosują dodatkowo wlewy NAC - prekursor glutationu, antyoksydantu, którego niedobory występują w Hashimoto. Glutation chroni tarczycę przed działaniem szkodliwych wolnych rodników. Warto robić testy na przesiąkliwość jelita w celu śledzenia progresu. Najprostszy jest test mannitolem i laktulozą . Również można zrobić test zonuliną. Pamiętajmy, że dieta i suplementacja przy hashimoto będzie zawsze indywidualna, w zależności od danej osoby!
  11. Akupunktura. Według wielu źródeł jest pomocna w zwalczaniu chorób autoimmunologicznych, w tym alergii typu IV, do których należy Hashimoto. Poprzez drażnienie nerwów wydzielane są cytokiny wpływające na regulację układu immunologicznego. Będąc szczerą, ja sama jeszcze nie stosowałam tej techniki, ale poszukuje obecnie sprawdzonej osoby w Warszawie od akupunktury. Jeśli ktoś takową zna, poproszę o kontakt:). Na pewno dam znać czy moje przeciwciała spadły na skutek akupunktury.
  12. Masz brak równowagi flory bakteryjnej. Pamiętajmy, że bakterie kontrolują nasz układ immunologiczny. Bardzo ważne jest stosowanie przy hashimoto odpowiednich prebiotyków, probiotyków wieloszczepowych oraz produktów fermentowanych,  w celu zbalansowaniu flory bakteryjnej (uwaga przy SIBO, FODMAP), pozbycia się patogennych bakterii i zastąpienie ich pożytecznymi szczepami. Polecam dwa produkty: Sanprobi Superformuła (zawiera pre i probiotyki) oraz Vivomix (niestety droższa ale lepsza opcja; tutaj uwaga na ilość bakteryjek- czasami lepiej zacząć od 1/3 saszetki!). Można sprawdzić skład swojej mikroflory, by dostosować odpowiednie leczenie probiotykami, taką możliwość zapewnia ośrodek Vitaimmun w Poznaniu. Bardzo ważne dla równowagi flory bakteryjnej jest dbanie o jelita.
  13. Masz wahania poziomu cukru. Niestety choroby autoimmunologiczne lubią chodzić parami lub nawet trójkami. Bardzo łatwo przy zaburzeniach towarzyszących chorobie hashimoto o insulinooporność czy hiperglikemię reaktywną, a nawet cukrzycę typu 1.Stabilizacja poziomu cukru we krwi jest niezbędnym krokiem w leczeniu niedoczynności tarczycy. Co sprzyja gwałtownym skokom cukru we krwi? Wiadomo, nadmierne spożycie cukru, produktów o wysokim IG lub dieta bogata w węglowodany z ograniczoną ilością tłuszczów. Pomocne będzie włączenie białka do każdego posiłku, ponieważ łączenie protein z węglowodanami pomoże zwolnić indeks glikemiczny.   O węglowodanach oraz jak ważny jest timing ich podaży pisałam już TU . Wiele osób z Hashimoto ma zaburzenia metabolizmu węglowodanów. Bardzo często dochodzi do reaktywnej hipoglikemii, gdzie w ciągu 2-3 h po zjedzeniu posiłku zaczyna się nadmierne wydzielanie insuliny, prowadzące do dużego spadku poziomu cukru we krwi (ok 50 mg/dL). Osoba, która tego doświadcza, przeżywa tzw "brain fog" - mentalną mgłę, zmęczenie, zawroty głowy, "śpiączkę", mdłości, uczucie głodu i dezorientację. Żeby zapobiec takim mocnym wahaniom cukru we krwi należy przestrzegać diety z ograniczeniem węglowodanów , przy czym sugeruje się śniadania z przewagą białek i tłuszczy. Należy ograniczyć spożywanie węglowodanów prostych. Ważna jest jednak informacja, że diety oparte na głodówce są niewskazane dla osób z niedoczynnością i przewlekle zestresowanych (lub z chorobami przysadkowymi), ponieważ mogą powodować wydzielanie się rt3. Czasami również nie poleca się diety niskowęglowodanowej, ketogeniczną, ale tu występują różne opinie.  Cały czas musimy mieć również na uwadze balansowanie poziomu cukru. Podstawą diety przy hashimoto powinny być mięsa, jaja, ryby, inne źródła białek, warzywa, tłuszcze, nieprzetworzone węglowodany.  U mnie na początku choroby zaczęły się pojawiać problemy z kontrolą glukozy, o czym pisałam Wam zresztą przy okazji TEGO artykułu (jeszcze wtedy nie wiedziałam, że mam haszi, bo wszystkie badania były "w normie laboratoryjnej"). Pomogło mi ograniczenie w diecie węglowodanów do 150g, zwiększenie ilości tłuszczy (oliwa z oliwek, awokado, masło, olej z wiesiołka) oraz spożywanie owoców tylko do 1-2 posiłków. Do tego starałam się dobierać produkty o niskim indeksie glikemicznym. Z racji wysokiego poziomu kortyzolu na czczo, śniadania BTW zamieniłam na BT wg rad znajomego dietetyka, pomimo, że był to mój posiłek przed-treningowy. Na słodki posiłek z owocami pozwalałam sobie po treningu oraz kolejne węglowodany jadłam na noc.

 

Thyroset, tarczyca, hashimoto
Kompleks wspierający pracę tarczycy

Mogłabym jeszcze wymienić kilka punktów, z jakimi się spotkałam w literaturze oraz na szkoleniach. Jednak nie chcę Was też obciążyć na raz tak dużą dawką informacji.

Na pewno jednym z ważniejszych zagadnień przy leczeniu chorób tarczycy jest stres (czasami problem z nadnerczami) oraz brak równowagi hormonów płciowych, którym poświęcę kolejne posty. Leczenie niedoczynności bez jednoczesnego uwzględnienia zaburzeń funkcji osi podwzgórze-przysadka-nadnercza (HPA), prowadzi często do braku poprawy, pomimo stosowania hormonów tarczycy.

Dodatkowo warto poszerzyć swoją wiedzę o równowadze immunologicznej limfocytów TH-1 i Th-2.

U osób z hashimoto czy osób z problemem z nadnerczami, (nadmierny stres) najczęściej występuje przewaga Th-1. Jest to częste zjawisko, którego czynnikami dodatkowymi mogą być : stres, ciąża, czy brak równowagi hormonalnej. Dziś jednak nie będę o tym pisać, bo myślę, że ten temat jest zbyt obszerny. Warto jednak zajrzeć na blog tlustezycie.pl, gdzie Monika Skuza wielokrotnie poruszała ten temat. Dobra, napiszę tylko, że ćwiczenia siłowe stymulują gałąź Th-2! A kiedy jedna odnoga układu immunologicznego jest nadreaktywna (czyli u nas najprawdopodobniej Th-1, choć nie zawsze!), to równowagę możemy odzyskać stymulując drugą lub osłabiając tą silniejszą. Udowodniono natomiast, że akupunktura oraz zwiększona ilość limfocytów T regulujących, wpływa pozytywnie na równowagę Th-1/Th-2.

Dodatkowo dla osób z Hashimoto polecam książkę Izabeli Wentz "Zapalenie Tarczycy Hashimoto", na której podstawie oparłam dzisiejszy post. Znajdziecie tam rozwinięcie każdego z powyższych punktów oraz oczywiście wiele więcej.

Buziaki

Karola

Artykuł Zanim stwierdzisz, że już wszystko robiłaś, a efektów wciąż nie ma (hashimoto) pochodzi z serwisu Blog Muscle-Zone.

]]>
https://www.muscle-zone.pl/blog/zanim-stwierdzisz-ze-juz-wszystko-robilas-a-efektow-wciaz-nie-ma-hashimoto/feed/ 25
Miłość i seks, a neuroprzekaźniki https://www.muscle-zone.pl/blog/milosc-i-seks-a-neuroprzekazniki/ https://www.muscle-zone.pl/blog/milosc-i-seks-a-neuroprzekazniki/#respond Sun, 11 Nov 2018 12:37:54 +0000 https://www.muscle-zone.pl/blog/?p=16438 Miałam największy problem z nadaniem wstępu temu artykułowi, dlatego został napisany na końcu. Nie wiedziałam, czy mam zdefiniować miłość i...

Artykuł Miłość i seks, a neuroprzekaźniki pochodzi z serwisu Blog Muscle-Zone.

]]>
Miałam największy problem z nadaniem wstępu temu artykułowi, dlatego został napisany na końcu. Nie wiedziałam, czy mam zdefiniować miłość i seks, czy podać jakieś dane statystyczne, albo powód wyboru tego tematu. Nie chciałam by wyszło ckliwie, bo w tym temacie, jak i innych metafizycznych, mogę być romantyczna;). Nie chciałam również czegoś takiego wspaniałego jak miłość i seks obedrzeć brutalnie z całej tajemniczości, i magii ,i sprowadzić do szeregu reakcji chemicznych.

Nie będę opisywać na pewno swoich osobistych doświadczeń, jak zazwyczaj. Nie tym razem, bo tą strefę chce zachować dla swoich bliskich; choć nie mam z nimi tematów tabu i lubię rozmawiać o seksie. Jako osoba, która z natury kocha ludzi, jednych bardziej, drugich mniej, która szybko „zakochuje się” w wielu wyjątkowych osóbkach, jednak prawdziwą miłością darzy nieliczne, która sama miała epizody niekochania siebie, z deficytem miłości od dziecka, po kilku związkach, a nawet małżeństwie, z chorobami, zmieniającymi się preferencjami, ale zawsze z wysokim libido, mogę szczerze napisać, że zarówno miłość jak i seks są bardzo ważnymi elementami w naszym życiu, a ich brak może przełożyć się na nasze zdrowie, tym samym na ciało jak i psychikę.

Co mam na myśli mówiąc miłość? Integralność, rozumianą jako bycie szczęśliwym z drugą osobą (wiadomo czasami mniej szczęśliwym), potrzeba dawania (nie tylko brania), dialog, współpraca, poświęcenie, ewolucja uczuć. Na miłość składają się takie emocje jak zakochanie, pożądanie, zauroczenie, zafascynowanie, przyjaźń, namiętność, wzajemne dobro.

Miłość z reguły nas zmienia. Wiąże się często z erotyczną fascynacją, często jest gwałtowna i wpływa na widzenie świata. Często rzeczywistość wówczas płynie jakby w zwolnionym tempie. I teraz losy mogą być różne. U jednych zrodzi się wspólna więź psychiczna, porozumienie dusz, a u innych „miłość od pierwszego wejrzenia” pozostanie tylko na poziomie erotycznym, który może trwać nawet długie lata, lub skończyć się wraz z fascynacją seksualną. Niemniej czas, w którym trwa owo zauroczenie, działa cuda z naszą głową i chemią mózgu, i każdemu tego życzę. Conajmniej raz;)

Istnieje wiele teorii dotyczących tego, jak wybieramy sobie partnerów. Jedne mówią, że wybieramy osoby podobne do nas, naszych ojców/matek, inne – że wręcz przeciwnie, pociąga nas odmienność. Mówi się nawet, że odpowiedzialny jest za to główny układ zgodności tkankowej (MHC) ,  a my wyczuwamy potencjalnego partnera z genami jak najbardziej odmiennymi od naszych, by uniknąć płodzenia potomstwa z kimś blisko spokrewnionym. Niewątpliwie duże znaczenie mają feromony, które wysyłamy i odbieramy nieświadomie,  i które również pomagają nam ocenić atrakcyjność drugiej osoby.

Badania naukowe pokazują, że  u osób zakochanych aktywność neuronów w obszarach odpowiedzialnych za odczuwanie przyjemności, motywację, emocje i interakcje społeczne są znacznie większe niż u osób nie zakochanych i tym wyższe, im dłużej to zakochanie trwało. Obszary, w których neurony pracują u zakochanych intensywniej, to jądra podstawne, kora przedczołowa ciało migdałowate, hipokamp, zakręt obręczy i w ogóle cały płat limbiczny, zwany też wyspą. U tych zaś, którzy zakończyli związek, obszary te były najmniej aktywne.

NEUROPRZEKAŹNIKI

Zakochanie, można powiedzieć w dużym uproszczeniu, pobudza ośrodek przyjemności. U osób będących w fazie zauroczenia rośnie poziom neuroprzekaźników z grupy monoamim, w tym dopaminy. Ma ona wpływ na procesy emocjonalne oraz na wyższe czynności psychiczne w układzie limbicznym, gdzie aktywuje układ nagrody. Dopamina daje nam poczucie szczęścia i spełnienia. Wywołuje przy tym zadowolenie, a nawet ekscytację, wzrost energii i intensyfikuje uczucia.

Pejoratywnie mówi się, że „miłość ogłupia”, co ma wiele racji, ponieważ zauroczenie seksualne faktycznie powoduje, że jesteśmy w stanie zrobić dziwne rzeczy :). Niektórzy nazywają ten stan „narkotycznym”, ponieważ nasz mózg w tym stanie zamienia się w fabrykę stymulantów; wydziela w dużych ilościach różne substancje, które wprowadzają nas w euforyczny stan. Stan zakochania jest trochę jak uzależnienie, zakochani czują się jak na głodzie, ciągle tęsknią za ukochaną osobą, ciągle mają niedosyt. Osoby z większą ilością dopaminy są odważniejsze, skłonne do ryzykownych działań :).

Jedną z najważniejszych w neurochemii miłości substancją jest  fenyloetyloamina (PEA).

Produkuje ją pień mózgu, a więc jego ewolucyjnie najstarsza część, która odpowiada za kontrolę najważniejszych procesów życiowych. To działanie PEA sprawia, że czujemy się zakochani. To ona aktywuje układ nagrody zawsze wtedy, kiedy ukochana osoba jest blisko, dlatego też dążymy do jak najczęstszych spotkań.  w działaniu i budowie przypomina amfetaminę. Ta sama, która się wydziela u biegaczy długodystansowych, czy znajduje się w czekoladzie, choć ta na szczęście szybko jest metabolizowana bo byśmy mieli wszyscy przerąbane :). Fenyloetyloamina pobudza zakochanych, ale też pozbawia koncentracji na innych ważnych rzeczach, co pewnie wielu zakochanych potwierdzi :). Fenyloetyloamina sama w sobie działa jako neuroprzekaźnik, a dodatkowo aktywuje inne szlaki neurotransmisji. Wpływa bowiem na zwiększenie uwalniania wspomnianej dopaminy, noradrenaliny i serotoniny. Jej współdziałanie z dopaminą jest źródłem odczuć interpretowanych jako miłość. Motywuje też do działania, w tym przypadku do poszukiwania okazji do przebywania jak najbliżej ukochanej osoby. Serotonina daje poczucie szczęścia i wewnętrznego komfortu. A ponieważ wydzielana jest pod wpływem PEA, czyli w towarzystwie naszej drugiej połówki, po prostu czujemy, że to właśnie przy niej jest nasze miejsce, bo najlepiej jest nam właśnie wtedy.

O tym, czym są neuroprzekaźniki i jakie funkcje dodatkowe pełnią możecie poczytać w tym artykule.

Za przyspieszone serce ( nie bez powodu serce stało się symbolem miłości), czerwienienie na widok ukochanego, podwyższone ciśnienie odpowiada zwiększone wydzielanie noradrenaliny. Jest podobna do adrenaliny, często produkowana z nią, a sprawia, że zakochani są pobudzeni, potrzebują mniej snu i rzadziej czują głód, głównie w swoim towarzystwie (noradrenalina zmniejsza dopływ krwi do układu pokarmowego, za to ukrwienie następuje w innych narządach ;)). To również ten neuroprzekaźnik odpowiada za podniecenie, za to, że nawet niewinne muśnięcie, subtelny dotyk, widok osoby czy pocałunek powoduje drżenie. Niestety jest też ciemna strona noradrenaliny, bo jednocześnie zwiększa lęk przed utratą drugiej połówki. Tradycyjnie łączy się jej działanie z przygotowaniem organizmu do walki lub ucieczki… ale także do stosunku seksualnego.

Pojawiają się też objawy podobne do występujących w zaburzeniach obsesyjno-kompulsywnych (OCD) – stajemy się wybitnie monotematyczni i nie możemy myśleć o niczym innym niż obiekt naszych uczuć.

Wzrost poziomu powyższych neuroprzekaźników w mózgu skutkuje zwiększeniem produkcji testosteronu i estrogenów. Między dwojgiem ludzi pojawia się pociąg seksualny. Prędzej czy później pojawia się seks, a to dopiero powoduje prawdziwą burzę w mózgu:).

Chemia seksu

Podczas podniecenia maleje aktywność części płata czołowego, która odpowiada za chociażby wstyd. Podobnie rzecz ma się z ciałem migdałowatym, który najczęściej powoduje niepokój i lęk – one również się uspokajają. Na początku stosunku wzrasta dopamina, która po osiągnięciu orgazmu spada, a w jej miejsce pojawia się serotonina i endorfiny, które działają na te same receptory co heroina.  Po udanym stosunku ich poziom we krwi jest nawet dwukrotnie wyższy niż w normalnych warunkach. Pojawia się uczucie przyjemności, harmonii i spokoju, zanika aktywność jąder migdałowatych i kory śródwęchowej – obszarów związanych z emocjami takimi jak strach, napięcie czy stres. Dzieje się tak głównie za sprawą produkowanej przez podwzgórze oksytocyny. To właśnie ona wzmacnia również zachowania opiekuńcze, a także zwiększa zaufanie do partnera. W związku zaś z tym, że promuje sen wolnofalowy, może być współodpowiedzialna za uspokojenie i odprężenie po stosunku.

Działanie oksytocyny ma duze znaczenie w mechaniźmie erekcji prącia. Badania przeprowadzone na szczurach wykazały, że stężenie tego hormonu podczas kolejnych faz obrzmiewania i sztywnienia penisa rosło silniej we krwi wypełniającej ciała jamiste prącia niż we krwi obwodowej. Z kolei w trakcie ustępowania wzwodu zauważono proces odwrotny: poziom oksytocyny w krwiobiegu stawał się wyższy, a we krwi ciał jamistych malał.

Po orgazmie podnosi się  również stężenie prolaktyny, która odpowiada za stan zaspokojenia seksualnego. Jej zwiększona ilość może utrzymywać się nawet do dwóch tygodni.

Hormony więzi partnerskiej

Uważa się , że związek  “dojrzały” zaczyna się po 2 latach, a  przeżywa kryzys po ok 4 latach, ponieważ zazwyczaj wtedy kończy się faza zakochania. Oczywiście są związki, które trwają długo dłużej, nie rzadko pojawia się ponowne zakochanie. Jednak mózg przyzwyczaja się do działania fenyloetyloaminy i sama obecność drugiej osoby nie jest już wystarczającym bodźcem, by odczuć taką samą euforię jak na początku.

Są jednak dwa hormony, które natura stworzyła dla utrzymania więzi między partnerami. Jest to oksytocyna i wazopresyna.

Oksytocyna, odpowiada za dwa typy relacji: między partnerami oraz miedzy matką i dzieckiem. Związana jest bowiem z porodem i karmieniem piersią oraz wydzielana w największej ilości w czasie orgazmu. Dzięki niej tworzy się więź pod wpływem kontaktu fizycznego.

Nie bez powodu pieszczenie piersi sprawia kobietom przyjemność – w końcu drażnienie sutków pobudza uwalnianie tego hormonu.

U mężczyzn ważniejszym hormonem jest wazopresyna. Bierze ona udział w łączeniu wspomnień o wspólnie przeżytych chwilach przyjemności z osobą partnera, a tym samym – w budowaniu trwałych więzi.

Oczywiste jest , że nie każda miłość przetrwa wieki. Czasami związki się rozpadają. Niekiedy winny jest brak bliskości i związanych z nią hormonów. Przyczyną zakończenia romantycznej relacji może też by fakt, że przywiązanie rozwinęło się tylko u jednej osoby, podczas gdy druga go nie odczuwa. Po latach może się także okazać, że po fazie stabilizacji nadszedł okres nazywany fazą pustego związku, w której jedynym czynnikiem utrzymującym dwoje ludzi przy sobie jest przyzwyczajenie.

Nie ma niestety recepty na udany związek. Za dużo występuje zależnych, bardzo indywidualnych dla danych jednostek, jak przy podejściu dietetycznym. Dla kogoś będzie ważna uroda, dla innych inteligencja, zapach, czy budowa ciała. Ktoś będzie szukał w związku romantycznych uniesień, pieszczot i czułości, a inna osoba dominacji, czy elementów BDSM. Wszystko też zależy od partnerów, ich odporności, zdolności rozumienia drugiej osoby, poziomu pożądania, potrzeby pielęgnowania sztuki miłosnej. Dla jednych seks będzie ważny, dla innych, nie (podobno). Ja uważam, że nawet powyżej opisane biochemiczne działanie pokazuje jak zbliżenia pomiędzy partnerami są ważne. Daje to też wiele możliwości ciągłego eksperymentowania, poznawania się (stref erogennych, które mogą się zmieniać!) i wprowadzania nowych bodźców. Nie chodzi tu o samo zaspokojenie, bo można się zawsze masturbować.  Seks ma charakter więziotwórczy. A brak seksu często kreuje dystans ciała, który pociąga za sobą również niepokojący dystans emocji. Zanik z nieczynności powoduje zmiany fizjologiczne i hormonalne. Cała chemia miłości i seksu usypia, a to może doprowadzić do rozstania lub nieszczęśliwego związku.

Dbanie o związek to również uwzględnianie potrzeb i oczekiwań drugiej połówki. Czasami trzeba nad tym popracować. Ważne by było dobrze każdej ze stron, a dobry nastrój połówki nie był kosztem siebie (masochizm) i by podchodzić do związku z należną uwagą. Na pewno ważnym aspektem w utrzymaniu związku będzie dbanie o swoją atrakcyjność;  ciało oraz zdrowie, chociażby poprzez dietę, aktywność fizyczną, czy sen.

Z badań naukowych wynika, że sukces związku wynika z : więzi uczuciowej, udanego życia seksualnego, przyjaźni, przewagi podobieństw nad różnicami, pielęgnowanie uczuć, przezwyciężanie nudy i monotonii, umiejętność neutralizowania konfliktów. Aktywność seksualna jest najczęściej wymieniana, a 52 % mężczyzn akceptuje życie małżeńskie bez miłości, o ile jest seks. W związkach bez ślubu ten procent rośnie, również u kobiet.

Często jednak nieodzwajemniona miłość, może doprowadzić do długotrwałego stanu frustracji, napięcia doprowadzi w końcu do załamania sił obronnych organizmu. Może się pojawić z czasem nerwica lub choroby psychosomatyczne. Jeśli związek działa na nas destrukcyjnie, należy się ratować.

Miłość jest ważna. Partnerska, jak i macierzyńska. Czy słyszeliście o eksperymencie króla pruskiego? Uznał on, że trzeba wychować superżołnierzy, po czym odseperował niemowlaki od rodziców i zarządził zimny chów. Wszystkie dzieci zmarły. Miłość jest jak pokarm, podstawą naszego życia.

Nie byłabym sobą, gdybym nie wspomniała o tym. W niemal wszystkich receptach na udany związek, czy udane życie, a nawet dietę , brakuje mi kluczowego elementu – miłości do samego siebie. Jest to tajemnica sukcesu, lepszego samopoczucia, zdobywania wymarzonych szczytów ;). To nie żadna magia, to neuronauka! Najważniejsze to zrzucić z siebie ciężar poczucia winy. Całe życie znęcamy się nad swoimi ciałami, „biczujemy” się, że nie jesteśmy tak idealni, jak byśmy chcieli. Głównie problem mają z tym kobiety. Jesteś tak piękna, jak się czujesz. Zasługujesz na życie, w którym będziesz się nieustannie odnawiać. Nie zajeżdżaj się, nie jeździj ciągle tylko z pustym bakiem, troska o siebie nie jest egoizmem, ani luksusem. Jest niezbędna dla zdrowia. Zasługujesz na to. A lepsze radzenie sobie ze stresem pogłębia więzi z najbliższymi.

LIBIDO U KOBIET

Jeśli miałabym podać najczęstszy problem z jakim spotykam się wśród moich podopiecznych, to nie będzie to wcale tarczyca czy Hashimoto, a brak ochoty na seks , zaniżone libido.

Dlaczego tak się dzieje?

Brak libido jest częstym niepożądanym skutkiem przewlekłego stresu, sygnałem przeciążenia organizmu. Gdy jesteś zestresowana kortyzol zabiera cegiełki potrzebne do budowy hormonów płciowych (estrogen, progesteron, testosteron). Przewlekły deficyt kalorii jedynie doleje oliwy do ognia. Może dojść do braku zainteresowania seksem, który czasami jest przedwstępem do braku miesiączki.

Inne zaburzenia, które prowadzą do zmniejszenia libido, a tym samym nierównowagi hormonów płciowych to: zaburzenia mikrobiomu, nadwaga , jak i niedowaga, insulinooporność, zapalenie, toksyny środowiskowe.

Trzeba też pamiętać, że u kobiety ośrodki odpowiadające za libido są silnie związane z emocjami, więc pamiętajcie Panowie, że tu też wiele zależy od Was ;). Ważne by Wasza kobietka nie zapomniała, że jest dla Was wyjątkowa. Oczywiście, działa to w dwie strony!

Drugim najczęstszym powodem braku ochoty na seks, jest źle dobrana antykoncepcja.

Jak poznać spadek libido? Takie kobiety nie potrzebują seksu częściej niż raz na dwa tygodnie, miesiąc (!), albo nie czerpią z niego żadnej przyjemności. A zmieniły się czasy, gdy dla kobiety seks to był tylko obowiązek względem męża, natomiast samorealizacją – macierzyństwo i przyjemność jedynie "dawania" mężczyźnie (tak pokazują badania dr Hanny Malewskiej z lat 60. przeprowadzone wśród warszawianek). Dziś jest inaczej. Kobiety oczekują znacznie więcej, w tym wielu doznań seksualnych dla siebie. Czerpią z tego przyjemność, eksperymentują z pozycjami, przedmiotami, lubią czuć się dowartościowane, pożądane, to wpływa na ich samoocenę, a tym samym na jakość związku. Choć są oczywiście i takie przypadki, gdzie nadal kobietki robią to po prostu dla mężczyzny, ruchu, dla awansu, czy nawet z wdzięczności za luksusową torebkę. Nie będę tego oceniać.

SUPLEMENTACJA A LIBIDO

Istnieje suplement, który wspomaga wzrost libido u kobiet, a jest to arginina – donator tlenku azotu, który odpowiada za wzrost podniecenia u kobiety i poprawę ukrwienia narządów płciowych. Dzięki temu zwiększa się nawilżenie pochwy oraz reakcja na bodźce, co sprzyja podnieceniu i podnosi satysfakcję ze współżycia.  Jednakże, nie działa ona jak u mężczyzn viagra. Argininę należy suplementować przez dłuższy czas, wówczas wzrasta ochota na seks, kobieta łatwiej się podnieca.

Dodatkowo suplementacja u kobiet powinna się opierać na poprawie witalności organizmu oraz zniesieniu stresu i zmęczenia. Dlatego często poleca się dodatkowo preparaty zawierające substancje przeciwdziałające stresowi:

żeń-szeń

witaminę B6, magnez , np TEN suplement

znoszące zmęczenie- największy wróg libido.

Dodatkowo Lew Starowicz poleca oglądanie filmów erotycznych;).

W sferze biologicznej za libido u pań odpowiadają hormony oraz reakcje ze strony naczyń krwionośnych, a także receptory rozsiane w strefach erogennych oraz neuroprzekaźniki ślące informacje do określonych struktur mózgu.

Popędem seksualnym mężczyzny i kobiety sterują różne mechanizmy. U mężczyzn za libido odpowiada głównie testosteron - o tym jak naturalnie podnieść testosteron poczytacie tutaj. Gdy mózg odbiera sygnał o pobudzeniu seksualnym, przesyła impuls do komórek nerwowych rdzenia prącia, te zaczynają wytwarzać tlenek azotu powodujący rozluźnianie mięśni gładkich i napływ krwi do ciał jamistych penisa, dzięki czemu  następuje wzwód.

Dodatkowo, tlenek azotu działa jak neuroprzekaźnik, odgrywając kluczową rolę w przekazywaniu sygnałów z organów i tkanek do mózgu. Za jego pośrednictwem mózg odbiera informacje o pobudzeniu seksualnym, co pozytywnie wpływa na libido.

