Alkohol – instrukcja obsługi

Tadeusz Sowinski Dietetyk

Upowszechniło się takie przeświadczenie, zgodnie z którym niektóre trunki są zdecydowanie bardziej „kacogenne” niż inne. Co ciekawe, uzasadnienie to nie jest tylko wynikiem dyskotekowych degustacji czy też konsekwencją wniosków wypływających z eksperymentów pieczołowicie dokonywanych podczas studenckich domówek, a ma wsparcie w literaturze fachowej. Mając na uwadze fakt, iż początek roku to czas, w którym przedstawiony powyżej problem staje się nad wyraz aktualny, warto czym prędzej zasiąść do poniższej lektury; możliwe bowiem, że dzięki temu karnawałowy poranek będzie bardziej znośny, a ołowiany berecik lżejszy, czego – korzystając z okazji – wszystkim Czytelnikom w 2020 roku serdecznie życzę.

Syndrom Dnia Poprzedniego

Nie ulega wątpliwości, że kto choć raz w życiu doświadczył „Syndromu Dnia Poprzedniego”, ten raczej nie pomyli tego stanu z żadną inną „jednostką chorobową”. Pomimo iż poszczególne jego symptomy nie są dlań specyficzne, to razem tworzą niepowtarzalny pakiet, który można zapamiętać na całe życie... Mowa tutaj o takich objawach jak:

- silne i trudne do zaspokojenia pragnienie (tym większe – o ironio – im więcej się dnia poprzedniego wypiło),

- bóle i zawroty głowy (manifestujące się zwłaszcza przy nagłej zmianie pozycji),

- nadwrażliwość na hałas i światło,

- problemy z koncentracją uwagi,

- ogólny spadek kondycji psychicznej,

- niekiedy także mdłości i wymioty,

- natręctwo myśli (takich jak „nigdy więcej...”).

Zazwyczaj pierwsze objawy związane z tzw. „Syndromem Dnia Poprzedniego” pojawiają się już kilka godzin od spożycia ostatniego kieliszka alkoholu. Najczęściej jest to poranek lub południe, gdy próbujemy odespać całonocną imprezę.

Metabolizm alkoholu

Chcąc zrozumieć różnice w oddziaływaniu poszczególnych trunków na nasz organizm, należy najpierw pochylić się na moment nad metabolizmem alkoholu. Otóż związek ten po wchłonięciu z przewodu pokarmowego (warto dodać, że pewna jego ilość wchłania się już przez błony śluzowe) poddawany jest kaskadzie przemian biochemicznych prowadzących do jego neutralizacji, gdyż – cokolwiek by nie mówili jego entuzjaści – sam w sobie traktowany jest w naszym organizmie „trochę” jak trucizna (słowo „trochę” to okolicznościowy eufemizm). Metabolizm alkoholu zachodzi głównie w wątrobie, przy udziale specjalnych enzymów, takich jak m. in. dehydrogenaza alkoholowa i dehydrogenaza aldehydowa. Oba enzymy działają w ścisłej współpracy. Pierwszy z nich przemienia etanol w mocno toksyczny aldehyd octowy, drugi natomiast pozwala neutralizować ten związek do octanu, który w dalszej kolejności ulega utlenieniu do dwutlenku węgla i wody. W ten sposób etanol rozłożony zostaje do dwóch neutralnych metabolitów. Wszystko byłoby w porządku, gdyby w toku tych przemian nie powstawał wysoce reaktywny nadtlenek wodoru. Czynnik ten może brać udział w uszkadzaniu struktury wielu komórek, co też niestety czyni. Ale... Nie tylko etanol jest winny.

Ciemność, widzę ciemność!

Problem z „Syndromem Dnia Poprzedniego” nie jest związany jedynie z metabolizmem samego etanolu – ta forma alkoholu, choć trudno ją uznać za obojętną dla naszego zdrowia, okazuje się być niezbyt kłopotliwa, o ile nie jest spożywana w bardzo dużych dawkach. Owszem, powstający z etanolu aldehyd octowy może być źródłem rozmaitych, dotkliwie odczuwalnych problemów, ale znaczącą rolę w całym procesie odgrywa także metanol.

Zaraz, zaraz, czy aby nie ma tu pomyłki? Metanol w rynkowych trunkach? Czy to możliwe? Przecież związek ten bardziej kojarzy się z Borygo niż markową brandy! No niestety, nawet prestiżowe napoje wyskokowe dostarczają pewnych ilości metanolu; jedne mniej, a inne więcej…

Nie ulega wątpliwości, że metanol jest związkiem silnie toksycznym i spożycie go w czystej postaci kończy się nierzadko naprawdę bolesną śmiercią (ponoć po metanolu nawet światło w tunelu wydaje się ciemniejsze). Substancja ta za pośrednictwem metabolitów, takich jak kwas mrówkowy, uszkadza komórki nerwowe, wątrobowe, nerkowe i sercowe, co prowadzi do głębokich zaburzeń w funkcjonowaniu wielu układów i narządów, a niekiedy również – do całkowitego ich „wyłączenia”. Efekt tego jest oczywisty…

Okazuje się, że metanol w niewielkich ilościach występuje również w rynkowych napojach wyskokowych, a pojawiający się po ich wypiciu kac, to po części właśnie namiastka opisanego powyżej procesu. Jak wspomniałem powyżej, poszczególne napoje alkoholowe różnią się pomiędzy sobą zawartością metanolu, a co więcej – wykazano eksperymentalnie, że im wyższa zawartość metanolu w danym trunku, tym następnego dnia czujemy się gorzej… W tym miejscu zdradzę, że według literatury fachowej najbardziej zasobne w metanol są alkohole takie, jak:

- brandy (tutaj zawartość może być rekordowo wysoka),

- czerwone wina (no niestety, tak ceniony rezweratrol jak widać ma niechlubnego kompana),

- niektóre piwa (zawartość metanolu w piwach niestety bywa bardzo różna),

- rum (fani Jacka Sparrowa powinni z umiarem wznosić zań toasty),

Lepiej w powyższym zestawieniu plasują się trunki takie, jak:

- whisky (wypada nieporównywalnie lepiej niż brandy, ale trudno jednak mówić o przepaści względem np. rumu),

- gin (z tonikiem? Czemu nie?),

- białe wina (jeśli ktoś z Państwa zastanawiał się, dlaczego białego wina bezkarnie może wypić więcej niż czerwonego, to oprócz często wspomnianej tyraminy za powyższy fakt odpowiadać może metanol, którego w tymże trunku jest zdecydowanie mniej, niż w jego ciemniej zabarwionym odpowiedniku),

- wódki czyste i – uwaga – spirytus (no i tutaj sprawdza się stara prawda ludowa, że po „czystej” kac jest najmniejszy, choć na wszelki wypadek lepiej jest uważać na niskobudżetowe wynalazki).

Zalecenia

Przedstawione powyżej informacje posłużyć mogą nie tylko jako pakiet danych, którymi można błysnąć w dyskusji podczas karnawałowej biesiady, ale dodatkowo dostarczają praktycznych wskazówek, jak minimalizować potencjalne ryzyko wystąpienia tzw. „Syndromu Dnia Poprzedniego”.

Chcąc zachować pełną koordynację ruchową i względnie poprawną kondycję psychofizyczną zarówno w dniu imprezy, jak i po jej zakończeniu poleca się m.in.:

- w sposób przemyślany odżywiać organizm przez cały czas trwania imprezy (pokarm spowalnia wchłanianie alkoholu, co daje wątrobie szansę, by nadążyła za jego konsumpcją), nie należy przy tym stronić od produktów zawierających sód – pierwiastek ten pomoże zmniejszyć ryzyko odwodnienia;

- nawadniać się innymi napojami niż tylko tymi wyskokowymi (zarówno domorosła praktyka, jak i eksperymenty naukowe dobitnie pokazują, że dbanie o odpowiednią podaż bezalkoholowych płynów zmniejsza nasilenie objawów kaca). Dobrze sprawdzą się wody mineralne zawierające sód i magnez, soki owocowe i warzywne dostarczające potasu i przeciwutleniaczy, a także herbata zielona i czarna w niewielkich ilościach;

- unikać napojów zawierających tzw. słodziki (no niestety, bye, bye cola zero – eksperymentalnie wykazano, że bezkaloryczne zamienniki cukru przyspieszają absorpcję alkoholu),

- ruszać się (ruch to zdrowie, również podczas imprezy zakrapianej alkoholem. Osoby, które tańczą, lepiej poradzą sobie z dostarczanym etanolem niż te, które cały czas siedzą, ale trzeba pamiętać, że wszystko ma swoje granice, całonocne „pogo” przy Bogurodzicy w stanie „po spożyciu” może szybko doprowadzić do wycieńczenia organizmu, potęgując przy tym odwodnienie. Statyczno-ruchowy kompromis wypracowany został praktyką na tradycyjnych polskich weselach: kilka wygibasów na parkiecie, a potem „idziemy na jednego”…).

- spać minimum 7 godzin lub dłużej (sen działa zbawiennie w omawianej materii),

- zażywać witaminę C – najlepiej w dawce około 2g (wykazano, że duże dawki kwasu askorbinowego zmniejszają negatywny wpływ alkoholu na organizm – można zrobić z tego użytek);

- wspomóc wątrobę (w niektórych badaniach wykazano, że preparaty wspomagające prawidłowe funkcjonowanie wspomnianego narządu zmniejszają nasilenie objawów kaca),

- przyjąć porcję żeńszenia (tak na wszelki wypadek – nie wiadomo, co się w nocy zdarzy, warto być w formie. A tak serio – również istnieją wyniki badań, gdzie czerwony żeńszeń korzystnie wpływał na metabolizm alkoholu);

- zachować umiar w konsumpcji (żaden środek, żaden zabieg żywieniowy, żaden inny sposób prewencyjny nie daje równie dobrych efektów w omawianej materii, jak po prostu zdrowy rozsądek i umiejętne dawkowanie alkoholu. Warto o tym pamiętać).

Autor niniejszego artykułu wspomagał się podczas jego pisania następującymi środkami:

Tagi: alkohol, kac, piwo

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *