Ukryty sekret długowieczności

Tadeusz Sowinski Dietetyk

Pamiętam, że w wieku kilkunastu lat wydawało mi się, iż starość zaczyna się gdzieś po „trzydziestce”, a perspektywę ukończenia lat 40 czy 50 uznawałem za zdecydowanie nieatrakcyjną i na tamten czas – zbędną. Dziś sytuacja zdecydowanie się zmieniła i jestem żywo zainteresowany tematem długowieczności. Sądzę, że nie jestem w swoich zainteresowaniach odosobniony. Treści poświęcone długowieczności cieszą się wysoką „klikalnością”, często też udostępniane są w obiegu serwisów społecznościowych, przy czym rzadko są to prace naukowe, a częściej opracowania będące rzekomymi relacjami osób, które sędziwego wieku dożyły. No cóż, wydaje się to logiczne, w końcu co tam na ten temat mogą wiedzieć naukowcy zamknięci w informacyjnych bańkach swoich laboratoriów w porównaniu do wiedzy krzepkich staruszków mających niekiedy setne urodziny już dawno za sobą? Skoro liczą się konfesyjne relacje to, wychodząc naprzeciw obowiązującym trendom, pozwolę sobie przedstawić w skrócie pewne intrygujące case study i uzupełnić je osobistym komentarzem.

Przypadek Freddiego Bloma

Freddie Blom przyszedł na świat w 1904 roku, w Adelaide – trzynastotysięcznym mieście mieszczącym się w Republice Południowej Afryki, w Prowincji Przylądkowej Wschodniej. Miasto zostało założone w 1834 roku i pełniło funkcję wojskowego obozu, a jego nazwa powstała na cześć żony króla brytyjskiego Wilhelma IV, Adelajdy Sachsen-Meiningen. Miejscowość wraz z upływem czasu rozrastała się i zmieniała swoją strukturę: dawny obóz wojskowy stał się ośrodkiem przetwórstwa rozmaitych surowców, w tym dobrej jakościowo żywności, jak regionalne owoce oraz mięso baranie. W tymże środowisku pełnym regionalnych owoców, baraniny i bawełny dorastał Freddie Blom.

Dlaczego to takie istotne?

Otóż przyjęta konwencja pisania artykułów poczytnych i postrzeganych jako niezmiernie wiarygodne wymaga użycia narzędzi retrospektywnych, pozwalających zwrócić uwagę na zależności pomiędzy koegzystencją czynników środowiskowych (zwłaszcza żywieniowych, ale też takich jak rozmaite toksyny obecne w glebie, wodzie czy wreszcie – takich jak promieniowanie elektromagnetyczne). Idąc zatem tropem „Współczesnych Specjalistów od WOW-u” chciałbym zadać jedno, kluczowe pytanie: „czy dorastanie w świecie pełnym regionalnych owoców, baraniny oraz bawełny mogło wpłynąć na ekspresję genów długowieczności?” Cóż, przypadek Freddiego Bloma pokazuje, że jest to co najmniej prawdopodobne, choć nie można wykluczyć, iż Pan Blom dożył 114 lat również z innych powodów, ale o tym za chwilę.

Dieta Pana Bloma

Chociaż Freddie Blom sam nie potrafi odpowiedzieć na pytanie jaki jest sekret jego długowieczności,  łatwo się domyślić, że sposób odżywiania musiał mieć niebagatelny wpływ w tej materii. Tu warto dodać, że Pan Blom nie zaczynał wcale dnia od owsianki, nie jadł razowego pieczywa i nie używał olejów roślinnych, jak sugerują nam „specjaliści” propagujący „zasady zdrowego żywienia”, wśród których trudno znaleźć osoby mające na swoim koncie choćby jeden epizod ze zdmuchiwaniem z urodzinowego tortu stu świeczek. Przez większą część swojego życie Pan Blom odżywiał się produktami regionalnymi, sezonowymi a w dużej mierze były to rozmaite owoce i niekoniecznie chude mięso. Można zatem powiedzieć, że dieta nawiązywała do założeń „diety paleo”, tyle że Pan Blom nie studiował prawa i nie trenował crossfitu, nie znał też batonów z dopiskiem „raw”.

Bez mikrofalówki, bez komórki, bez szczepień

Chociaż wpływ czynników żywieniowych na stan zdrowia i długość życia jest niepodważalny, to warto zwrócić uwagę także na inne zależności. Otóż Pan Blom okres dzieciństwa, młodzieńczości i dorosłości spędził w środowisku nieskażonym obecnością fal radiowych. Nie używał telefonu komórkowego, nie przygotowywał posiłków w kuchence mikrofalowej, nie pił wody z plastikowej butelki. NIE skracał więc sztucznie swoich telomerów, nie zaburzał pracy mitochondriów i nie nasilał procesów neurodegeneracyjnych. Okres dzieciństwa przeżył również bez obowiązkowych szczepień, dzięki czemu uniknął wielu groźnych NOP-ów. W ogóle początkowo nie korzystał zbyt często z „dobrodziejstw akademickiej medycyny”. I jak na tym wyszedł? Warto zadać sobie to pytanie wybierając bluzę z syntetycznego poliestru zamiast z organicznej bawełny.

Podsumowanie

Jeśli powyższe argumenty Szanowna Czytelniczko/Szanowny Czytelniku, wzbudziły w Tobie przekonanie, że chcąc dożyć „setki” należy odrzucić przyjęte zalecenia dotyczące zasad zdrowego żywienia, jedząc w zamian głównie baraninę. Jeśli niniejszy tekst skłonił do refleksji nad „sensem wykonywania szczepień”, to chciałbym zwrócić na jeszcze jeden ważny fakt. Otóż Pan Blom w jednym z wywiadów dla telewizji BBC wyznał otwarcie: „Every day I still smoke two to three 'pills'” – co w regionalnym slangu oznacza po prostu, iż całe życie do dnia dzisiejszego Pan Blom pali papierosy („pills” to slangowa nazwa własnoręcznie robionych skrętów bez filtra). Skoro zatem z taką łatwością można uznać, że za efekt długowieczności odpowiada wyrwana z kontekstu praktyka typu jedzenie baraniny, smalcu czy jajecznicy, to dlaczego nie uznawać, że sekretem długiego życia, i to w przyzwoitym zdrowiu, jest regularne palenie tytoniu? Coś w tym musi być, skoro nawet BigPharma przed paleniem ostrzega i namawia do rzucenia. W końcu Pan Blom palił ponad 90 lat i… pali nadal i… żyje. Choć nie da się wykluczyć, iż za ów zaskakujący fakt odpowiada to, że Pan Blom sam kręcił swoje papierosy. No i palił bez naszpikowanego chemią filtra.

Tagi: długowieczność, pan Blom

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *