Czy spożycie mięsa warunkuje męskość?

Paweł Szewczyk

Nie od dziś toczą się dyskusje nad wpływem sposobu żywienia i przyjmowanych pokarmów na męskość. Cóż oznacza owa męskość? W powszechnym rozumieniu przyjmuje się za nią płodność a w zasadzie funkcje reprodukcyjne) i, często, odpowiednio wysoki poziom testosteronu (częściowo warunkujący płodność, wpływający jednak również na wiele typowo „męskich” drugorzędowych cech płciowych, jak m.in. wysokość głosu, poziom owłosienia i muskulatury).

Z pewnością część z Was słyszała o „konieczności” spożywania czerwonego mięsa/mięsa w ogóle/cholesterolu/nasyconych kwasów tłuszczowych czy innych składników pokarmowych – celem prawidłowej produkcji hormonów płciowych. Całkiem niedawno w jednej z audycji radiowych słyszałem wypowiedź osoby związanej z branżą medyczną. Stwierdzenie (a w sumie jego sens) wydawało się być proste – „nie jesz mięsa = nie jesz cynku, cholesterolu i żelaza = obniżeniu ulega Twój poziom cholesterolu i stajesz się mniej męski/płodny”. Oczywiście, że nie jedząc mięsa łatwiej o niedobory tych składników, jednak stawianie znaku równości pomiędzy wykluczeniem mięsa (szczególnie że mowa była tylko o mięsie czerwonym), a niedoborami żelaza, cynku czy innych pierwiastków jest kompletną… pomyłką, tak to dobre słowo.

W wielu dotychczas przeprowadzonych pracach naukowych zaobserwowano, że istotnie – to co wkładamy do ust wpływa na nasz organizm wielokierunkowo, również pod postacią zmian w poziomie płodności czy stężeniu hormonów płciowych. W dzisiejszym tekście chciałbym przybliżyć Wam ten aspekt, a szczególnie – skupić się na tym czy spożycie mięsa/jego przetworów/podrobów/ryb może w istotny sposób wzmagać/pogarszać nasza męskość.

Różna żywność różnie na nas wpływa

O tym, że sposób żywienia wpływa zarówno na poziom hormonów, jak i ryzyko wystąpienia hipogonadyzmu (dysfunkcji gonad, czyli gruczołów płciowych) wspomnieli m.in. tajwańscy naukowcy w ciekawej pracy opublikowanej w listopadzie 2018 w Nutrients’ach. Oceniali oni wzorce żywieniowe mogące wpływać na poziom testosteronu i ewentualny hipogonadyzm. Oczywiście – podkreślają, że dotychczasowa literatura wykazuje silne współwystępowanie otyłości i niskich poziomów testosteronu, podkreślają jednak także, że występuje dwukierunkowa zależność pomiędzy metabolizmem elementów odżywczych (glukozy, lipidów, żelaza), a poziomem testosteronu u mężczyzn. Badacze do swojego eksperymentu włączyli 125 dorosłych mężczyzn, którym wykonano pomiary antropometryczne, testy biochemiczne, a także przeprowadzono kwestionariusze FFQ (ang. food frequency questionnaires) według których oceniano jak często spożywali oni konkretne grupy produktów (dokonano podziału na 32 grupy). W badanej grupie rozpoznano 48% osób z otyłością centralną (brzuszną) i niespełna 16% mężczyzn z hipogonadyzmem.

Wyniki okazały się co najmniej ciekawe. Wyższe stężenie insuliny istotnie korelowało z niższym stężeniem testosteronu, a predysponowani do tego byli też mężczyźni z wyższym poziomem glukozy na czczo i hemoglobiny glikowanej (HBA1C – hemoglobina z przyłączonymi resztami węglowodanowymi – wynik ten odzwierciedla średni poziom glikemii na przestrzeni ostatnich 3 miesięcy). Analiza kwestionariuszy FFQ pozwoliła zaobserwować, że osoby spożywające duże ilości chleba i wyrobów cukierniczych, produktów mlecznych i deserów, a także preferujące żywienie poza domem, jednocześnie zaniedbujące spożycie ciemnozielonych warzyw i makaronów były predysponowane do wystąpienia hipogonadyzmu. U osobami spożywających największe ilości wymienionych wyżej grup iloraz szans wystąpienia hipogonadyzmu był aż o 5,72 raza większy aniżeli u tych którzy sięgali po nie najrzadziej, a wybierali spore ilości warzyw i sporządzanie/spożywanie posiłków w domu. Co ciekawe – korelowało to także z istotnie niższą ilości tkanki mięśniowej, a wyższym tłuszczowej (całkowitej, wiscelarnej=trzewnej i podskórnej). Niby wszyscy wiemy, że słodkości, przekąski i jedzenie na mieście nam nie służy – ale żeby aż tak?!

Czy potrzebujesz mięsa by być 100% samcem alfa?

Już w roku 2000 naukowcy z Oxfordu opublikowali fajny materiał. Pragnęli ocenić (poprzez przegląd dostępnej wówczas literatury – badań klinicznych i epidemiologicznych) jak ma się dieta do poziomu krążących hormonów płciowych u mężczyzn. Podkreślają oni, że w porównaniu do tak istotnych czynników jak wiek czy BMI żywność nie wydaje się wywierać wpływu aż tak istotnego. Jednak czy nie wywiera żadnego? Jak się okazało spożycie błonnika nijak nie wpływa na hormony, podobnie jak konsumpcja tłuszczów – w krótkiej perspektywie czasowej. W temacie fitoestrogenów (soja i te sprawy) dane były zbyt ograniczone by wystosować jednoznaczne stanowisko, jednak wnioskując po badaniach obserwacyjnych – wegan nie trapi brak męskości. Mimo niewielkiej, ale istotnej statystycznie zwyżki poziomu globuliny wiążącej hormony płciowe (SHBG), przy jednocześnie wyższym poziomie testosteronu (TST). W długiej perspektywie czasowej nie obserwuje się istotnych zmian poziomów wolnego testosteronu. Takie wyniki naukowcy tłumaczą funkcjonowania sprzężenia zwrotnego ujemnego, a więc cudownego samoregulującego się mechanizmu organizmu, dbającego o uzyskanie optymalnego poziomu androgenów. Kolejnym potencjalnym mechanizmem regulatorowym może być przemiana androgenów w tkankach obwodowych. Konkludując – dieta wegańska i „niedobory” mięsa – męskości nie odbiorą.

Kolejna praca z Tajwanu pochodzi z lipca tego roku. Naukowcy oceniali jak wzorce żywieniowe wśród osób w średnim i starszym wieku (>40 r.ż.) wpływają na poziom testosteronu i stopień upośledzenia pracy nerek. Analizie poddano ponad 21 tysięcy osób z upośledzeniem pracy nerek (GFR – przesączanie kłębuszkowe <90ml/min, występowanie proteinurii – wykrycie białka w moczu), których dane pobrano z lat 2008-2010. Poziom testosteronu został zmierzony niestety jedynie u 256 z nich. Również w tej pracy bazowano na kwestionariuszach FFQ, oceniano także nawykowy wzorzec diety (smażenie-żywność przetworzona, wege-owoce morza, nabiał-zboża). Upośledzona praca nerek korelowała z niższym stężeniem testosteronu, podobnie jak podwyższone stężenie trójglicerydów (TAG). Wzorzec smażenia i żywienia się produktami wysokoprzetworzonymi po raz kolejny wydaje się sprzyjać obniżeniu stężenia „teścia”, dodatkowo zwiększając uszkodzenie nerek, zaostrzając proteinurię, a także prowadząc do zwyżki poziomu TAG. Jednocześnie wzorzec oparty o rośliny i ryby okazał się nie wpływać istotnie na poziom testosteronu ani TAG, działając protekcyjnie względem uszkodzenia nerek.

Warto zaznaczyć, ze w schemat „smażono-przetworzonego” zajadacza wpisywało się spożywanie (prócz napojów słodzonych cukrem, dżemu/miodu i smażonych produktów z ryżu/mąki, makaronu typu instant, żywności smażonej na głębokim tłuszczu i sosów) – mięsa, jaj i podrobów, których spożycie w pozostałych „wzorcach” było zdecydowanie niższe. Trudno jednak z całą pewnością stwierdzić, że chorzy pogarszali stan zdrowia i prowadzili do obniżenia poziomów testosteronu poprzez spożycie mięsa, podrobów i jaj – wpływ miał tu całościowy wzorzec żywieniowy i z pewnością więcej elementów zaważyło na końcowym efekcie. Wiemy jednak, że nawet jeśli produkty mięsne miały by działać „protekcyjnie” (a pewnie znaczna część z Was bardzo by tego chciała!) to nie okazały się one być wystarczająco „silne” w tej materii. Równie prawdopodobne mogło się okazać, że mięso i podroby wcale nie doprawiały męskości pacjentom. Dlaczego tak myślę? O tym naukowcy piszą w kolejnych badaniach…

W 2014 ekipa stworzona z naukowców z USA, Danii i Hiszpanii postanowiła sprawdzić jak ma się spożycie mięsa do funkcji reprodukcyjnych młodych mężczyzn. Pozbierali próbki spermy od 189 mężczyzn w wieku 18-22 lat, a żywienie znów oceniano poprzez walidowany kwestionariusz FFQ. Zaobserwowano odwrotną korelację pomiędzy spożyciem przetworzonego mięsa czerwonego, a ilością spermy (shit, któż by się spodziewał!). U osób spożywających go najmniej objętość ejakulatu wynosiła średnio 3,9ml, u spożywających najwięcej – 2,8ml. Co istotne ilość plemników u zwolenników paróweczek również była zdecydowanie niższa! Objętość ejakulatu malała także wraz ze wzrostem spożycia mięsa (tak w ogóle, a nie tylko przetworzonego) – 3,7 vs 2,9ml. Pozostałe parametry, mimo różnic, nie dały istotności statystycznej. Warto wspomnieć, że osoby z 2 i 3 kwartylu (a więc spożywające „średnie” ilości mięsa) z grupy mięsa ogółem oraz z 2 kwartylu mięsa czerwonego przetworzonego (czyli spożywające mniej niż więcej;-) ) nie odnotowały tak istotnych zmian w objętości ejakulatu.

Ostatnie badanie tego typu o którym chciałbym dziś wspomnieć to „twór” całkiem świeży, opublikowany w lutym tego roku. Ekipa znów składa się z badaczy z USA, Hiszpanii i Danii, a 3 badaczy (z 8 ogółem) to Ci sami co w pracy powyższej. Warto zaznaczyć, że autorzy pracują m.in. na Harvardzie, a samo badanie opublikowano w British Journal of Nutrition ze współczynnikiem cytowań na poziomie 3,3. Znów badano młodziaków (18-23 r.ż.) – włączono 206 Hiszpanów.. Cóż poczyniono? Ano znów FFQ, do tego badanie fizykalne, pobór krwi i ejakulatu. Zaobserwowano, że spożycie mięsa ogółem nijak miało się do jakości spermy i poziomu hormonów płciowych, jednak po pogrupowaniu osób zależnie od spożycia określonych rodzajów mięsa… Prawda wyszła na jaw! Skorupiaki robią dobrze Twoim plemnikom! Osoby spożywające więcej skorupiaków miały żwawsze i bardziej ruchliwe „brygady specjalne”. Biorąc pod uwagę kwartyle spożycia skorupiaków ruchliwość plemników kształtowała się następująco – 45,2%, 42%, 49,4%, 53,2%. Odwrotną zależność wykazano w przypadku podrobów – wyższe ich spożycie rozleniwiało „chłopaków” 51,5% vs. 42,8% biorąc pod uwagę 1 i ostatni kwartyl. Stosunkowo blisko granicy istotności była także zależność spożycia ryb i dobrej jakości morfologicznej spermy.

Kurczak na sterydach?

Bardzo intrygujące badanie opublikowali naukowcy z Pakistanu w styczniu 2017. Pragnęli oni ocenić czy spożywanie kurczaka może wpłynąć na poziom cholesterolu i hormonów płciowych i samic szczura. W tym celu setka szczurów została włączona do badania. Podzielono je na 4 grupy:

  • I - kontrolną – karmioną standardową karmą
  • II – otrzymującą komercyjna karmę dla kurcząt
  • III - otrzymującą mięso z konwencjonalnie hodowanych kurcząt
  • IV - otrzymującą mięso z kurcząt certyfikowane jako „organiczne”

Niestety nie potrafię nigdzie dokopać się do pełnej wersji pracy, bazując jednak na streszczeniu możemy wywnioskować, że grupy spożywające mięso z i karmę dla kurcząt dotknął istotny wzrost poziomu cholesterolu, a także dysbalans w poziomach hormonów płciowych (niestety nie wiemy jaki). Zanotowano także znacznie szybsze tempo wzrostu.

Główna autorka tej pracy opublikowała (również w 2017) inne badanie, o zbliżonym protokole (tu mamy już pełną wersję manuskryptu!). Zebrała w nim 75 szczurów i podzieliła je na 3 grupy – standardowa karma dla szczurów, karma dla kurcząt i mięso kurczęce bez kości. Zwierzaki jadły ad-libitum, podobnie miały nieograniczony dostęp do wody. W tej próbie skupiono się na tempie przytostu masy ciała i poziomie estrogenów (badano samice). Zarówno grupa otrzymująca pasze dla kurcząt, jak i mięso z nich pozyskane, po 6 tygodniach eksperymentu, charakteryzowały się znaczniejszym przyrostem masy ciała i zwyżką estrogenów. Grupa przyjmująca klasyczną karmę osiągnęła tempo wzrostu na poziomie 201% podczas gdy pozostałe dwie odpowiednio 239 i 245%! Poziom estrogenów w grupie karmionej „klasycznie” nie wzrósł istotnie statystycznie, w przeciwieństwie do grup otrzymujących karmę dla kurcząt (wzrost z 5,9pg/ml do 13pg/ml) lub mięso (wzrost z 6pg/ml do 10pg/ml). Pamiętajmy jednak, że powyższe dwie próby przeprowadzone zostały z udziałem modeli zwierzęcych, a karma/mięso zakupione zostały w Pakistanie, a nie w Polsce. Trudno więc ekstrapolować te wyniki w skali 1:1 na populację ludzi żyjących w naszym kraju. Jednocześnie – jeśli zajadacie się kurczakiem „na kilogramy” – myślę, że warto zastanowić się ad tym czy aby na pewno warto i czy nie możemy pozyskiwać części cennych protein z innych źródeł (i to nie tylko zwierzęcych!).

Autorka sugeruje, że bazując na wynikach tej pracy wysokie spożycie drobiu może odpowiadać za narastanie częstości występowania niepłodności i zespołu policystycznych jajników (PCOS), a także przyrostu masy ciała.

Zdroworozsądkowe podsumowanie z poparciem w badaniach

Oczywiście grzechem byłoby stwierdzić, że w teoriach obiegających świat mówiących o konieczności dostarczania konkretnego składnika pokarmowego/produktu/grupy produktów celem zachowania męskości nie ma krzty prawdy. Każda legenda (zazwyczaj) jest oparta na jakichś wierzeniach/półprawdach/doświadczeniach. Oczywiście – tłuszcz jest nam niezbędny do prawidłowego funkcjonowania, utrzymania homeostazy i w efekcie – prawidłowej aktywności hormonalnej. Podobnie cholesterol i inne składowe żywności dostarczane każdego dnia wraz z dietą. Czy oznacza to jednak, że za wszelką cenę powinniśmy się pochylać głównie nad produktami odzwierzęcymi? Czy warto „nas siłę” ordynować podopiecznym lub wpychać w siebie mięso i jego przetwory oraz tłuszcze zwierzęce czy oleje egzotyczne? Odpowiedź wydaje się być prosta – nie. Cholesterol i kwasy tłuszczowe nasycone bardzo sprawnie syntezujemy sami, a więc i ich spożycie nie wydaje się być niezbędne. Przytoczone powyżej badania również nie wspierają poglądu by konsumpcja bardzo bogatych źródeł cholesterolu (jakimi są np. podroby) prowadziła do hiper-męskości.

Zgodnie z aktualnym stanem wiedzy nie warto „zabijać się” o mięso, a odpowiednio zbilansowana i zróżnicowana dieta, z wysoką zawartością roślin (szczególnie intensywnie kolorowych i spożywanych na surowo), dostarczająca wszelkich składników pokarmowych i nie powodująca przekarmiania i w efekcie nadmiernego przyrostu masy ciała – będzie idealnym rozwiązaniem zapewniającym nam naturalną równowagę i możliwą maksymalizacje męskości. Jeśli całość okrasimy dodatkiem aktywności fizycznej, zapewnieniem prawidłowej ilości i jakości snu, a także minimalizacją używek – lepiej już być chyba nie może!

Take-home massages

- mięso nie jest niezbędne dla zachowania męskości

- wysokie spożycie przetworzonego mięsa i podrobów może negatywnie odbić się na zdrowiu hormonalnym i jakości nasienia

- wysokie spożycie ryb i skorupiaków oraz ciemno-zielonych warzyw jest dobrym sposobem dla zachowania zdrowia i zostania samcem alfa

- co do kurczaka nie mamy pewności, jednak opieranie diety tylko na nim może nie być najlepszym rozwiązaniem. Sięgaj po różne źródła białka odzwierzęcego, nie zapominaj jednak o wartościowych roślinach!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *