Czy warto studiować dietetykę?
Facebook przypomniał mi właśnie, że cały czas trwa nabór na studia I stopnia na kierunku dietetyka na uczelni, do której uczęszczam. To prywatna szkoła medyczna w Katowicach. Studiuję zaocznie. Pewnie na innych prywatnych wyższych uczelniach w całej Polsce, które oferują naukę na kierunku dietetyka również w dalszym ciągu można się rekrutować. Zresztą, jeśli dobrze pamiętam, jeszcze w październiku i listopadzie do mojej grupy trafiały osoby, które dopiero wtedy zdecydowały się rozpocząć naukę. Z ciekawości zadzwoniłam też na Śląski Uniwersytet Medyczny i tam także cały czas trwa rekrutacja na studia stacjonarne i zaoczne. Jednak w tym wypadku konieczna jest matura z biologii, chemii, matematyki, fizyki lub fizyki z astronomią. Na prywatnych uczelniach można tak, jak ja rekrutować się nawet z rozszerzoną maturą z historii.
Za mną już dwa lata studiów, przede mną jeszcze 3 semestry (tak, na mojej uczelni licencjat trwa aż 7 semestrów), kilkaset godzin praktyk, obrona pracy licencjackiej i egzamin dyplomowy. Fakt, muszę jeszcze pojechać na uczelnię i oddać dokumenty z poradni chorób metabolicznych, w której miałam latem praktyki oraz pisemną pracę zaliczeniową (jadłospis + zalecenia żywieniowe dla konkretnego pacjenta) i dopiero wtedy będę mogła oficjalnie powiedzieć, że jestem już studentką 3. roku. Myślę, że to jednak tylko formalność. W każdym razie, pomyślałam, że być może zastanawiacie się właśnie, czy warto studiować dietetykę, czy jednak to strata pieniędzy i lepiej kształcić się samemu i inwestować w książki, kursy i szkolenia. Postanowiłam więc podzielić się z Wami swoimi przemyślałami i doświadczeniami.
Biorąc od uwagę, że zlikwidowano policealne i średnie szkolnictwo w zawodzie dietetyka (chyba, że znowu się coś zmieniło, bo powiem szczerze nie nadążam trochę za reformami i cieszę się, że nie pracuję w szkole zgodnie z wykształceniem), aby pracować na stanowisku dietetyka musimy ukończyć studia I stopnia. Jeśli chcemy awansować, konieczny jest tytuł magistra i odpowiednia ilość lat pracy (tutaj możecie przeczytać cały teskt ustawy). Rozporządzenia Ministra Zdrowia regulują także wymagania wobec dietetyka biorącego udział w realizacji świadczeń gwarantowanych z zakresu rehabilitacji kardiologicznej, lecznictwa uzdrowiskowego, leczenia sanatoryjnego i szpitalnego na oddziałach diabetologii, czy ambulatoryjnej opieki specjalistycznej. Wykształcenie również jest niezbędne. Niestety, mimo obietnic, dietetyk w dalszym ciągu nie jest członkiem zespołu Podstawowej Opieki Zdrowotnej, a ilość poradni dietetycznych świadczących usługi w ramach Narodowego Funduszu Zdrowia jest niewielka.
Jak już wspominałam, prowadzę swoją działalność, ale nie ukrywam, że w przyszłości chciałabym dodatkowo pracować w przychodni. Po czwartym semestrze musiałam zrealizować 140 godzin (na szczęście lekcyjnych) praktyk z poradni dietetycznej, diabetologicznej, gastrologicznej, endokrynologicznej lub chorób metabolicznych. W sumie mogłabym być zwolniona z racji działalności, jednak stwierdziłam, że chcę się czegoś nowego nauczyć. W pewnej chwili myślałam już jednak, że machnę ręką na moje szczere chęci, bo ze względu na RODO w żadnej poradni endokrynologicznej, na której najbardziej mi zależało nie chcieli mnie przyjąć. Ostatecznie udało mi się dostać na praktyki do poradni chorób metabolicznych i dietetycznej. Zależało mi głównie na tym, aby poznać specyfikę pracy z pacjentem w ramach Narodowego Funduszu Zdrowia, kiedy to w pierwszej poradni na pacjenta przeznacza się 15 minut, a w drugiej – 30 minut. U mnie wywiad dietetyczny trwa przecież czasem i półtorej godziny. Generalnie w obu poradniach wizyty sprowadzały się do analizy wyników badań, dziennika żywieniowego, a w metabolicznej dodatkowo przepisania leków. Nie było mowy o układaniu indywidualnych diet. Jedynie edukowało się pacjenta i zachęcało do rezygnacji czy zmniejszenia ilości słodyczy, cukru, tłuszczów trans, wprowadzenia większej ilości warzyw, produktów zbożowych i aktywności fizycznej. Owszem, przynosiło to efekty, ale średnia wieku pacjentów wynosiła ok. 50/60 lat. Młode osoby raczej trafiają do prywatnych gabinetów. Może to być więc satysfakcjonująca praca. Dodatkowa, bo raczej trudno byłoby się z tego utrzymać. Pani dietetyk za pacjenta otrzymywała z tego, co mi mówiła 8zł. W miesiącu miała 8 pacjentów (limit na przychodnię).
W ubiegłym roku miałam natomiast praktyki w szpitalu na oddziale wewnętrznym połączonym z geriatrią. Było to dla mnie ciekawe doświadczenie, jako dla człowieka (opieka nad starszymi osobami, śmierć, rozmowy z rodzinami), jednak nie nauczyłam się praktycznie nic nowego. Zadania dietetyka w szpitalu sprowadzały się do bowiem do wysyłania zamówienia do cateringu czy kontrolnego sprawdzania temperatury zupy. Na oddziałach to opiekunowie medyczni rozdawali posiłki czy karmili sondą. Zgodnie z ustawą o Zakładach Opieki Zdrowotnej szpital powinien zapewniać pacjentowi wyżywienie odpowiednio dostosowane do jego stanu zdrowia. Kierownik zakładu powinien zatem zadbać o zatrudnienie wykwalifikowanego dietetyka. Coraz częściej zawiera się jednak umowy z zewnętrznymi firmami cateringowymi. Realny wpływ na żywienie pacjentów mają więc dietetycy w nich pracujący. Akurat miałam okazję rozmawiać z dietetyczką z firmy dostarczającej catering do szpitala, w którym miałam praktyki i jest to bardzo trudna praca (kilkanaście szpitali, w każdym inne stawki na pacjenta, kontrola zapatrzenia i dostaw) i z tego co mówiła kiepsko płatna. Jeżeli rola dietetyka w szpitalach się nie zmieni, to raczej tam nie widzę dla siebie żadnej przyszłości. Po 5. semestrze muszę jednak zrobić praktyki w szpitalu dla dorosłych, a po 6. w szpitalu dziecięcym. Może więc jeszcze zmienię zdanie. W każdym razie, gdyby nie studia i praktyki, nie miałabym możliwości zyskać takiego doświadczenia.
[embed]https://www.instagram.com/p/BWKZcNdBPoX/?taken-by=joannahasnik[/embed]
Jedzenie w szpitalach to temat na odrębny wpis. Czas między rozdawaniem posiłków wykorzystywałam więc na rozmowy z pacjentami i ich edukację.
Tytuł dietetyka!
Dietetyk nie jest zawodem regulowanym. Owszem, polskie towarzystwa dietetyczne od lat próbuję przeforsować ustawę o zawodzie dietetyka, jednak na ten moment nie ma żadnych konkretów. Faktycznie, zostały określone wymogi, jakie należy spełnić, aby podjąć pracę w zawodzie dietetyka, został on wymieniony na równi z innymi zawodami medycznymi w szeregu przepisów związanych z ochroną zdrowia, ale nie ma nadal regulacji ustawowych. Inna sprawa, że opinie fizjoterapeutów, których zawód został uregulowany w 2016 roku (w ustawie określono m.in. kwestie wykonywania zawodu, kształcenia i działania samorządu zawodowego) zmuszają do zastanowienia się, czy aby na pewno ustawa o zawodzie dietetyka nie przyniesie więcej szkód, aniżeli pożytku. W każdym razie, w tym momencie tak naprawdę każdy może otworzyć działalność gospodarczą i oferować usługi z zakresu dietetyki. Stolarz, filozof, bankier. Nie ma to znaczenia. Oczywiście, dzięki temu i ja, magister historii mogę teraz pracować, jako dietetyk. A w zasadzie doradca dietetyczny, bo dopóki nie ukończę studiów nie mogę tytułować się dietetykiem. Przynajmniej ja uważam, że nie powinnam, choć z tego co widzę, to niektóre osoby bez dyplomu ukończenia studiów wyższych z zakresu dietetyki nie mają skrupułów, by na wizytówkach wpisać przed nazwiskiem "mgr", bo mają tytuł magistra psychologii, biologii czy ekonomii. Broń Boże nie oceniam tego, bo to nie moja rola. Zwracam jedynie uwagę, że takie praktyki są częste. Na rynku swoje usługi oferują więc konsultanci żywieniowi czy trenerzy zdrowego odżywiania. Członkowie ICDA (International Confederation of Dietetic Associations) przyjęli minimalny poziom wykształcenia dietetyka: studia licencjackie i co najmniej 500 godzin nadzorowanej praktyki zawodowej. Studia podyplomowe, kursy, szkolenia podnoszą kwalifikacje, jednak nie uprawniają do nabycia tytułu dietetyka. Długo zastanawiałam się, czy w wieku 29 lat jest sens rozpoczynać 3,5-letnie studia. To szmat czasu. Tym bardziej, że skończyłam już wcześniej 5-letnie studia magisterskie. Uważam, że jest sporo specjalistów, którzy mimo braku "papierka" mają imponującą wiedzę, której wydaje mi się, że w życiu nie dorównam (więc w pewnym stopniu zgodzę się, że zaliczyliby studia bez problemów), a z drugiej strony widziałam diety układane przez magistrów dietetyki z kategorycznymi błędami. Nie ma na to reguły. Najlepszym rozwiązaniem jest więc moim zdaniem mieć tytuł dietetyka, ogromną wiedzę i cały czas się dokształcać. Wtedy nikt nie zarzuci nam, że wykonujemy zawód "nielegalnie" i będziemy mieć czyste sumie. https://www.instagram.com/p/BiuXWx5FcSS/?taken-by=joannahasnik Cały czas staram się rozwijać swoją wiedzę. We wrześniu i październiku czeka mnie maraton szkoleń na temat bezpłodności, PCOS, jelit i diagnostyki laboratoryjnej. Inna sprawa, że młodzi ludzie nie przywiazuje tak dużej uwagi do wykształcenia kierunkowego. Macie super sylwetkę? Sami zgubiliście nadprogramowe kilogramy? Chwalicie się spektakularnymi metamorfozami podopiecznych? Najważniejsza jest dla nich skuteczność. Oczekują efektów, bez względu na to, jaką szkołę ukończyliście. Trochę inaczej sytuacja wygląda moim zdaniem z pokoleniem +40 czy +50, które jednak zwraca uwagę na wykształcenie i zanim umówi się na wizytę prześwietli Was wzdłuż i wszerz. Sama usłyszałam kilka razy, że ktoś zdecydował się podjąć ze mną współpracę, bo na profilach społecznościowych i blogu widzi, że wykonuję świetną robotę, ale jednak wiem, że studiuje dietetykę, widział moje oceny i jego zdaniem to gwarantuje, że mu po prostu nie zaszkodzę. Ja z takimi ludźmi też chcę pracować, dlatego m.in. zdecydowałam się na studia. https://www.instagram.com/p/BlUlf03l0JA/?taken-by=joannahasnik Oceny to nie wszystko, ale co tam, pochwalę się, bo ciężko na nie zapracowałam! Pewnie, wcale sobie nie myślę, że wszystko wiem, mam w sobie bardzo dużo pokory i zdaję sobie sprawę, jak wiele nie wiem...Praca w szpitalu / przychodni!
Owszem, jeśli chcemy wyłącznie prowadzić własną działalność gospodarczą, tytuł nie jest nam do niczego potrzebny. Inaczej wygląda sytuacja, jeśli chcielibyśmy pracować, jako dietetycy w placówce medycznej. Rozporządzenie Ministra Zdrowia 1 z dnia 20 lipca 2011 r. w sprawie kwalifikacji wymaganych od pracowników na poszczególnych rodzajach stanowisk pracy w podmiotach leczniczych niebędących przedsiębiorcami określiło wymagania, jakie należy spełnić, aby pracować na stanowiskach: dietetyk, starszy dietetyk, młodszy asystent dietetyki, asystent dietetyki i starszy asystent dietetyki. Tak prezentują się wymogane kwalifikacje wobec najniższego w hierarchii dietetyka:
Biorąc od uwagę, że zlikwidowano policealne i średnie szkolnictwo w zawodzie dietetyka (chyba, że znowu się coś zmieniło, bo powiem szczerze nie nadążam trochę za reformami i cieszę się, że nie pracuję w szkole zgodnie z wykształceniem), aby pracować na stanowisku dietetyka musimy ukończyć studia I stopnia. Jeśli chcemy awansować, konieczny jest tytuł magistra i odpowiednia ilość lat pracy (tutaj możecie przeczytać cały teskt ustawy). Rozporządzenia Ministra Zdrowia regulują także wymagania wobec dietetyka biorącego udział w realizacji świadczeń gwarantowanych z zakresu rehabilitacji kardiologicznej, lecznictwa uzdrowiskowego, leczenia sanatoryjnego i szpitalnego na oddziałach diabetologii, czy ambulatoryjnej opieki specjalistycznej. Wykształcenie również jest niezbędne. Niestety, mimo obietnic, dietetyk w dalszym ciągu nie jest członkiem zespołu Podstawowej Opieki Zdrowotnej, a ilość poradni dietetycznych świadczących usługi w ramach Narodowego Funduszu Zdrowia jest niewielka.
Jak już wspominałam, prowadzę swoją działalność, ale nie ukrywam, że w przyszłości chciałabym dodatkowo pracować w przychodni. Po czwartym semestrze musiałam zrealizować 140 godzin (na szczęście lekcyjnych) praktyk z poradni dietetycznej, diabetologicznej, gastrologicznej, endokrynologicznej lub chorób metabolicznych. W sumie mogłabym być zwolniona z racji działalności, jednak stwierdziłam, że chcę się czegoś nowego nauczyć. W pewnej chwili myślałam już jednak, że machnę ręką na moje szczere chęci, bo ze względu na RODO w żadnej poradni endokrynologicznej, na której najbardziej mi zależało nie chcieli mnie przyjąć. Ostatecznie udało mi się dostać na praktyki do poradni chorób metabolicznych i dietetycznej. Zależało mi głównie na tym, aby poznać specyfikę pracy z pacjentem w ramach Narodowego Funduszu Zdrowia, kiedy to w pierwszej poradni na pacjenta przeznacza się 15 minut, a w drugiej – 30 minut. U mnie wywiad dietetyczny trwa przecież czasem i półtorej godziny. Generalnie w obu poradniach wizyty sprowadzały się do analizy wyników badań, dziennika żywieniowego, a w metabolicznej dodatkowo przepisania leków. Nie było mowy o układaniu indywidualnych diet. Jedynie edukowało się pacjenta i zachęcało do rezygnacji czy zmniejszenia ilości słodyczy, cukru, tłuszczów trans, wprowadzenia większej ilości warzyw, produktów zbożowych i aktywności fizycznej. Owszem, przynosiło to efekty, ale średnia wieku pacjentów wynosiła ok. 50/60 lat. Młode osoby raczej trafiają do prywatnych gabinetów. Może to być więc satysfakcjonująca praca. Dodatkowa, bo raczej trudno byłoby się z tego utrzymać. Pani dietetyk za pacjenta otrzymywała z tego, co mi mówiła 8zł. W miesiącu miała 8 pacjentów (limit na przychodnię).
W ubiegłym roku miałam natomiast praktyki w szpitalu na oddziale wewnętrznym połączonym z geriatrią. Było to dla mnie ciekawe doświadczenie, jako dla człowieka (opieka nad starszymi osobami, śmierć, rozmowy z rodzinami), jednak nie nauczyłam się praktycznie nic nowego. Zadania dietetyka w szpitalu sprowadzały się do bowiem do wysyłania zamówienia do cateringu czy kontrolnego sprawdzania temperatury zupy. Na oddziałach to opiekunowie medyczni rozdawali posiłki czy karmili sondą. Zgodnie z ustawą o Zakładach Opieki Zdrowotnej szpital powinien zapewniać pacjentowi wyżywienie odpowiednio dostosowane do jego stanu zdrowia. Kierownik zakładu powinien zatem zadbać o zatrudnienie wykwalifikowanego dietetyka. Coraz częściej zawiera się jednak umowy z zewnętrznymi firmami cateringowymi. Realny wpływ na żywienie pacjentów mają więc dietetycy w nich pracujący. Akurat miałam okazję rozmawiać z dietetyczką z firmy dostarczającej catering do szpitala, w którym miałam praktyki i jest to bardzo trudna praca (kilkanaście szpitali, w każdym inne stawki na pacjenta, kontrola zapatrzenia i dostaw) i z tego co mówiła kiepsko płatna. Jeżeli rola dietetyka w szpitalach się nie zmieni, to raczej tam nie widzę dla siebie żadnej przyszłości. Po 5. semestrze muszę jednak zrobić praktyki w szpitalu dla dorosłych, a po 6. w szpitalu dziecięcym. Może więc jeszcze zmienię zdanie. W każdym razie, gdyby nie studia i praktyki, nie miałabym możliwości zyskać takiego doświadczenia.
[embed]https://www.instagram.com/p/BWKZcNdBPoX/?taken-by=joannahasnik[/embed]
Jedzenie w szpitalach to temat na odrębny wpis. Czas między rozdawaniem posiłków wykorzystywałam więc na rozmowy z pacjentami i ich edukację.