Czasami problem z brakiem libido może okazać się brak pieszczot, odkrywania ciała partnerki przez partnera (stref erogennych). Dosyć częste zjawisko u mężczyzn, u których w domu obowiązywał zimny chów; gdzie rodzice ani siebie, ani dzieci nie obdarzali pieszczotami. Często u takiej osoby seks będzie jedynie okazją do wyżycia się, rozładowania napięcia, a pragnienia kobiety znajdą się na ostatnim miejscu. Stąd też u kobiety może pojawić się niechęć do seksu.

I uwaga panowie, nie ma znaczenia długość penisa, bo najwięcej receptorów jest w pierwszej zewnętrznej 1/3 długości pochwy!

Ważną rolę odgrywają feromony. Piszę podobno, bo wiemy, że istnieją, ale nie potrafimy zbadać ich działania. Ale możemy przyjąć, że przyczyną pewnych wydarzeń jest silna biologia.

Co jeszcze może pomóc:

Niepokalanek mnisiVitex – jest naturalnym stabilizatorem hormonów. Przywraca równowagę pomiędzy estrogenem a progesteronem. Łagodzi depresję, rozdrażienie, PMS. Poleca się go również przy nadmiernym poziomie prolaktyny. Łagodzi suchość pochwy, ułatwia zajście w ciążę, napady gorąca podczas manopauzy. Stosuje się go min. 3 miesiące (kapsułki po 500mg/1x).

Maca- reguluje wydzielanie kortyzolu, a spora ilość badań pokazuje, że może wspomagać regulację żeńskiej gospodarki hormonalnej. Wykazano, że organiczna maca stymuluje produkcję estrogenów, tłumi hormon folikulotropowy i redukuje nasilenie objawów menopauzy (uderzenia gorąca i nocne poty) u kobiet w okresie postmenopauzalnym.

Dieta!

Zacytuje tu Virginię Woolf – „Nie można dobrze myśleć, kochać ani spać, jeśli się wpierw dobrze nie zjadło” 😉

LIBIDO U MĘŻCZYZN

Mężczyznom poleca się głównie dwa naturalne suplementy.

Horny Goat Weed to nazwa zioła znanego z Tradycyjnej Medycy Chińskiej, gdzie stosowany był do poprawy kondycji seksualnej i podnoszenia męskich hormonów. Horny Goat Weed wpływa na męską potencję, a działanie to wynika głównie z dwóch mechanizmów. Składniki czynne zioła, z których głównym jest ikaryna mają zdolność do zwiększania ekspresji enzymów syntazy tlenku azotu, przez co może podnosić poziom tego gazowego hormonu w ustroju.

Drugim mechanizmem jest selektywna inhibicja fosfodiesteraz-5 (PDE-5), a więc działanie tożsame z sildenafilem (składnik Viagry). Dzięki temu wzrasta koncentracja cząsteczek cGMP w komórkach tkanki penisa.

Mówi się, że suplement ten może być korzystny również dla kobiet.  Przekłada się bowiem na poprawę ukrwienia łechtaczki, co stymuluje doznania seksualne i zwiększa prawdopodobieństwo osiągnięcia orgazmu.

L dopa to źródło najwyższej jakości lewodopy, aminokwasu stanowiącego bezpośredni prekursor dopaminy. Optymalizacja jej stężenia promuje wiele płaszczyzn funkcjonowania organizmu, wpływając dodatnio głównie na odczuwane stany emocjonalne, układ motywacji oraz funkcje seksualne. Nasila popęd płciowy, sprzyjając zachowaniu optymalnych funkcji seksualnych. Jej przyjmowanie może dodatnio wpływać na obwód prącia.

MACA – jako dodatek do powyższych.

Dowody z przeprowadzonych prób klinicznych pokazują również, że stosowanie macy wśród mężczyzn spowodowało zwiększenie objętości nasienia, liczby plemników podczas ejakulacji, oraz ruchliwość plemników. Może zatem być dodatkiem przy dwóch powyższych suplementach.

Co jeszcze może pomóc?

Sen, aktywność fizyczna i dieta!! Wszystkie te parametry mają wpływ na produkcję hormonów, w tym na testosteron!

Wit E

Witamina młodości wpływa na poprawę płodności u mężczyzn. Chroni struktury komórkowe plemników przed stresem oksydacyjnym, który wykazuje negatywny wpływ na jakość tych komórek i prowadzi do ich uszkodzenia.

ZMA - synergicznie działającą kombinacją Cynku i Magnezu, wzbogaconą w Witaminę B6, naturalny booster testosteronu

***

Od tysiącleci seks i miłość stanowią koła napędowe ludzkości, stanowią żródło inspiracji dla poetów, pisarzy, malarzy. Już sam ten fakt wystarczy za dowód na to, jak bardzo są one dla nas ważne. Czasami wiąże się z konstelacją zarówno pozytywnych jak i negatywnych emocji, jak chociażby przy namiętności, gdzie wraz z fizjologicznym, mocno uwydatnionym pobudzeniem, pojawiają się zarówno pożądanie, radość, jak i zazdrość i tęsknota. Nie zależnie czy wiążę się wyższymi uczuciami, czy też jest czysto fizycznym aktem służącym rozładowaniu bliżej nieokreślonego napięcia,  cieszmy się neuroprzekaźnikowym hajem. Kochajmy się!

 

P.S. Pamiętajcie, że na hasło KAROLA05 macie zniżkę 7% na zakupy w muscle-zone.pl

Artykuł Miłość i seks, a neuroprzekaźniki pochodzi z serwisu Blog Muscle-Zone.

]]>
https://www.muscle-zone.pl/blog/milosc-i-seks-a-neuroprzekazniki/feed/ 0
Suplementacja a geny https://www.muscle-zone.pl/blog/suplementacja-a-geny/ https://www.muscle-zone.pl/blog/suplementacja-a-geny/#respond Mon, 24 Sep 2018 12:56:42 +0000 https://www.muscle-zone.pl/blog/?p=14718 Ostatnimi czasy w Polsce niezmiernie rozwinął się rynek suplementacyjny, a prognozy pokazują, że ta tendencja nie będzie się zmieniała przez...

Artykuł Suplementacja a geny pochodzi z serwisu Blog Muscle-Zone.

]]>
Ostatnimi czasy w Polsce niezmiernie rozwinął się rynek suplementacyjny, a prognozy pokazują, że ta tendencja nie będzie się zmieniała przez następnych kilka lat. Nic dziwnego, suplementy diety stały się elementem stylu życia, związanego z prawidłowym żywieniem, zdrowiem, niekiedy rekompensującym brak aktywności fizycznej, niedoborowej diety, bądź chronicznego stresu. Ja jako osoba zajmująca się dietetyką, sama nierzadko zalecam stosowanie odpowiednich witamin, szczególnie u osób aktywnych fizycznie, u których występuje zwiększone zapotrzebowanie na składniki odżywcze, co jest często trudne do zrealizowania za pomocą tradycyjnej diety. Indywidualnie dobrane suplementy wraz z odpowiednio ułożoną dietą, aktywnością, oraz nierzadko kontrolą lekarską, przynoszą niejednokrotnie lepsze i szybsze rezultaty.

Jednakże praktyka ta powinna być prowadzona pod kontrolą osoby specjalizującej się w suplementach, dobrana indywidualnie do predyspozycji oraz badań danej osoby, aby nie doprowadzić do szkodliwych efektów przedawkowania.

Mówi się, że prawidłowo zbilansowana dieta - w przypadku osób zdrowych (!) - powinna pokryć́ zapotrzebowanie na podstawowe składniki odżywcze. Sytuacja staje się trudniejsza, gdy mamy do czynienia z obciążeniem organizmu , czy to mocnymi treningami, stresem, czy chorobami metabolicznymi, autoimmunizacyjnymi lub środkami farmakologicznymi, które zwiększają zapotrzebowanie na dany składnik mineralny, jak np popularna metformina (b12, Mg),czy leki IPP (żelazo, wit C,D,B12). Przy zwiększonej produkcji kortyzolu (hormonu stresu) dochodzi do niedoboru wit C i B, a także potasu, cynku, biotyny, żelaza i miedzi.

Istnieją do tego pewne predyspozycje genetyczne, które mogą̨ zmieniać́ metabolizm witamin,  również u osób zdrowych. Problem może polegać na przekształcaniu nieaktywnych form witamin do postaci czynnych biologicznie  (np beta karotenu do wit A, który często obserwuję u osób z Hashimoto, napiszę więcej o tym niżej). Bądź może dochodzić do zaburzeń procesu  wchłaniania oraz transportu międzykomórkowego. Wszystkie te procesy mogą wpływać na zmienione zapotrzebowanie na poszczególne składniki odżywcze.

Czy geny mówią nam jaka dawka podstawowych witamin jest dla nas odpowiednia?

Jaką wygodą by było, by każda osoba mogła zrobić sobie test genetyczny, który pokazuje, czy mamy problemy z prawidłowym metabolizmem danych podstawowych witamini czy jesteśmy narażenina ich niedobory w organizmie. Wyobraźcie sobie, że otrzymujecie 160 stron książki o Was, z szeregiem informacji o Waszych predyspozycjach genetycznych do danych chorób, metabolizowania witamin, zaburzeń produkcji niektórych białek, jak kolagen, czy skłonności do danych chorób skórnych (atopowej, łuszczycy), chorób psychicznych (depresji, schizofrenii), a nawet mówiące o predyspozycjach do danych sportów (sprinter czy długodystansowiec !). Takie informacje mogłyby ukierunkować nasze życiowe wybory związane z dietą, treningiem (kariera sportowa?), suplementacją i zapobiec wielu chorobom, do których mamy pewne predyspozycje genetyczne, tym samym oszczędzając nam czasu i nerwów związanych z podejmowaniem kolejnych prób i popełnianiem błędów, stosując dane strategie. Na szczęście w Polsce jest już możliwe wykonanie takiego panelu genetycznego, bez ściągania pakietów z Wielkiej Brytanii czy Stanów. Ja zrobiłam sobie taki panel genetyczny polskiej firmy Ogen, który nie dość, że pokazuje ok 200 polimorfizmów, to jeszcze firma przetrzymuje materiał surowy i co pewien czas aktualizuje informacje o nas samych; np w ten weekend otrzymałam już dodatkową informację o tolerancji fruktozy!

 

Dziś chciałabym się z Wami podzielić moimi wynikami testu genetycznego i pokazać co dzięki temu zyskała moja dieta i suplementacja. A niektóre wyniki odnośnie witamin, powiem Wam szczerze, że tłumaczą moje długoletnie obserwacje.

Ale o co chodzi z tymi genami?

W głębi każdej komórki naszego ciała znajduje się wielocząsteczkowy łańcuch kwasu deoksyrybonukleinowego, zwany w skrócie DNA. Zawarta w DNA informacja jest istną encyklopedią wiedzy na nasz temat – począwszy od koloru włosów, predyspozycji do sportów czy tolerancji danych produktów żywieniowych, po najrozmaitsze cechy (empatia czy nawet reakcja na stres), kończąc na chorobach, jak i przebiegu poszczególnych reakcji chemicznych wewnątrz każdej naszej komórki.
To jest niesamowite, że wystarczy mała próbka śliny, aby wykonać badanie, które powie o naszym organizmie niemal wszystko.
Czy wiecie, że do jednej z przyczyn nietolerancji laktozy zalicza się występowanie mutacji w genie MCM6? Albo czy wiecie, że występujące zmiany genetyczne, tak zwane polimorfizmy pojedynczego nukleotydu, SNP, osłabiają przyswajanie niektórych witamin – np. A, C czy też witaminy z grupy B? Może to tłumaczyć gorsze samopoczucie osoby, która suplementuje dany składnik mineralny, np. wit B12, a obserwuje u siebie reakcje związane z jej niedoborem, np. osłabienie i brak koncentracji. SNP skorelowane z niedoborem kwasu foliowego może być groźny dla kobietek w ciąży, a właściwie dla ich nienarodzonych dzieci (wrócę do tego wątku przy MTHFR).

Często słyszymy, że ktoś swoje niepowodzenia w postępowaniu dietetyczno-treningowym zwala na niekorzystne geny. Obecnie możemy sprawdzić, czy ktoś posiada tzw. „gen otyłości”, gdyż za predyspozycje do zwiększenie masy ciała odpowiada wiele miejsc w genomie.

Ja przykładowo mam predyspozycje (m.in. gen FTO)! Dlatego wiem, że muszę w swoim postępowaniu uważać na to co jem i dbać o aktywność fizyczną, dzięki czemu taka strategia uchroni mnie przed nadwagą, jak i przed wieloma chorobami wynikającymi właśnie z nieprawidłowej masy ciała (miażdżyca).

Pamiętajcie jednak, że predyspozycje genetyczne to inaczej uwarunkowania genetyczne sprzyjające wystąpieniu jednostki chorobowej. Ich zdiagnozowanie nie oznacza, że dana osoba zachoruje, ale umożliwia oszacowanie prawdopodobieństwa takiej sytuacji!

Możemy zmienić tryb życia w taki sposób, by zminimalizować prawdopodobieństwo pojawienia się choroby lub zaburzenia! Taki panel, im wcześniej wykonamy w życiu, tym daje nam większą szansę na „nie-aktywowanie” danych genów, zmieniając np. dietę czy limitując czynniki środowiskowe. Będąc natomiast świadomym ryzyka wystąpienia danej choroby (cukrzyca typu 2, Graves Basedov, depresja, czy inne), możemy zadbać profilaktycznie o odpowiednio częste badania diagnostyczne.

Z analizy genetycznej możemy wyczytać również do jakich sportów jesteśmy predysponowani (sprint czy sport wytrzymałościowy), czy również sprawdzić reakcję na konkretne składniki odżywcze (kofeina, gluten, fruktoza). Mi wyszła mała predyspozycja do celiakii (robiłam również badania w kierunku celiakii z krwi, rzeczywiście wyszły ujemne:)). Dodatkowo ucieszyła mnie informacja o tolerancji laktozy

Badania genetyczne wychodzą oczywiście daleko poza wyżej wspomniane kwestie, nie sposób wszystkiego opisać, jednakże część z nich dziś Wam przedstawię.

Dlaczego wybrałam akurat ten panel genetyczny firmy Ogen?

Przede wszystkim ze względu na jakość wykonywanych badań. Analiza jest przeprowadzana za pomocą genotypowania technologią mikromacierzy firmy Illumina, która pozwala na jednoczesne genotypowanie blisko 600 tys. polimorfizmów. Kolejnym powodem jest obszerny, szczegółowy Indywidualny Raport Genetyczny, który dostarcza ponad 160 stron interpretacji napisanych w bardzo zrozumiały sposób, jest to szczegółowy opis ponad 200-stu potwierdzonych naukowo cech powodowanych poprzez poszczególne PPN-y.
Co najważniejsze każdy Raport jest przygotowywany na podstawie opracowań badań naukowych wraz z podaniem źródeł i opiera się na metaanalizach !.
Na stronie ogen.pl możecie znaleźć spis treści Raportu, a w zakładce Lista genów możecie zapoznać się z genami, które są opisywane w raportach.
Dodatkowo, oprócz opisanych w raporcie polimorfizmów, każda osoba również dostaje wszelkie tzw. dane surowe, czyli polimorfizmy zbadane, ale nie opisane, których wyniki w razie chęci można rozwinąć, np. w konsultacji ze specjalistą. Ja w swoje weszłam, powiem Wam, że to jest matrix, ale mega wciągający. Można na nim spędzić godziny, dni, posiłkując się listą rs-ów lub genów na snpedia.com (wpisujesz dany rs lub gen i dostajesz pełną informację nt. dostępnych badań w danym temacie! Czyli masz znacznie większą wiedzę o sobie niż te 201 polimorfizmów!) :O. To nie wszystko, ponieważ firma Ogen prowadzi dożywotnie aktualizacje z zakresu genetyki- monitorują najważniejsze naukowe doniesienia, a Ty wykonując badanie raz - uzyskujesz dostęp do wybranych aktualizacji interpretacji Twojego Indywidualnego Raportu Genetycznego dożywotnio. Także uważam, że jest to opłacalna inwestycja.

Ale wracamy do tematu artykułu:)

Niedobór witamin zapisany w genach

Witaminy i składniki mineralne pełnią bardzo ważną̨ funkcję regulacyjną w organizmie, odpowiadając między innymi za prawidłowy przebieg złożonych procesów biochemicznych. Ich niedobór może skutkować zaburzoną homeostazą, czyli trudnościami w utrzymaniu swoistej równowagi w organizmie człowieka.

Czynniki genetyczne mogą w wpływać na poziom niektórych witamin z grupy B, w szczególności witaminy B6, B12 oraz kwasu foliowego. Zmiany dotyczą zwykle genów, kodujących białka, uczestniczące w metabolizmie wyżej wymienionych witamin. Niedobory, spowodowane mutacjami, można zwykle bez problemu wyrównać przy pomocy odpowiednio dobranej suplementacji.

KWAS FOLIOWY

Kwas foliowy jest słusznie uznawany jako witamina dla kobiet oczekujących potomstwa. Pochodne tego związku (foliany) regulują wzrost i funkcjonowanie wszystkich komórek ciała, biorą udział w syntezie DNA oraz RNA. Gdy ich brakuje, rośnie ryzyko wystąpienia u dziecka licznych wad rozwojowych, takich jak wada cewy nerwowej, rozszczep wargi i podniebienia, wady serca, a nawet zespół Downa.

Ale folianów potrzebujemy również dla własnego zdrowia. Związek ten bierze bowiem udział w tworzeniu czerwonych krwinek, oraz pomaga zapobiegać anemii.

U mnie jak widzicie wyszły predyspozycje do niedoborów zarówno wit. B12 jak i wit. B6. Z tego względu do diety wprowadziłam kompleks  witamin B (zmetylowany), polecam TEN .

MTHFR

Niedobory folianów mogą być spowodowane nie tylko niedostateczną ich podażą w diecie, ale również mutacją w genie MTHFR, kodującym reduktazę metylotetrahydrofolianową. Enzym ten odpowiada za przekształcenie 5,10- metyleno-THF do 5-metylo-THF, który następnie przy współudziale witaminy B12 uczestniczy w przekształceniu homocysteiny do metioniny. U osób z mutacją w genie MTHFR wzrasta stężenie homocysteiny. Ulega ona autooksydacji z wytworzeniem reaktywnych form tlenu, które uszkadzają komórki śródbłonka naczyniowego, inicjując zmiany miażdżycowe.

Witaminy z grupy B, w tym kwas foliowy, uczestniczą w neutralizacji homocysteiny – związku inicjującego powstawanie zmian miażdżycowych w naczyniach krwionośnych, silnie związanego z chorobami serca.

Niektóre osoby mają problem z przyswajaniem zwykłej formy kwasu foliowego, zawartej w powszechnie dostępnych suplementach. Dla niektórych z nich zwiększone dawki tego składnika mogą okazać się wręcz niebezpieczne, a powodem tego jest mutacja w genie MTHFR, odpowiedzialna za zahamowanie przekształcania syntetycznej formy kwasu foliowego do aktywnych metabolicznie folianów.

Stąd też warto sprawdzić oznaczenie wariantu genu MTHFR, gdyż w przypadku jego wystąpienia należy podawać zmetylowane formy witamin: witaminę B12 jako metylokobalaminę, witaminę B9 jako metylofolian, a kwas foliowy jako L-metylofolianu (5MTHF).

Stosowanie dodatkowo fosfatydyloseryny może być pomocne w zmniejszeniu homocysteiny poprzez katalizowanie reakcji przekształcenia jej do cysteiny.

Niektóre osoby, głównie podwójnie homozygotyczne w mutacjach MTHFR, nietolerują wysokich dawek witamin, zatem u nich zaleca się stopniowe zwiększenia dawki.

Należy uważać też na wysokie dawki niacyny, która może zmniejszyć konwersję homocysteiny do metioniny i skumulować homocysteinę.

Suplementy na zaburzenie metylacji znajdziecie TU.

Żelazo – nadmiar/ hemotochromataza

O ile w przypadku niedoboru żelaza dużą rolę odgrywają czynniki środowiskowe (m.in. nieprawidłowa dieta), o tyle w hemochromatozie kluczowe kwestie odgrywają predyspozycje genetyczne. Stan nadmiernego stężenia żelaza w surowicy krwi jest zjawiskiem niebezpiecznym i może doprowadzić do chorób wątroby, stawów oraz serca. Dziedziczna hemochromatoza to stan przeładowania żelazem związany z mutacjami genów HFE, SLC11A3, TF i CP.

Witamina A

Osoby z moim genotypem mogą mieć znaczne problemy w zaopatrzeniu organizmu w witaminę A, nawet przy wysokim spożyciu warzyw i owoców bogatych w jej formę pośrednią, czyli beta-karoten. Dlatego dzięki tym wynikom, wiem, że muszę wdrożyć dodatkową suplementację witaminy A.

Ale uwaga, Wit A w nadmiarze może prowadzić do objawów toksycznych, należy zatem dawkować ją ostrożnie. Oczywiście znajdziemy jej pośrednią formę, beta-karoten, w dyni, batatach, marchewce (idealnie komponujące się w jesienne menu), a jedynym skutkiem ubocznym jej przedawkowania może być żółte przebarwienie skóry. Ogólnie objawy karotenozy bardzo często obserwuje u osób z Hashimoto, ponieważ niedobór hormonów tarczycowych upośledza zdolność przemiany beta karotenu.

Antyoksydanty

Do antyoksydantów zaliczamy wit C, wit E, wspomniany beta-karoten, czy magnez.

Substancje te poprzez dezaktywację wolnych rodników, powstałych w procesie oksydacji (reakcji utleniania) zapobiegają destrukcji komórek. Czy wiecie, że brak antyoksydantów może prowadzić do uszkodzenia tarczycy, za każdym razem gdy jod jest procesowany?

Ja wdrożyłam antyoksydacyjną dawkę wit C 600mg (RDA rekomenduje dawkę 60mg), wit E 400 mg, selen 200 mg. Dlaczego, zerknijcie dalej w moje zdolności regeneracyjne;).

Łuszczyca

Jest to jedna z chorób, na którą predyspozycje, wskazuje test. Wyszły mi. Nie mam tej choroby, zatem mogę działać profilaktycznie, by zapobiec jej w przyszłości. Wiemy , że jest to choroba z rodziny autoimmunologicznych, a ja już dwie posiadam, więc wolę dmuchać na zimno .

Szczególnie korzystne w leczeniu żywieniowym łuszczycy są witamina D, B12, E, selen, koenzym q10 (forma Ubiquinol) oraz kwasy omega-3 ( o wysokiej dawce EPA i DHA, np TEN).
Omega 3 zmniejszaj swędzenie, zaczerwienie skóry dotkniętej zmianami łuszczycowymi. Dodatkowo odnotowuje się poprawę kliniczną ocenianą na podstawie skali PASI (średnia punktów 11,2 przed rozpoczęciem 14 tygodniowej suplementacja kwasami oraz 9,8 po jej zakończeniu p=0.048)
Witamina D - poprawa kliniczna w łuszczycy odnotowana na podstawie skali PASI (18,4 do 9,7 w okresie 6 miesięcy i 7,8 po 24 miesiącach suplementacja 0,5 μg kalcitrolu (p<0.001)).
-- Witamina B12 – Podawanie domięśniowe witaminy B12 w dawce 1000mg przez 10 dni, a następnie kontynuowanie suplementacji w dawce podtrzymującej pozwoliło na zmniejszenie zmian łuszczycowych u 32% chorych
-- Selen - Suplementacja selenem w połączeniu z koenzymem Q10 oraz witaminą E inicjuje poprawę kliniczną w przypadku ciężkich zmian łuszczycowych.

Zabiegi nawilżające i złuszczające martwy naskórek w połączeniu z zastosowaniem preparatów z mocznikiem oraz emolientami stanowią dodatkowe wsparcie.

Długowieczność

Wiadomość o  predyspozycji do łuszczycy na szczęście przyćmiła informacja o dobrych genach długowiecznych ;). Fakt dziadek dożył prawie stu lat, pradziadkowie też, także jest szansa, że będę Wam pisała artykuły przez kolejne 70 lat XD.

Głównie zawdzięczam to genowi SIRT1 kodującemu białko należące do rodziny sirtuin. Został on powiązany z predyspozycją do długowieczności oraz intensywnością procesu starzenia się. Białko kodowane przez ten gen kontroluje procesy metabolizmu i chroni neurony przed degradacją!!  Wykazano również zaangażowanie produktu tego genu w ochronę komórek przed stresem oksydacyjnym. SNP w obrębie tego genu został powiązany z mniejszą utratą sprawności intelektu wraz z postępem lat (<3), zwłaszcza w kategoriach pamięci krótko- i długotrwałej.

Hell yeah! 😉

REGENERACJA

Przetrenowanie powoduje przewlekłe stany zapalne, może również zaburzać procesy redukcji masy ciała poprzez nadmierną stymulację hormonów odpowiedzialnych za stres. Dlatego wiedza o predyspozycji do czasu regeneracji, może być kluczowa w planowaniu naszej strategii treningowej.  Każdy potrzebuje innego czasu regeneracji.  Zależy on od wielu czynników:stażu treningowego, od stylu życia, od jakości i długości snu, od odpowiednio zbilansowanej diety… ale i od genów! Ja obecnie muszę trenować rzadziej, lżej, z większą przerwą między treningami danej partii. Informacja na temat moich predyspozycji ułatwiła mi dostosowanie odpowiedniej częstotliwości i intensywności treningów oraz dodatkowej suplementacji antyoksydantami (patrz wyżej), aby zapobiec nieskutecznej regeneracji.

Od kiedy choruję na Hashimoto, moje potreningowe boleści ciągną się dniami, a nie do 48h jak kiedyś! Moje treningi nie są już na szczęście tak ciężkie jak kiedyś, gdy dźwigałam w przysiadzie 80-100 kilo :).

W trakcie aktywności fizycznej wytwarzamy dużą ilość wolnych rodników, których organizm musi się pozbyć, aby zapobiec uszkodzeniom komórkowym. Nasze organizmy posiadają liczne mechanizmy antyoksydacyjne, które powinny wspierać ten proces. Jednakże zmiany na poziomie genetycznym, takie jak np. polimorfizmy w genie SOD2 mogą zakłócać te procesy.

Gen ten koduje enzym SOD2 – czyli dysmutazę ponadtlenkową –  która jest istotnym elementem obrony komórek przed toksycznym działaniem wolnych rodników tlenowych.

Skóra, kolagen

Czy wiesz, że suplementacja przeciwutleniaczami, takimi jak: witaminy C + E, kwas α-liponowy, resweratrol, proantocyjanidy, są szczególnie korzystne w aspekcie problemów z fotostarzeniem się skóry?:)

____

Sami widzicie, że uzyskany przekrój informacji genetycznej nie rzadko może okazać się kamieniem milowym w naszej obranej strategii żywieniowej i treningowej. Szczególnie, gdy dotychczasowe postępowanie nie przynosiło oczekiwanych rezultatów, albo gdy brakuje nam motywacji, by zmienić nasze złe nawyki. Informacja o danych predyspozycjach, może to diametralnie zmienić;) Pomogą nam odpowiednio zadbać o siebie, a w rezultacie poprawić jakość życia i przyczynić się do jego wydłużenia.

Ja mam dla Was niespodziankę i na hasło KKIRG0718 otrzymacie do końca października 15% rabatu na Indywidualny Raport Genetyczny firmy ogen.pl , czyli swoją własną książkę genetyczną o Was samych (201 polimorfizmów oraz kolejne które z czasem bedą się pojawiać, a firma będzie Wam dosyłać o tym informacje!). Ważną informacją może być możliwość kupienia testu na raty :). Cena po zniżce to niecałe 1000 zł, ale patrząc, że zawiera chociażby mutacje genu MTHFR,  predyspozycje w kierunku celiakii, gdzie oba te badania pojedynczo są dość drogie, a tu mamy ich znacznie więcej, to można się zastanowić nad taką inwestycją.

Firma dodatkowo ponosi koszty kuriera: przywiezienia i odbioru materiału od klienta .

Buziaki,

Karola Kocięda,

wojowniczka ;P

 

Artykuł Suplementacja a geny pochodzi z serwisu Blog Muscle-Zone.

]]>
https://www.muscle-zone.pl/blog/suplementacja-a-geny/feed/ 0
Trening przy hashimoto https://www.muscle-zone.pl/blog/trening-przy-hashimoto/ https://www.muscle-zone.pl/blog/trening-przy-hashimoto/#comments Thu, 30 Aug 2018 10:15:31 +0000 http://blog.muscle-zone.com/?p=6278 Nie jestem lekarzem, dlatego proszę potraktujcie ten post jako zapis mojego doświadczenia. A nóż kogoś zainspiruje, może komuś pomoże obrać...

Artykuł Trening przy hashimoto pochodzi z serwisu Blog Muscle-Zone.

]]>
Nie jestem lekarzem, dlatego proszę potraktujcie ten post jako zapis mojego doświadczenia. A nóż kogoś zainspiruje, może komuś pomoże obrać kierunek działań, może pewne kwestie uświadomi. Jednak pamiętajcie każdy jest inny, każdy indywidualnie przechodzi chorobę/choroby, każdego organizm ma inne potrzeby. Każdy ma również - co jest bardzo ważne przy tym temacie - inny staż i poziom zaawansowania treningowego. Również inny stan zapalenia, w naszym przypadku tarczycy.

Ja już trenuje siłowo, kulturystycznie od 10 lat. Niektórzy z Was poznali mnie dopiero podczas moich przygotowań do zawodów sylwetkowych, kiedy założyłam mój blog kulinarny :). Do tego czasu jednak udało mi się już zbudować kilkadziesiąt kilo masy mięśniowej;).

Dla niektórych osób nie jestem sportowcem, bo nie oddaje temu 100 procent życia (jestem też z zawodu czynnym architektem, a także szkolę się dietetycznie - w końcu kiedyś będę mogła zająć sie wnętrzem ludzkim całościowo ;)); nie jestem w końcu ani Jędrzejczak, ani nie reprezentuje kraju, nawet nie wyglądam teraz do końca jak sportowiec. Jedna jednostka treningowa dziennie też nie brzmi imponująco;). Dla mnie jednak treningi zawsze były i są czymś więcej. Uwielbiam wyciskać z siebie siódme poty, przekraczać kolejne granice, sprawdzać siebie. Lubię być silna, bo wiem, że przekłada się to w moim życiu na siłę psychiczną. Teraz fakt, musiałam przystopować, co nie jest dla mnie proste. Trenuję siłowo tylko 3 x w tygodniu, do tego joga - kto by pomyślał. Wciąż się uczę swojego organizmu, który osłabł, a zarazem okazał się bardzo skomplikowany. Wciąż pogłębiam wiedzę w zakresie dietetyki, treningów, mojej choroby i mam nadzieję, że kiedyś będzie na tyle duża, iż będę się mogła pod nią podpisać. Póki co szukam sposobu na moje zdrowie.

Czasami się zastanawiam, czy to jeszcze normalne, gdy każdy weekend spędzam na szkoleniach dietetycznych, a webinary oglądam częściej niż seriale o superbohaterach. Dziś nie chce poruszać jednak tematu żywienia przy hashimoto. Pisałam już na ten temat kilka postów (TU, TU, TU). Chce byście jednak nie zapominali, że odpowiednie wsparcie dietetyczne i suplementacyjne w chorobach autoimmunologicznych jest tak samo istotne jak równowaga pomiędzy trenowaniem a odpoczynkiem.

Od czasu diagnozy hashimoto próbowałam wielu metod treningowych. Nie wszystkie okazały się dla mnie dobre. O ile wszyscy jesteśmy świadomi tego, że 70% dieta, a 30% treningi robią cud z naszego ciała, to w moim przypadku, gdzie dietę miałam dość ogarniętą, odpowiednie treningi miały dużo większe znaczenie. Samo trzymanie diety w 100 procentach przy złym systemie trenowania nie przynosiło oczekiwanych rezultatów, a wręcz prowadziło mnie wpierw do błędnych wniosków, że ciągle popełniam błędy w żywieniu i coraz bardziej okrajałam sobie produkty w diecie. Co może i nie zaszkodziło, ale powodowało, że serwowałam sobie coraz większe restrykcje niepotrzebnie.

O ile osoba zdrowa, może sobie pozwolić na eksperymentowanie i łączenie różnych aktywności fizycznych, to u osób z hashimoto, nie jest już tak kolorowo. Przynajmniej na początku, bo co ja mogę wiedzieć, jak jest później. Sama zmagam się z tarczycą od diagnozy w styczniu tego roku. Na razie pozostała mi wiara, że tak jak inni, którzy doszli już do poprawy zdrowia,  będę mogła trenować jak kiedyś. O ile mi się coś nie odmieni 🙂

Do posiadania haszimoto potrzebujemy (start pack Karoli): obciążenia genetycznego, życia w chronicznym stresie, przetrenowania, utrzymywania ciała w notorycznym deficycie kalorycznym , zbyt niskiej tkanki tłuszcczowej, nadwrażliwość emocjonalną i wypadek najbliższej osoby.

Na początku nie rozumiałam co się dzieje. To wyglądało trochę jak loteria losu: ciekawe czy dziś mnie zaleje, czy nie. Interwały, za długi trening, za mocny trening, za częste treningi, za szybki i zbyt wytrzymałościowy spacer na szczyt góry – wygrałaś dziś 3 kilo wody! Strasznie to męczące, szczególnie gdy następnego dnia masz spotkanie z klientem.

Krata na brzuchu raz jest , a raz znika.

Kiedy mamy chorobę autoagresywną, wiemy, ze w naszym organizmie przebiega stan zapalny. U mnie jeszcze nie dawno był dość rozległy i aktywny (badania), pomimo, że przeciwciała już mocno spadły. Wątpliwości, że to haszi, nie ma. Jeszcze niedawno spadło mi bardzo mocno ft3, ale o tym za chwilę, ponieważ na to wpływ miał bezpośrednio mój system treningowy, który jak się domyślacie- był do dupy;).

POCZĄTEK HASZI – spać, spać, spać

Na początku wiadomo, TSH szybuje w górę, nie chce się nic, spada motywacja do wyciągnięcia coraz większego tyłka z domu, jakaś masakra. Przecież do tej pory ciężko było mnie z siłowni wyciągnąć. WTF. Oczywiście idziesz na trening, na siłę, bo widzisz te rosnące kilogramy „z powietrza”, stres- stres, nie możesz odpuścić, bo jak to zrobisz, to co wtedy się stanie? I co na to Twoja szefowa, partner, mama, siostra , sąsiadka, której mówiłaś że boczek jest pro, a nie jogurt odtłuszczony lajt. Następnego dnia, pije przykazane minimum 2 litry wody i nie zauważam nawet, ze cały dzień nie odwiedzam toalety, a nowe reeboki zaczynają pękać w szwach na „nowych” napompowanych wodą kostkach. No i weź zrób teraz trening, jak właśnie przeobraziłaś się w AquaWoman.

Jak udało mi się zrobić 2-3 treningi siłowe tygodniowo, to był sukces. O ile teraz uważam, ze była to wystarczająca ilość, to wtedy nie rozumiałam tego i tylko się wściekałam na siebie.

Dwa dni restu, znów podchody do treningu. Tym razem jest krata, ale energii zero. Kończy się na rowerku, bo coś trzeba zrobić. Jak wypije kawę przed, mam nawet ochotę jeszcze na barki, tylko obraz w lustrze dołuje i mam ochotę szybko wyjść z siłowni. Do tego masz wrażenie że każdy się na Ciebie gapi, nic dziwnego, jesteś „zmasowana” (w Twojej głowie - gruba).. taaak w głowie masz totalną sieczkę emocjonalną, jak przy PMSie, tylko jest trochę bardziej przy tym depresyjnie i psychicznie. Na szczęście to trwało tylko do czasu ustabilizowania hormonów. Ale nie zapomnę spojrzeń partnera mówiących „Kim jesteś? oddaj mi moją Karolę z powrotem”.

U mnie leczenie początkowo letroxem, teraz Novo, zrobiło swoje. Nie zapominajmy o suplementach, adaptogenach (polecam TEN artykuł), diecie, wsparciu jelit. Także obecnie jest energia, witalność, lamenty na poziomie przeciętnej kobiety, albo może i mniej ;), chęć życia i „niestety” olbrzymia potrzeba mocnego trenowania. Niestety, bo wiem, ze za duża ilosć treningów, też na tą chwilę nie jest jeszcze dla mnie dobra. Ale z czasem to się zmieni zapewne, o ile tylko będę teraz stale dbać o regenerację oraz sen. Bo prawda jest taka, że jak jest do dupy z regeneracją, snem, czasem wolnym, to mocny trening siłowy kilka razy w tygodniu moze tylko dolać oliwy do ognia. Dodajmy do tego koktajlu szczypty nwyrzutów sumienia i ciągłym negatywnych emocji w głowie.

2 ETAP – nowe bodźce:

Wszyscy moi bliscy wiedzą co znaczy dla mnie trenowanie, że siłownia była zawsze dla mnie drugim domem , że lubiłam zawsze trenować ciężko, pobijać swoje rekordy. Nie chce by brzmiało to ckliwie, etap hormonalnej huśtawki już dawno mam za sobą, ale chce byście zrozumieli jak dziwne jest dla mnie zjawisko, kiedy tylko nadludzkie siły są w stanie mnie wyciągnąć z domu na trening.

W tym etapie mam dość wegetacji. Robię wszystko co mogę. Leki działają, energia wróciła. Wyniki badań wracają do normy. Ft3 jeszcze nisko, ale już w widełkach „OKEJKI”. Wykonałam full dodatkowych badań; wychodzi przy okazji, że mam duże predyspozycje na cukrzycę typu 1 jak moja siostra. Ratuje mnie, że mam racjonalną dietę o niskiej podaży węgli, nie jem drożdżóweczek i słodyczy ze sklepu; ale trzustka przy dużym obciążeniu glukozy nie domaga. Do tego rt3 za wysokie. Łykam książki o haszi jedną za drugą, testuje nowe suple, eliminuje jeszcze więcej składników pokarmowych (już prawie jestem na AIP, choć ciągle się od niego bronie), szukam nowych lekarzy, rozwiązań, jadę w Góry zaczerpnąć nowej energii, czytam o oddziaływaniu stresu na ciało. Dodatkowo szukam nowych bodźców, które mnie zmotywują do ćwiczeń. Dlatego zaczynam trenowanie totalnie innego niż siłka - boksu tajskiego.

Łączyłam muai thai i treningi siłowe. Od czasu do czasu cardio – raz lub dwa razy w tygodniu rowerek lub bieganie w parku. Szukałam sposobu na siebie. Z miłości do ciężarów i trochę głupoty, bo czułam, że hardkorowe treningi są również powodem mojej retencji wody, ciągle starałam się trzymać moich wypracowanych obciążeń. ALE treningi do godziny czasu. Cardio nie dłużej niż 30 minut. To akurat było najrozsądniejsze z tego wszystkiego co robiłam;). Zauważyłam jednak, że o ile jeden tydzień super się trenowało, 5x w tygodniu, była w końcu moc jak za dawnych czasów, to w kolejny tydzień – następowała przymusowa regeneracja – mogłam w tym czasie spać po 16 godzin, a nadal czułam się niewyspana. W tym okresie, co jest ważne, podbiłam swoją kaloryczność oraz węglowodany (również proste). Przestałam przesadnie liczyć makroskładniki. Waga już nie rosła, ale stała w miejscu. Cokolwiek nie robiłam w kolejne miesiące – stała praktycznie w miejscu. Fakt, ze wyniki badań z tego okresu były już super. Musiałam jeszcze ogarnąć sprawę retencji wody, która nadal występowała, ale głównie był to problem treningów, co dopiero dostrzegłam. Najczęściej występowała po interwałach lub najmocniejszych treningach, np nóg, albo po za dużej ilości treningów w skali tygodnia. Tsh było zmienne, w zależności od przetrenowania: z reguły na poziomie ok. 1,3, ale kiedy łapała mnie nie-moc to był znak, że podnosiło się do 2 jednostek. Musiałam w końcu wybrać czy wolę trenować siłowo, czy boks tajski, ponieważ musiałam je traktować na równi, dlatego jeden robiłam kosztem drugiego. Wygrała siłownia, choć czasami jak mam możliwość zrobić darmowy trening boksu z Reebokiem, to nie potrafię odmówić.

3 ETAP

Hormony nareszcie się ustabilizowały, endo zachwycona, jelitka również cacy, enzymy trawienne nie potrzebne, nie pamiętałam już od paru miesięcy co to wzdęcia. Zaczęłam nawet wprowadzać kolejne produkty do diety, typu jajka raz na dwa tygodnie, migdały, cukinia. Czułam się świetnie, brzuch jakby bardziej płaski. Tylko ta pi*przona waga. Bez zmian. Czy jadłam mniej, czy więcej, NIC. Trochę dołujące, gdy od miesięcy odmawiasz wyjść na mieście, burgery z glutenem oglądasz tylko na zdjęciach swoich znajomych, a Twoje śniadanie od ponad pół roku stanowi rosół, wątróbka czy awokado. Ale diagnoza Pani doktor była obiecująca: jest Pani na dobrej drodze do remisji, oby tak dalej.

Poprzez obserwacje zdążyłam się nauczyć, że HIIT’y , interwały, cross fit nie są na tą chwilę dla mnie. Również długotrwałe treningi aerobowe, powyżej 40 minut. Do tego im dalej odchodziłam od strefy komfortu, tym dłuższej potrzebowałam regeneracji. A najlepiej to pewnie w ogóle by było w tej strefie pozostać. Tylko ja tak nie potrafiłam, ale się starałam. Nie chciałam być w końcu beczką wody, tylko chciałam odzyskać komfort normalnego człowieka.

Tutaj chodzi zapewne o stres dla organizmu. Oczywiście dla każdego może mieć inną postać. U mnie najwidoczniej nim były wymienione wyżej formy aktywności plus te wszystkie emocje, które chciałam Wam przekazać w poszczególnych etapach. U kogoś innego, mogą być inne. Ważne by się obserwować. Z drugiej strony, nie polecam w tym czasie ważenia, mierzenia, bo jeśli ktoś nadal nie może się pogodzić z nową formą siebie, przestaje widzieć swoje wewnętrzne piękno chwilowo otulone warstwą tłuszczyku, to może tylko w ten sposób zastopować progres zdrowotny. Kojarzycie Marsjanina (J'onn J'onzz z DC Universum)? Mógł zmieniać formę ciała na jaką chciał. Marzyłam o takich skillsach w tym czasie;).

Brak samoakceptacji, to największy problem w walce z hashimoto, pisałam o tym TU. A w połączeniu: redukcja – stres, przetrenowanie – stres, brak samoakceptacji – stres, nie liczmy na poprawę sytuacji. Podwyższony poziom hormonu stresu negatywnie wpływa na pracę tarczycy, przez co tkanki stają się „oporne” na działanie jej hormonów. Zbyt wysoki poziom kortyzolu powoduje spadek t3, a wzrost produkcji rt3.

Ja w tym czasie zrobiłam kolosalny błąd: stwierdziłam, że jest już na tyle dobrze, że mogę w końcu rozpocząć redukcję pełną parą i sobie zafundowałam tym stres fizjologiczny deficytem kalorycznym i w głowie myślami pilnującymi kaloryki.

PLAN DZIAŁANIA (z cyklu- nie powtarzajcie tego!):

- redukcja kaloryczna, ok 1600kcal (nazwę to tak, człowiek uczy się na SWOICH błędach, troszkę przegięłam z tym obniżonym zapotrzebowaniem przy niedoczynności, ale byłam wtedy sfrustrowana brakiem efektów innych metod)

- zero odstępstw.

Tu raczej bym napisała.. ciąg dalszy braku odstępstw, bo od czasu diagnozy, nie pozwoliłam sobie na złamanie diety, a moje czit mile stanowiły ciasta robione przeze mnie w domu, z dozwolonych składników. Jednak w tym momencie lista zakazanych składników się zwiększyła; odpadł nawet banan (face palm), mąka kokosowa, konopna. Totalne czystki, ale tak jak Wam pisałam wcześniej, ciągle szukałam błędów w żywieniu.

- trening siłowy 4 x w tygodniu, dużo powtórzeń, mniejszy ciężar,

- cardio, ok. 4 -5 x w tyg do 30 minut. Po treningu lub w odrębny dzień.

Jak już nie jesteś w stanie kontrolować swojej wagi, jak już w natłoku myśli, wiedzy, niewiedzy, nie wiesz co począć, po prostu chwytasz się ostatniej deski ratunku - redukcja redukcji. Bo musisz przecież robić coś nie tak skoro WAGA ani drgnie; nie ważne, że wyniki badań się poprawiły, pamięć wróciła i jesteś skoncentrowana na pracy w 100 procentach, do tego w kuchni znów jesteś kreatywnym frikiem z milionem pomysłów, a w drodze do domu po 8 h pracy możesz zrobić jeszcze podwójne salto i wysprzątać całą chatę. Takie rzeczy stają się niewidzialne dla kobiety, gdy w grę wchodzą nadprogramowe kilogramy, a my z całym swoim uporem chcemy je zgubić . Do tego nie działa na Ciebie to co kiedyś. Trochę wkurzające i stresujące zarazem, ale masz deficyt, jesz zdrowo, a nic się nie zmienia. No cóż to zwiększmy deficyt.

Pełna zapału, wierzysz, że teraz będzie już tylko lepiej. Trzymasz dietę w 99 procentach (przyznaje zjadłam raz banana), trenujesz zgodnie z planem, jeździsz rowerkiem donikąd , aż na timerze pojawi się magiczne pół godziny. Jestem z siebie dumna :). Wylewam siódme poty, jak dawniej. Nawet przez chwile wydaje mi się, że jestem szczuplejsza, tylko waga się zepsuła. Wiadomo – waga to nie wszystko ;). Jednak przy tym deficycie nie liczę, że to mięśnie;).

Jak wielkie rozczarowanie pojawia się, GDY po 1,5 miesiąca oprócz braku miesiączki (gdzie miałam ją regularnie co miesiąc) i długotrwałej retencji wody, jak nigdy, nic się nie zmieniło. Żałujesz zjedzonego banana, zaczynasz myśleć że przez niego straciłaś szansę na powrót do formy.. (jak to piszę, jestem nadal w szoku jak nasza głowa potrafi nam zrobić figle w czasie nierównowagi hormonalnej).

Restrykcja kaloryczna plus stres psychiczny tylko zwiększyła negatywny wpływ ciężkiego wysiłku na układ odpornościowy. Spadły mi białe krwinki, a lekarz zaczął grozić leukopenią.

Samopoczucie też się zmieniło. W przeciągu półtora miesiąca moje badania się zmieniły na gorsze, z najlepszych jakie miałam. A nic nie zmieniłam, oprócz formy treningów oraz diety. ft4 i ft3 spadły drastycznie, w tym ft3 BARDZO poniżej normy, do tego stan zapalenia się powiększył. Lekarka od razu przepisała mi dodatkowo NOVOTHYRAL, zawierający hormon t3. Kazała przystopować z ilością treningów, najlepiej to znaleźć inną formę aktywności , a dodatkowo mierzyć puls przy Novothyralu i szukać swojego tempa ćwiczeń (ja naprawdę bardzo lubię tą endo). Każdy kulturysta wie jak działa t3, osoby z hashimoto, często myślą, że jest to rozwiązanie problemu z wagą. Niestety nie jest to lek dla każdego, u niektórych osób wystarczy sam letrox, u innych może w ogóle nie trzeba brać hormonu (nie rozwijam tego tematu, bo nie jestem lekarzem!!), pomijam też kwestie narzuconych proporcji hormonów w nich zawartych, które nie dla każdego będą odpowiednie. Sama znam przypadki, gdzie osoby przyjmujące ten lek nabawiły się objawów nadczynności, a przy wysiłku fizycznym serce praktycznie wyskakiwało im z piersi. U mnie póki co jest okej, a nawet lepiej niż było.

RÓWNOWAGA- etap póki co ostatni:

Stawiając na szali swoje zdrowie i samopoczucie, musimy znaleźć dla nich równowagę, by nasze zdrowie wróciło do normy, organizm się zregenerował, a koniec końców, by nasze treningi i dieta były dla nas na nowo przyjemnością, nie stresorem czyli walką z dodatkowymi kilogramami.

Mając jeszcze nieunormowane hashimoto na razie warto porzucić hasła typu „Go hard or go home”. Nie osłabiajcie już słabych zdolności regeneracyjnych. Trenujcie , ale z głową, nie forsujcie się. Aktywność jest bardzo ważna.

To na czym teraz musimy się skupić to znalezienie balansu pomiędzy ilością trenowania, jakością trenowania oraz rozważną dietą. Nie ma co robić hardkorowych redukcji, gdy Twoje hormony ledwo co dobijają do normy. Warto też nie kreować nowych stresorów, dla organizmu, który jeszcze przed chwilą żył w trybie oszczędzania. Tutaj oczywiście u każdego sytuacja może być mniej lub bardziej skomplikowana.

U mnie strzałem w dziesiątkę okazało się ograniczenie treningów siłowych do 3 w tygodniu (do 60 minut) + dodanie jednej jogi w tygodniu. Mój organizm ma teraz dużo czasu na regenerację. Do tego czasem dochodzą dodatkowe formy aktywności typu pilates, spacery, czasami rower. Cardio –z początku w ogóle porzuciłam, ale teraz po miesiącu wprowadzam na spokojnie raz – dwa razy w tygodniu, ale w warunkach domowych, by nie była to walka z czasem na siłowni. Jak nie zrobię, nie przejmuje się tym. A najchętniej to bym pochodziła po górkach w ramach ćwiczeń <3

Pomimo mniejszej ilości treningów pojawił się w końcu progres. Nowa zmiana służy mi. Ciało nie zalewa się wodą. Miesiączka wróciła do normy. Powoli waga ruszyła do dołu, pomimo że mniej trenuje i spożywam 2200 kcal dziennie, w tym teraz 220g węglowodanów w dni treningowe. Treningi siłowe są spokojniejsze, krótsze, szybsze, zmniejszyłam też ciężar. Treningi nie powodują już obrzęków, za to znów wyczuwam po nich endorfinki:). Czasami mam ochotę na jeszcze jeden dodatkowy trening w skali tygodnia, ale partner na szczęście przemawia mi do rozsądku i przypomina , ze nie można póki co szaleć. Stan zapalny się zmniejsza, ale jeszcze nie osiągnęłam remisji, dlatego muszę działać ostrożnie i nie dokładać drewna do pieca;). Niektórzy dietetycy kliniczni rzeczywiście mówili, żebym na czas trwającego zapalenia znalazła inny rodzaj aktywności, ale ja nie potrafiłam. Myślę jednak, ze udało mi się póki co znaleźć w końcu rozwiązanie dla siebie, które mi nie szkodzi. Po remisji – mam nadzieję na powrót do większych ciężarów, ale na pewno już będę ostrożniejsza.

Przy każdej zmianie metody treningowej warto sprawdzać raz na jakiś czas swoje wyniki (minimalnie) ft3, ft4 i tsh. Dodatkowo obserwować samopoczucie, można się mierzyć, ważyć, zapisywać każdą retencję wody, by w końcu rozpracować swój chwilowo niedysponowany organizm. Najważniejsze to wyczuć co Tobie służy, a co nie.

Trenować na siłowni można, być aktywnym fizycznie przy haszimoto nawet trzeba. Zarówno zajeżdżanie się na treningach, jak i brak ruchu – będą miały negatywny skutek na nasze zdrowie. Najlepszym sprzymierzeńcem będzie umiarkowany wysiłek fizyczny. W końcu metabolizm zwolnił, poprzez gorszą efektywność naszego gruczołu tarczycy. Jednak pierwszym dla nas najważniejszym celem jest doprowadzenie do równowagi naszego układu immunologicznego, a nie zaostrzenie jego choroby.

Nie bez znaczenia jest również to czy przed diagnozą uprawialiśmy jakiś sport. Jak długo/ jaki.

Ponieważ dla osoby , która trenowała codziennie, jak ja, ograniczenie treningów siłowych do 2-3 w tygodniu może okazać się wystarczającym rozwiązaniem. Z czasem dołożenie do tego innych, mniej obciążających organizm, form aktywności, może przyśpieszyć progres.

Pamiętajcie też , ze trzeba wybrać rodzaj sportu, który nam sprawia przyjemnosć.

Polecam formy ćwiczeń, takie jak joga, basen, rower, rolki, pilates, trucht, lżejsze treningi obwodowe, przeplatane z dniami restu, by organizm miał czas na samoleczenie. Wiem, że każdy chce szybko zobaczyć efekty, ale to często, tak jak i mnie, prowadzi w pułapkę. Tutaj niestety mocniej nie znaczy lepiej. A cierpliwość i wiara, że wszystko wróci do normy, zostanie w końcu wynagrodzona:).

U mojej koleżanki z pracy, która ma hashimoto od 2 lat, trzyma dietę, super sprawdza się system aktywności fizycznych 5 x w tygodniu (od pn do pt): na przemiennie jednego dnia ćwiczy w parku wg schematu jednej z amerykańskich fitnessek (ciężar własnego ciała + małe hantle), drugiego dnia w ramach „treningu” wraca do domu z pracy spacerem lub rowerem. Wróciła do swojego rozmiaru 34, a także zaczęły się pojawiać zarysy mięśni.

Wiele badań pokazuje, że nawet u zdrowego człowieka umiarkowany trening wzmacnia funkcje immunologiczne, a zbyt intensywny i za ciężki – stopuje różne parametry odpowiedzi immunologicznej. Jeśli ktoś jest zdrowy, trenuje hardkorowo, zrywa się o 5 rano na trening, po 4h snu, bo „inaczej świat się zawali”, a ma wśród najbliższej rodziny osoby z chorobami autoimmunizacyjnymi, to warto pomyśleć racjonalnie o regeneracji i profilaktyce.

AAA.. Mówiąc wcześniej o ograniczeniu form cardio, nie miałam na myśli seksu 🙂, bo to jak najbardziej możecie robić znacznie częściej niż rowerek 😉 😀 . Chociażby dlatego, że po orgazmie następuje wyrzut oksytocyny, produkowanej przez przysadkę, która obniża poziom hormonu stresu :).

A hashimoto jak wiecie jest silnie zależne od stresu, dlatego OGÓLNIE pierwszym najważniejszym krokiem ku remisji jest wyeliminowanie stresorów w swoim życiu ;).

Buziaki!

Karola <3

Obecnie  już się nie stresuje tak tym wszystkim, jest już coraz lepiej

unnamed.jpgaaaa

Artykuł Trening przy hashimoto pochodzi z serwisu Blog Muscle-Zone.

]]>
https://www.muscle-zone.pl/blog/trening-przy-hashimoto/feed/ 15
Jelita (SIBO, ZJD, stres, Hashimoto) https://www.muscle-zone.pl/blog/jelita-sibo-zjd-stres-hashimoto/ https://www.muscle-zone.pl/blog/jelita-sibo-zjd-stres-hashimoto/#comments Tue, 14 Aug 2018 07:21:39 +0000 https://www.muscle-zone.pl/blog/?p=13608 Istnieje stare przysłowie chińskie, które mówi, że leczenie choroby, która już przyjęła pełną formę, jest jak kopanie studni, kiedy zachciało...

Artykuł Jelita (SIBO, ZJD, stres, Hashimoto) pochodzi z serwisu Blog Muscle-Zone.

]]>
Istnieje stare przysłowie chińskie, które mówi, że leczenie choroby, która już przyjęła pełną formę, jest jak kopanie studni, kiedy zachciało nam się pić. Dla mnie to określenie idealnie obrazuje większość problemów jelitowych, z którymi przychodzi nam się zmierzyć. Czy to mówimy o zespole jelita drażliwego (ZJD), chorobie refluksowej przełyku, sibo, wzdęciach, czy wielu innych. Z reguły zaczynamy się martwić o stan naszych jelit, gdy pojawiają się już widoczne, utrudniające życie symptomy, bądź co gorsza – choroba autoimmunologiczna, np. Hashimoto.

U każdej osoby zupełnie inne czynniki mogą wpływać na stan jelit. To jak śpimy, stres, leki, toksyny, z którymi mamy kontakt, dysbakterioza, nadwrażliwość na pewne pokarmy, ciężkie treningi czy infekcje. Praca dietetyka jest trochę jak praca detektywa. I liczy się umiejętność odnalezienia wspólnego mianownika dla pozornie niezwiązanych ze sobą czynników. Gdy mamy problemy z wypróżnieniami, zgagę, źle się czujemy po posiłku, pojawiają się wzdęcia i gazy, stolec zawiera kawałki niestrawionego pożywienia, to jest oczywisty znak problemu z układem trawiennym. Nie każdy jednak wie, że trądzik, depresja, stany lękowe, astma, artretyzm, zespół chronicznego zmęczenia, zawroty głowy, częste chorowanie, bezsenność, bóle stawów, alergie, egzema, fibromialgia, przybieranie na wadze, mogą również być zależne od stanu jelit.

Ważne jest by w miarę szybko reagować na pojawiające się problemy, bo przy predyspozycjach do choroby autoimmunizacyjnej, niewłaściwa dieta, stres, oddziałujące na jelita, często są tym decydującym zapalnikiem jej powstania. Poza tym warto pamiętać, że jelita to 80% naszej odporności, a ich choroba, oznacza chorobę układu immunologicznego. Warto też wspomnieć, że to jelita w 90% odpowiadają za produkcję serotoniny, która odpowiada za zwalczanie depresji i stanów lękowych.

O tym, że problemy z jelitami towarzyszą każdej chorobie autoimmunologicznej, pisałam Wam kilkakrotnie. Jak wynika z badań dr Alessia Fasana, każda osoba z zaburzeniem autoimmunologicznym ma w jakimś stopniu „nieszczelne” jelita (zawsze ostrożnie używam tego stwierdzenia, bo sporne kwestie występują odnośnie tego tematu).  Tu przypomnę Wam o teorii medycyny funkcjonalnej „trójnogiego stołka”, która mówi, że do powstania choroby autoimmunologicznej potrzebne są trzy rzeczy: geny, czynnik wyzwalający i „problem z jelitami ”.

Wiemy, że na geny nie mamy wpływu, ale na pozostałe 2 z 3 objawów, już tak;). Także choć nie u każdego objawy będą wyraźne, to jednak każdy chory powinien zadbać o poprawę funkcjonowania jelit. Szczególnie w dobie współczesnego przetworzonego jedzenia. Można sobie wyobrazić zdziwienie osoby, która przychodzi po pomoc w chorobie tarczycy, a ja mu zalecam wpierw zadbanie o jelita, albo pytam o to jak wyglądał jej poród (przy cesarce jesteśmy pozbawieni wielu dobroczynnych bakterii matki). Za to jaki jest szok, gdy przy pracy nad układem trawiennym, nagle poprawia się samopoczucie oraz powracają funkcje kognitywne, które do tej pory były zaburzone. Uzdrawiając jelita, bardzo często leczymy całe ciało.

Nie każdy ma predyspozycje do chorób autoimmunologicznych, jednak to nie znaczy, że choroby jelit ich nie dotyczą.

Jelita pełnią bardzo ważną funkcję.

Jest to złożony system, który bierze udział w procesie trawienia, a tym samym przyswajania składników odżywczych.

Większość procesu trawienia odbywa się w upchanym w brzuchu ponad 6-metrowym jelicie cienkim. Wewnątrz jelita znajdują się kosmki, które wyłapują cząstki pożywienia niczym mikro rączki. Porastające je włoski to mikrokosmki. Złapane nimi substancje odżywcze kierowane są do „połączeń ścisłych”, specjalnych kanalików skupiających komórki nabłonka – enterocyty. A dalej do krwiobiegu. Gdy układ trawienny działa bez zarzutu, przez połączenia ścisłe przechodzą tylko najdrobniejsze cząsteczki pożywienia.Kiedy jednak dochodzi do stanu zapalnego w obrębie przewodu pokarmowego (nadmierne jego obciążenie), zwiększa się przepuszczalność połączeń ścisłych bariery jelitowej (ściany jelita), przez co do krwiobiegu mogą przeniknąć groźne substancje, takie jak toksyny, czy niestrawione większe części pożywienia. Może to wywołać silną reakcję odpornościową, która doprowadzi do kolejnych uszkodzeń śluzówki jelita.  A kiedy śluzówka jelita zostaje uszkodzona, komórki nie są w stanie normalnie trawić, wchłaniać pokarmów oraz wytwarzać enzymów potrzebnych do trawienia. Prowadzi to do niedożywienia, nawracania stanów zapalnych, czyli jednym słowem - błędnego koła.

Co ma wpływ na zaburzenie pracy jelit? Przyczyn może być bardzo dużo, ale najczęstsze to: alkohol, dieta o dużej zawartości cukru, pasożyty, zespół przerostu bakteryjnego w jelicie cienkim, candida, leki, w tym niesteroidowe leki przeciwzapalne NLPZ jak aspiryna czy ibuprofen, antybiotyki, antykoncepcja (wzrost estrogenu, drożdżaki, infekcje pochwy), mykotoksyny (pleśń), promieniowanie, stres (fizyczny lub emocjonalny), przebyte operacje, w tym medycyny estetycznej, niedobory składników odżywczych, spowolniony pasaż jelit, niedobór enzymów, toksyny, kapsaicyna, zakażenia zatok czy ust.

Jednym z wielu powodów może być dysbioza układu pokarmowego. Zmiany w składzie mikrobiomu, takie jak zmniejszenie ilości bakterii z gatunku Bifidobacterium oraz Lactobacilus, czy zwiększenie stosunku bakterii tlenowych do beztlenowych, powodują nadmierną aktywację układu odpornościowego. Powoduje to (subkliniczny) stan zapalny, stymuluje produkcję cytokin oraz powstawanie nacieków komórkowych, co skutkuje zaburzeniami czucia trzewnego i motoryki układu pokarmowego.

U osób, z którymi współpracuje najczęściej spotykam się z przerostem bakterii w jelicie cienkim, candidą (przy dodatkowych infekcjach, np. pochwy) oraz namnożeniem się pasożytów. Nie rzadko występuje kilka problemów na raz, co prowadzi koniec końców do buntu na pokładzie i niejednokrotnie do choroby autoimmunizacyjnej. Jeśli do tego dochodzą jeszcze inne stany zapalne, nadmiar tkanki tłuszczowej,  sprawa jest coraz trudniejsza i wymaga większego nakładu pracy.

Niski poziom kwasów żołądkowych może powodować objawy refluksowe, wbrew temu co się mówi, że wywołuje go nadmiar kwasów. Często stres powoduje, jego niedobór, przez co tracimy zdolność do pełnego trawienia białek. Niestrawione jedzenie zalega w żołądku, zamiast przesunąć się do jelita cienkiego. Niekiedy cofa się do przełyku z niewielką ilością kwasu. Leki na obniżenie kwasu solnego w takich przypadkach mogą tylko pogorszyć sprawę. Niski poziom kwasu solnego niestety nie chroni nas przed groźnymi bakteriami i pasożytami wnikającymi do organizmu z jedzeniem. Może to prowadzić do rozrostu bakteryjnego w jelicie cienkim, jak i drożdżycy. Pamiętajmy też, że kwasy żołądkowe rozbijają na aminokwasy białka, które odpowiadają za wszystkie funkcje organizmu, budowę mięśni, kości, neuroprzekaźników, czy wzmacniają układ odpornościowy.

Jak widać szukanie przyczyny problemów jelitowych często wymaga działań wielopłaszczyznowych.

Od czego zacząć?

Idziesz do lekarza i najczęstszą diagnozą jaką słyszysz jest ZJD. Niestety czasami mam wrażenie, że jest to taki worek, do którego wrzuca się wszystko, co nie ma innej etykietki. Rozpoznanie tej dolegliwości określają Kryteria Rzymskie III z 2006 roku, wg których Zespół jelita drażliwego (ZJD, bądź Irritable Bowel Syndrom - IBS)  wyróżniają głównie bóle lub dyskomfort brzucha, który trwa przynajmniej 3 dni w miesiącu przez ostatnie 3 miesiące i towarzyszą mu minimum dwa z poniższych objawów:

  • Zmniejszenie się dolegliwości po wypróżnieniu
  • Początek dolegliwości ma związek ze zmianą częstotliwości wypróżnień
  • Początek dolegliwości ma związek ze zmianą wyglądy stolca

Podział  zespołu jelita drażliwego wiąże się z rytmem wypróżnień. Wyróżniamy typy: biegunkowy, zaparciowy i mieszany. Objawy mają znów szerokie spektrum: zmiana rytmu wypróżnień (więcej niż 3 stolce dziennie, mniej niż 3 tygodniowo czyli biegunki, zaparcia lub zamiennie), zmiana konsystencji stolca, skurcze w obrębie lewego dołu biodrowego oraz podbrzusza, ból brzucha, wzdęcia, gazy, śluz w kale (wiem, ciężko obserwować kał gdy już nie robi się w miskach WC-etowych „półeczek”, jednak przy dolegliwościach jelitowych, często polecam monitorowanie kału, czyli kombinowanie i wrzucanie wcześniej dużej ilości papieru ;), odbijanie, zgaga, uczucie niepełnego wypróżnienia, wymioty, nudności, trudność w trawieniu, uczucie zmęczenia, bóle głowy, stany depresyjne, etc.

Pacjent, który trafia do lekarza, rzadko kiedy zostaje dokładnie przebadany. Jeśli ma szczęście otrzymuje skierowanie na USG jamy brzucha, czasami jest badany pod kątem Crohna, wrzodów żołądka, h.pylori, lamblii, jednak najczęściej jest odsyłany do domu z diagnozą ZJD i słowami "taki Pani/Pana urok, proszę się nie stresować, bo to wszystko głowa".

Nie pozostaje nam wtedy nic innego, niż wziąć sprawy we własne ręce i poszukać problemu, zamiast godzić się na obniżony poziom życia poprzez dyskomfort związany z dolegliwościami. Niestety nie jest to proste. Ważne by ustalić swoją strategię. Ja o swojej pisałam TU.

PLAN DZIAŁANIA:

  1. Szukamy przyczyny:

Przede wszystkim należy wykluczyć trwające, przewlekłe zakażenia grzybicze, pasożytniczne czy choroby odkleszczowe.

  • Badania kału

Badanie kału może wykryć drożdżaki, pasożyty, szkodliwe bakterie, nieszczelność bariery jelitowej, problemy z wchłanianiem itp. Niestety nie jest to takie proste i czasami dany fragment wybrany do przeglądu, może nic nie wykazać. Pozostają badania z krwi, biorezonans (?), a czasami odrobaczanie w ciemno 😉

Warto wykonać test na obecność krwi utajonej, resztek pokarmowych oraz zbadać kalprotektynę. Istnieją badania na mikroflorę wykonywane przez Vitaimmun w poznaniu, o których pisałam Wam TU.

Pod kątem pasożytów polecam laboratorium BadBak lub Felix w Warszawie . Najlepiej wybierać laboratoria przy weterynarii, gdyż są dokładniejsze.

  • Badania z krwi
    Wykonaj komplet badań podstawowych; morfologię z rozmazem, profil lipidowy, homocysteina, KORTYZOL (stres) , enzymy trzustkowe, parametry wątrobowe, cukier oraz insulinę na czczo, ferrytynę, żelazo, witamina B12 , OB, CRP oraz inne ukierunkowane pod Twoje dolegliwości

TSH, ft3, ft4, USG tarczycy, aTPO, aTG, ewentualnie TRab. Niedoczynna tarczyca może powodować problemy jelitowe.

Estrogen/jego nadmiar -  ma wpływ na działanie woreczka żółciowego i może powodować złe trawienie tłuszczów, a co za tym idzie niedobory witamin rozpuszczalnych w tłuszczach (A, D, E, K).

  • USG jamy brzusznej
  • Test wodorowo-metanowy w kierunku SIBO

SIBO polega na rozroście zazwyczaj niepatogennych bakterii oraz archeonów w jelicie cienkim, które fermentując niestrawione jeszcze składniki pokarmowe powodują powstawanie gazów, będących źródłem dużego spektrum dolegliwości – od wzdęć, refluksu i zmiany rytmu wypróżnień, aż po objawy ogólnoustrojowe, takie jak zespół chronicznego zmęczenia.

Przyczyną namnożenia się mikroorganizmów są najczęściej: zrosty pooperacyjne, infekcje jelitowe, zatrucia, system immunologiczny, zastawka krętniczo-kątnicza, anomalie anatomiczne jelita cienkiego , uszkodzona praca wędrującego kompleksu mioelektrycznego (MMC) oraz szeroko pojęte zaburzenia motoryki układu pokarmowego.

Jeśli test wyjdzie pozytywny, pamiętajmy, że nie powinien to być koniec naszych poszukiwań. SIBO jest często skorelowane z innymi chorobami, które mogą być jego przyczyną!.

Polecam wykonanie badania w fundacji „Jak motyl” w Warszawie, albo miejscu gdzie badanie trwają 3h, niestety dla niektórych nawet dłużej! Nie wystarczy poza tym sam test wodorowy, warto zrobić również metanowy. Istnieje jeszcze trzeci rodzaj bakterii siarkowych, których się nie bada, jednak osoby, które mają z nimi problem, poznają je po charakterystycznych siarkowych gazach.

Warto wspomnieć, że na SIBO choruje:

>50% osób z celiakią

33% osób cierpiących na biegunki

34% osób z zapaleniem trzustki

56% osób z mukowiscydozą

53% osób zażywających inhibitory pompy protonowej

84% osób cierpiących na zespół jelita drażliwego

20% osób po tzw. „jelitówce”

90% alkoholików

25% chorych na chorobę Leśniowskiego-Crohna.

>50% chorych na Hashimoto

Przerost bakteryjny leczy się przy pomocy antybiotykoterapii klasycznej lub ziół, suplementacji dodatkowej oraz dostosowanej do Ciebie i Twoich objawów diety (dr Siebecker, Low FODMAP, czasami dieta elementarna). Jednakże należy pamiętać, że sama zła dieta nie jest przyczyną SIBO i sama zmiana diety nie wystarczy, aby je wyleczyć. Głównym celem diety jest ograniczenie fermentujących węglowodanów. Jednak pozostawanie na diecie Low FODMAP lub innej restrykcyjnej diecie przez dłuższy czas, powoduje zmiany w składzie mikrobiomu i może wpłynąć na ogólny stan zdrowia. Dlatego są to diety do krótkiego stosowania podczas leczenia !

Ważne: W przeciągu dwóch tygodni po zakońconej terapii, należy zastosować prokinetyk typu iberogast!

Niestety jeśli masz SIBO,jest duże prawdopodobieństwo, że jesteś również nosicielem innych patogenów!

  • Badania na Helicobacter pylori i Yersinia enterocolitica

Jersinioza - posiew z kału albo z krwi: przeciwciała IgG, IgA i IgM metodą ELISA lub Western Blot.

H.pylori - badanie kału lub z krwi, gastroskopia

  • Badania w kierunku celiakii
    Celiakia jest to choroba autoimmunologiczna, która polega na tym, że układ odpornościowy niszczy kosmki jelitowe chorego w odpowiedzi na spożywanie przez niego produktów zawierających nawet śladowe ilości glutenu.

Zawsze warto przebadać się w kierunku celiakii przed przejściem na dietę bezglutenową!

Osoby z chorobami autoimmunologicznymi lub, u których w najbliższej rodzinie występuje celiakia powinny przebadać się pod kątem celiakii!

Mamy do wyboru testy genetyczne. Ja obecnie czekam na swoje wyniki panelu genetycznego na 200 polimorfizmów! W tym będzie i celiakia. Jak tylko przyjdą wyniki, dam Wam znać co o nim myślę w artykule.

Z krwi:

przeciwciała przeciwko transglutaminazie tkankowej,  w klasach IgA i IgG (najczęściej zalecane przez lekarzy)

przeciwciała przeciwko endomysium mięśni gładkich w klasach IgA i IgG,

przeciwciała przeciwko gliadynie deaminowanej  w klasach IgA i IgG ( ich obecność może wskazywać na nieceliakalną nadwrażliwość na gluten)

biopsja dwunastnicy, czyli badanie histopatologiczne wycinka, pobranego podczas gastroskopii, które ma określić, czy u pacjenta występuje zanik kosmków jelitowych.

  • Gastroskopia
    Ocenia  stan górnej części układu pokarmowego (przełyk, żołądek, dwunastnica). Może wskazać zapalenia żołądka lub  chorobę wrzodową żołądka lub dwunastnicy.
  • Kolonoskopia
  • Kolonoskopia wskaże wrzodziejące zapalenie jelita grubego (WZJG), chorobę Crohna, uchyłki.
  • Candida (SIYO/SIFO)
    SIYO SIFO czyli small intestinal yeast overgrowth/small intestinal fungial overgrowth. Jednym z najczęstszych przerostów jest Candida albicans.
  • Przeciwciała ASCA i ANCA
    Są to przeciwciała powiązane z chorobą Crohna i WZJG.
  • Przeciwciała przeciwko komórkom okładzinowym (APCA) i czynnikowi Castle’a
    Obecność ich świadczy o autoimmunologicznym zapaleniu żołądka.
  • Testy na nietolerancje pokarmowe.
  • Psychoterapia

Stres psychologiczny wpływa na motorykę układu pokarmowego, jakość bariery jelitowej oraz skład mikrobiomu. Może to być: długotrwały niskopoziomowy stres, nagły stres,traumy dziecięce, które zmieniają pracę mózgu, stres związany z życiem rodzinnym, finansami, pracą. Niedługo napiszę artykuł o tym, bo jak wiecie, to mój ulubiony temat. Jak wpływaja na nas emocje pisałam już TU.

  1. Musimy wyeliminować z diety substancje, które zaburzają pracę układu żołądkowo-jelitowego.
  • nie rzadko wymaga to odstawienia części produktów, które mogą potęgować stany zapalne, stosujemy tymczasową eliminację ok. 2- 3 miesiące (pokarmy przetworzone, cukier, konserwanty, indywidualnie: strączki, pszenica, nabiał, czasami jajka, orzechy, dieta AIP, Low FODMAP, SCD i inne),
  • Czy uważam, że mogą pomóc testy na nietolerancje Igg? Jeśli występują silne problemy jelitowe, przy których nie pomagają systemy eliminacyjne, mogą być pomocne. Mogą też nie rzadko zaoszczędzić czasu w poszukiwaniu alergenu. Jednakże medycyna konwencjonalna niezbyt przychylnie patrzy na te testy.
  • Czy uważam, że należy odstawić gluten przy problemach jelitowych? W wielu przypadkach tymczasowa eliminacja glutenu pomaga uspokoić jelita i tym samym układ odpornościowy. Głównie stosuje się taki system eliminacji w chorobach autoimmunologicznych, tzw. dietę AIP, lub przy diecie FODMAP (niektóre rodzaje zbóż mogą nasilać objawy, np żyto ze względu na zawarte w nim fruktany). Gdy podejrzewamy alergię lub nadwrażliwość na gluten, warto zrobić test na alergie IgE oraz Igg najlepiej pełnego spektrum gliadyn (nie tylko 33-mer), by potwierdzić alergię na białka glutenu. Na pewno u osób z chorobami autoimmunologicznymi, zalecam zrobienie badań w kierunku celiakii; genetycznych lub z krwi (choć tu rozpoczyna się temat rzeka na temat rodzaju i klas) . Osoby z Hashimoto czy/i z cukrzycą typu 1, są w dużej grupie ryzyka, powinny wykonać testy genetyczne, które po wyniku pozytywnym, powinny rozszerzyć diagnostykę o badania z krwi i biopsję jelita.
  • Są przesłanki o poprawie samopoczucia oraz wyników pzreciwciał u osób z Hashimoto po odstawieniu glutenu (teoria mimikry molekularnej)
  • Test, który polecam zrobić przy podejrzeniu przepuszczalności jelit - Cyrex Zestaw nr 2 badający cztery substancje: zonulinę, LPS, okludynę oraz aktomiozynę.
  • odstawienie alkoholu, ograniczenie/odstawienie kawy,
  • odstawienie leków (w miarę możliwości), głównie IPP, środków przeczyszczających, czasami antykoncepcja, niesteroidowe leki typu ibuprofen, aspiryna,
  1. Odbudowujemy to co dobre. Odżywiamy jelita. Należy zadbać o poprawę wchłaniania, trawienia.
  • enzymy trawienne - wspomaganie trawienia białek, tłuszczy i węglowodanów

Zawierające amylazę, proteazę i lipazę, polecam TE

Enzymy mają licznych wrogów: wolne rodniki, jeśli są produkowane w nadmiarze (mogą bezpośrednio zniszczyć enzym), pestycydy, niektóre leki, tytoń, zanieczyszczenie środowiska, a przede wszystkim cząsteczki pochodzenia spożywczego i bakteryjnego , które pochodzą od zbyt przepuszczalnego jelita cienkiego.

Proteazy- czyli enzymy systemowe, działają jak naturalne modulatory układu odpornościowego. Rozkładają cytokiny powodujące stany zapalne. Mogą uczestniczyć w rozkładaniu patogenów takich jak bakterie czy pasożyty. Przyspieszają regenerację tkanek. Należą do nich: bromelina, papaina, rutyna, chymotrypsyna, trypsyna i pankreatyna.

  • zwiększenie objętości kwasów żołądkowych, niski poziom kwasu solnego (hipochlorhydria), trudności z trawieniem białek mogą doprowadzić do poważnych problemów trawiennych; do tego może wystąpić reakcja alergiczna na źle strawione białka. Białka wywołujące reakcje alergiczne mogą łączyć się z przeciwciałami, tworząc tak zwane krążące kompleksy immunologiczne. W normalnych warunkach organizm jest w stanie je rozłożyć za pomocą enzymów proteolitycznych, których funkcją jest rozkładanie białek. Gdy jednak pojawia się za wiele kompleksów, system produkcji proteaz może zostać obciążony, może się to przyczynić do powstania stanów zapalnych

Niedobór kwasu solnego może dodatkowo zwiększyć podatność na infekcje jelitowe, np. bakterie h.pylori , yersinia lub inne pasożyty. A także prowadzić do anemii.

pomocna będzie betaina HCL (trimetyloglicyna)– chlorowodorek betainy z pepsyną, jest to naturalnie występująca pochodna aminokwasu izolowana z buraka, w kwaśnej wersji HCL, wspomaga zakwaszenie żołądka, może pomagać dodatkowo w rozkładaniu homocysteiny, oraz wspomagać leczenie depresji poprzez zwiększenie ilości naturalnie występującej endogennej substancji SAMe poprawiającej nastrój i łagodzącej ból. Pepsyna to naturalnie występujący enzym pozyskiwany ze świń, który rozkłada białka. Suplement ten powinno się przyjmować z posiłkami zawierającymi białko. Może znacznie wspomóc trawienie, zwiększyć poziom energii. Suplement ten nie stosujemy, gdy występują wrzody żołądka lub bakteria h.pylori, nie stosujemy razem z lekami NLPZ oraz IPP. Oraz gdy występuje pieczenie.

  • probiotyki , indywidualnie dostosowane szczepy, dla równowagi dobrych bakterii

Rozpoczynamy suplementację od małej ilości szczepów, by nie wystąpiła reakcja Herx. Z czasem ilość szczepów zwiększamy. Od 10 miliardów/dziennie do nawet 3000 miliardów) . Probiotyki muszą być przebadane! Szczep bakteryjny musi być dokładnie odpisany (rodzaj, gatunek, szczep). 

Bakterie S.boulardii (na bazie drożdży) można stosować jednocześnie z antybiotykami i nie ma tendencji do przerostów. Jest polecany przy SIBO. Tak samo Sanprobi IBS. Często poleca się też przetrwalniki bakterii, które mogą złagodzić stan przerostu bakterii. Np. Bacillus subtilis czy bacillus coagulans. Nie są jednak zbyt popularne w Polsce.

To o co wiele osób się pyta, to probiotyki nie spowodują przerostu, nie skolonizują jelita cienkiego o ile zostaną użyte właściwe szczepy. Należy uważać na produkty wieloszczepowe, gdyż większość osób z SIBO czuje się po nich gorzej.

Podobno hydrolizowana guma guar (prebiotyk)  zmniejsza produkcję metanu, zatem może być korzystna u osób z SIBO z większym udziałem metanogenów (najczęściej występują u tych osób zaparcia).

  • produkty kiszone; jogurty, kefiry (sfermentowane mleko), kimchi, kiszone warzywa wspomagają regulację floty bakteryjnej, a przy okazji mają wysoką zawartość błonnika i stanowią prebiotyk. Jedynie nie są wskazane przy sibo oraz drożdżycy.
  • L-glutamina ( powinna być ostrożnie stosowana przez osoby z ADHD czy przeciwciałami anty-GAD) Jest jedną z lepiej przebadanych substancji leczących nieszczelność jelit. Regeneruje wyściółkę jelitową. Poleca się dawkę 5 g /3 x dziennie
  • pikolinian cynku – 30mg dziennie (wzmocnienie bariery jelitowej)
  • Omega 3, ograniczający stan zapalny, 1-4g dziennie, łagodzi stany zapalne jelit
  • NAC + wit C  (prekursor glutationu, najlepiej acetylowany, produkowany przy użyciu nanotechnologii), 1800mg/dziennie, nieszczy patogenny biofilm w jelitach, wspomaga utrzymać odpowiedni poziom glutationu i wspomaga pracę wątroby
  • witamina D3 – 2000 j-5000j/dziennie
  • kolagen TEN

Dodatkowo suplementy celowane w dane zdiagnozowane zaburzenia, jak SIBO, pasożyty czy candida.

Inne:

  • Pachnotka zwyczajna - ekstrakty z pachnotki wspierają zdrowie układu pokarmowego i łagodzą dolegliwości gastryczne na kilka różnych sposobów. Pachnotka skutecznie tłumi stany zapalne w obrębie układu pokarmowego. Nawet niewielki stan zapalny śluzówki jelit lub żołądka może upośledzać trawienie, powodować ból i dyskomfort. Udowodniono, że zawarty w roślinie vicenin 2 zmniejsza produkcję cytokin zapalnych, zwłaszcza TNF-alfa.Ekstrakty z liści pachnotki mają działanie prokinetyczne i przyczyniają się do usprawnienia aktywności ruchowej przewodu pokarmowego.
  • sauna i NAC – detoksykacja (nie soczki i posty)
  • masaż wisceralny brzucha, wykonywany przez wykwalifikowanego fizjoterapetę

NIEZBĘDNE:

  • redukcja stresu, psyche

to co myślimy, czujemy, jak się zachowujemy w określonych sytuacjach wpływa nie tylko na poziom stresu, ale i na pracę układu trawiennego i odpornościowego.

Osoba z dolegliwościami musi być świadoma, że to on jest osobą mającą największy wpływ na wyzdrowienie . Ten etap od dietetyka wymaga pełnej parnerskiej współpracy, zrozumienia dla pacjenta, oraz wyjaśnienia  mechanizmów działania stresu na jelita, które pomogą szybciej uzyskać cel dieto-terapii

  • SEN, urlop, adaptogeny,
  • dieta 

Najlepszą dietą jest dieta indywidualna 🙂 Dopasowana zarówno do indywidualnych objawów i historii choroby oraz też do stanu psychicznego, i możliwości emocjonalnych pacjenta.

W przeroście z metanem (SIBO) doradzam diety z umiarkowaną ilością białka i tłuszczu, także nie low carb;).

Diety eliminacyjne w SIBO stosujemy jako okresową profilaktykę w trakcie odbudowywania wędrującego kompleksu mioelektrycznego, włącznie z substancjami, pobudzającymi wędrujący kompleks mioelektryczny.

Przy refluksie żołądkowo-przełykowym należy unikać kawy, alkoholu, potraw smażonych, olejów roślinnych niskiej jakości, cytrusów, pikantnych przypraw, czerwonego mięsa, czy nadmiaru soli.

Zapalenie śluzówki jelit – dla złagodzenia można spożywać produkty śluzotwórcze, jak zupy, puddingi z owsa czy ryżu, awokado, banany, tofu, kefir, sok z surowej kapusty.

Brak soku żołądkowego – ocet może zaostrzać objawy refluksu, jednak gdy podłożem objawów jak refluks jest za mała ilość kwasu solnego, mała ilość octu jabłkowego z wodą przed posiłkiem (1-2 łyżeczki), może pomóc.  Skuteczne jest też zażywanie betainy HCL, jednak należy na nią uważać przy refluksie. Dlatego warto skonsultować się w tej dziedzinie ze specjalistą.

Dla wyleczenie jelit powinniśmy jeść więcej zup 🙂 Ale przy SIBO należy uważać na rosół;)

 

Bibliografia

http://www.naczyniapolaczone.pl/zespol-jelita-drazliwego/ 

 

Artykuł Jelita (SIBO, ZJD, stres, Hashimoto) pochodzi z serwisu Blog Muscle-Zone.

]]>
https://www.muscle-zone.pl/blog/jelita-sibo-zjd-stres-hashimoto/feed/ 4