Suplementy na koronawirusa czyli słów kilka o wciskaniu… kitu

Tadeusz Sowinski Dietetyk

Epidemiczna sytuacja, w której się znaleźliśmy w sposób wielopłaszyznowy odciska brzemię na naszej egzystencji nie omijając przy tym spraw gospodarczych. Powyższy fakt wymusza w naturalny sposób rewizję stosowanych dotychczas praktyk biznesowych ukierunkowanych na sprzedaż towarów i usług. Jak się okazuje jednak, niekiedy prowadzić to może nie tylko do uruchomienia najgłębszych pokładów kreatywności, ale dodatkowo powoduje natychmiastowe zmiękczenie struktur moralnego kręgosłupa, czego następstwem jest podejmowania wysoce nieetycznych działań ubarwionych miejscami fabułą w stylu „psychologicznego westernu”.

Namiętny romans strachu z dezinformacją

Współczesna rzeczywistość zawsze kształtowana jest przez niezliczoną ilość uwarunkowań pozostających ze sobą w ciągłej i dynamicznej interakcji. Owe zjawiska i procesy można różnicować pod względem zarówno obszaru jak i siły oddziaływania. Do niedawna podstawowym procesem warunkującym przestrzeń ekonomiczną była globalizacja powiązana nierozerwalnie z gospodarką oparta na wiedzy, a więc opartą na tworzeniu (produkcji), oraz przekazywaniu (dystrybucji), ale i przede wszystkim w swoich podstawach opartą na praktycznym wykorzystaniu wiedzy i informacji (wdrażanie). Tutaj warto zaznaczyć, że wiedza nie tylko warunkuje owocną produkcję, ale i sama w sobie jest produktem i można powiedzieć, że ma swoją autonomię. Najważniejsze jednak jest to, że wiedza jest filarem pozwalającym nie tylko podejmować ale i przewidywać skutki planowanych działań.

Na dziś dzień jednak znaleźliśmy się w zupełnie nowych okolicznościach tak w ujęciu globalnym jak i jednostkowym i doświadczamy bolesnego deficytu aktywów kompetencyjnych, a więc i nie posiadamy też odpowiedniej wiedzy. Można wręcz przewrotnie powiedzieć, iż uwarunkowania epidemiczne popychają nas w ramiona strachu, który pogłębiany jest przez natłok niewiarygodnych danych, a więc – przez dezinformację. Jedynym ratunkiem wydaje się więc kreatywność. Kreatywność warunkuje proces twórczy, ale znowuż tylko wtedy gdy podszyta jest wiedzą. W innym wypadku manifestuje się beztroską twórczością, a jeśli warunkuje stan rzeczywistości współczesnej to jako taka stwarza zagrożeniem..

Marketing w „czasach zarazy”

Chcąc zobrazować istotę zaanonsowanej zależności warto przytoczyć pewną sytuację, która miała miejsce w rzeczywistości, i która stanowić może kwintesencję połączenia kreatywności z brakiem skrupułów w żerowaniu na cudzym strachu i… dezinformację. Otóż jakiś czas temu otrzymałem nietuzinkową wiadomość mailową. W pierwszej chwili odniosłem wrażenie, iż napisano do mnie z Ministerstwa Zdrowia, albo z Sanepidu. Treść maila, który trafił na moją skrzynkę z początku brzmiała nadzwyczaj urzędowo:
- otrzymałem ostrzeżenie dotyczące aktualnego zagrożenia epidemiologicznego,
- pojawiła się informację, że maseczki nie chronią, lub chronią tylko „psychologicznie",
- dodatkowo zostałem poinformowany, że kluczowe jest wspieranie odporności immunologicznej
- poczułem się też wyróżniony, wiadomość była personalnie skierowana do mnie, zaczynała się bowiem od słów "Dzień dobry Panie Tadeuszu".

Zatem z zapartym tchem czytałem dalej, gdzie - jak się później okazało – zacytowany przez Autora owej wiadomości Pan Profesor Bondarenko wskazywał na to jak ważne jest prawidłowe funkcjonowanie układu immunologicznego oraz - a jakże - jak istotne jest odpowiednie zaopatrzenie organizmu w witaminy i składniki mineralne, zwłaszcza takie jak: magnez, cynk, witamina D oraz - co chyba nikogo dziś nie zaskoczy - witamina C.

To jednak nie wszystko. Dowiedziałem się nawet, iż

"rząd Szanghaju ogłosił, że lekarze uzyskali dobre wyniki po podaniu witaminy C pacjentom, znajdującym się w szpitalach z potwierdzonym zakażeniem koronawirusem."

Dodatkowo autor tychże porad dodał, iż: "sensownym wydaje się łączenie cynku z wymienioną witaminą".

Nie wiem jak to opisać, ale po lekturze tejże pełnej troski i "naukowych faktów" wiadomości uświadomiłem sobie, że na szczęście z tym wyskakującym z każdego kanału telewizyjnego koronawirusem wcale nie zostałem sam. Nie. Pamięta bowiem o mnie firma "Puromedica", która - jak można przeczytać na oficjalnej stronie - "w ramach Programu Operacyjnego Inteligentny Rozwój na lata 2014 - 2020 otrzymała finansowanie w wysokości 351 975,00 PLN".

Mało tego, troska o moje zdrowie, bądź co bądź zagrożone w tej chwili wirusową infekcję, okazała się mieć nie tylko duchową ale i materialną manifestację. Oto bowiem wspomniana firma przygotowała dla mnie specjalny zestaw suplementów (jak głosiła przesłana mi informacja - "w najlepiej przyswajalnych, płynnych formach"), na te trudne czasy. Zestaw składał się z 4 niebieskich pojemniczków zawierających odpowiednio: magnez, cynk, selen i witaminę D i w symbolicznej cenie wynoszącej ledwie 320 zł (bez kosztów przesyłki).

Zgadnijcie jak się zestaw nazywa? Otóż jest to "Pakiet Life"!

Prawda, że jest w tym nie tylko duch sportu ale i… poezji?

Dlaczego jako dietetyk skupiający swą uwagę najczęściej na problemach powiązanych z fizjologią żywienia pozwoliłem sobie na tę blogową przypowieść? Otóż chciałbym by była to przestroga dla wszystkich potencjalnych odbiorców takich wyrachowanych komunikatów. Odpalając mailową skrzynkę warto pamiętać, że w tych srogich i niepewnych okolicznościach jest ktoś, kto bez najmniejszych skrupułów i za słoną sumę, żerując na niepewności i lęku będzie próbował podstępem skłonić do zrobienia u siebie zakupów. I to nawet wtedy jeśli nie wyrazicie formalnie zgody na przesyłanie ofert handlowych. Trudno mi powiedzieć co prezentują sobą produkty wspomnianej firmy, może są całkiem ok, ale „marketing” jest dla mnie tak wysoce nieprzyswajalny, że sądzę, iż nazwa „Puromedica” odbijać będzie mi się czkawką jeszcze wiele tygodni.

Tagi: covid-19, koronawirus, odporność, suplementy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *