Piramida żywienia jako wzór zasad żywieniowych – współczesność czy przeżytek?

Paweł Szewczyk

Piramidę żywienia (a aktualnie piramidę żywienia i aktywności fizycznej, ale o tym za chwilę) widziała z pewnością większość, a żywię nadzieję że wszyscy z naszych czytelników. Żaden to nowy wytwór, warto jednak pamiętać, że niesłychanie dynamiczny.

Piramida żywienia została opracowana i przedstawiona po raz pierwszy w 1992 roku przez USDA (Amerykański Departament Rolnictwa), jako wizualna forma zaprezentowania zaleceń żywieniowych dla mieszkańców Stanów Zjednoczonych. Było to podsumowanie i kontynuacja pierwszych „norm”, a w zasadzie tabel żywienia, będących standardami żywieniowymi/dietetycznymi opracowanymi dla mieszkańców USA już z końcem XIXw. (1894r.). Co ciekawe – już pierwsza piramida była w znacznym stopniu zbieżna z aktualnymi poglądami żywieniowymi (a jeśli by ją odnieść do piramidy przedstawianej jeszcze parę lat temu – przed 2009 - podobieństw będzie jeszcze więcej!). Już w latach 90-tych nacisk kładziono na warzywa i owoce oraz spożycie produktów zbożowych, a także ograniczenie spożyciu cukrów i tłuszczu.

Od roku 2005 pojawiają się wzmianki na temat aktywności fizycznej, zawarte w piramidach (USDA i Harwardzka Szkoła Zdrowia Publicznego) – możemy tam znaleźć wizerunek człowieka, który wspina się po stopniach. W „naszych” piramidach, opracowywanych przez Instytut Żywności i Żywienia, informacje o ruchu pojawiają się od roku 2009 („piętro” tworzące podstawę piramidy). Aktualnie obowiązująca piramida, opracowana i zaprezentowana w 2016r. również zawiera ruch u podstaw i określana jest „piramidą zdrowego żywienia i aktywności fizycznej”.

Nie tylko na piramidach bazuje świat

W Polsce od lat za wizualny model przedstawiający prawidłowe wybory żywieniowe uznaje się piramidę. To najstarszy, najbardziej klasyczny wzór uznawany u nas za „coś normalnego”, przynajmniej w kręgach żywieniowców i dietetyków pracujących nad edukacją populacji. Nie jest to jednak „jedyny słuszny wybór”. Przykładowo – w Stanach Zjednoczonych ostatnimi laty informacje przedstawia się za pomocą talerza, a w Chinach piramidę zastępuje odpowiednik swoistego rodzimego budynku (znajdziecie ją np. tu - https://food-pyramid.org/chinese-food-pyramid/)  - jest co prawda skonstruowany na zasadzie piramidy, prezentuje się jednak nieco bardziej „swojsko”. To właśnie talerz wydaje się być jednak najbliższym serca przeciętnego Kowalskiego. Tzw. „Harwardzki talerz” często używany jest do zaprezentowania w zrozumiały sposób pacjentom tego jaką część ich własnego talerza powinny stanowić konkretne grupy produktów. Łatwiej przy obiedzie myśleć o talerzu niż piramidzie, nieprawdaż?;-)

Szykuje się rewolucja?

Aktualnie w mediach pojawiła się informacja jakoby piramida żywienia i aktywności fizycznej miała zostać zastąpiona przez opracowany przez fachowców model oparty właśnie na talerzu – wzorem „sąsiadów” z USA. Za powód przyjmuje się przede wszystkim nadmierny poziom skomplikowania zaleceń zawartych w piramidzie. Osobiście nie uważam by była ona nadmiernie przesadzona czy skomplikowana, zdaję sobie jednak sprawę, ze wieloletni kontakt z branżą żywieniową może zaburzać mój osąd. Możliwe, iż rzeczywiście wielopoziomowość piramidy, mnogość grafik oraz mniejsze „podpowiedzi” obecne w jej okolicy (jak np. unikanie cukru i soli, dodatek ziół i przypraw, dbałość o odpowiednie nawodnienie) mogą zaburzać odbiór i utrudniać zrozumienie ogólnego przekazu, a tym bardziej – wprowadzenie założeń w życie. Jednocześnie niezależnie od tego jak coś wydaje się sensowne, przejrzyste i dobrze opracowane – liczy się efekt, a ten niestety jest  wykonaniu Polaków mizerny. Mamy znacznie lepszą świadomość, a do wyborów żywieniowych nie dokonujemy na najwyższym poziomie, a poziom otyłości społeczeństwa wciąż rośnie. Trudno wytłumaczyć to „taniością” żywności wysokoprzetworzonej i typu fast food bo, w przeciwieństwie do kraju „za wielką wodą” – u nas wizyta w barze szybkiej obsługi jest istotnie droższa niż domowy obiad, a jedynie niewiele tańsza niż spożycie posiłku w przeciętnej jakości restauracji czy bistro z „domowym” jedzeniem. Może więc jednak problem leży w doborze produktów i niepełnym zrozumieniu ogólnych zaleceń? Myślę, że jest to możliwe, a rzeczywiście nie sposób stwierdzić, że przedstawienie głównych „myśli” za pomocą talerza obiadowego jest ciężkie. Taki sposób prezentacji powinien trafić nawet do najbardziej opornych łasuchów.

Z resztą – sami zerknijcie na wspomniany talerz w wykonaniu specjalistów z Harvardu, znajdziecie na ich stronie nawet wersję w naszym rodzimym języku!

Czy rozwiązanie „talerzowe” wejdzie w życie? Czy okaże się ono skuteczne w populacji Polski? O wszystkim przekonamy się z czasem, jednak jestem dobrej myśli – osobiście uważam że nowa forma prezentacji może się udać!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *